Zaczęła powoli: od zrobienia buraczków ze słonecznikiem. Bardzo je polubiła. On zresztą też zapałał do nich sympatią.
Po te na zimno Ona raczej nie ma ochoty sięgać. Nie to, co On! zjadłby buraki w każdej postaci, o ilości nie wspominając.
Gdy więc Ona przygotowała barszcz, resztę buraków przeznaczyła na małą niespodziankę dla Niego - ostre buraczki z chrzanem, zwane ćwikłą. Zero filozofii.
Składniki
2 ugotowane buraki
sól
pieprz
chrzan
Ona ugotowane buraki utarła, dodała soli, pieprzu i dużo chrzanu. Co więcej dodać niż to, że On zajadał uśmiechając się czerwonymi ząbkami?;)
Przepis bierze udział w akcji:
Mniam, mniam...to właśnie ćwikłą pachnie polska Wielkanoc :)
OdpowiedzUsuńŚwietny przepis, znakomicie napisany. Kiedyś też nie lubiłam ćwikły, pomimo wielkiej miłości do barszczyku. Teraz gust smakowy mi się zmienił, w kierunku lubienia wszystkiego :) No, prawie :)
OdpowiedzUsuńNiby taki prosty przepis, ale nigdy nie miałam okazji zrobić, na te święta planuję na 100% :)Dzięki za przypomnienie :)
OdpowiedzUsuńćwikła nie dla dusia a kysz:D
OdpowiedzUsuńTez kiedys nie lubilam, a teraz szaleje. Jak to sie zmieniaja smaki i upodobania...
OdpowiedzUsuńTaka ćwikła to skarb narodowy, a serio to ja uwielbiam najbardziej z białą kiełbaską:-)
OdpowiedzUsuńostatnio bardzo lubię chrzan i dodaję go do różnych kanapek, może właśnie też ćwikłę własnoręcznie wykonam???
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuję za inspirację
Monika
Wojciech też za warzywem pastewnym nie przepadał, ba! przez lata traktował je jako jedzenie niższej kategorii, omijał wzrokiem ich czerwone wypukłości w warzywniaku osiedlowym, z uśmiechem politowania patrzył na ludzi zajadających się buraczanymi wyrobami, parskał śmiechem widząc przepisy z tym warzywem. Wtem! Zdarzyło się - z głupia frant, w zaślepieniu, w pomroczności jasnej albo z szacunku dla Mistrza zaryzykował wykonanie tego przepisu - http://www.kuchniaplus.pl/kuchnia_przepis_0-0-5578_buraczki-zasmazane-troche-inaczej.html . Od tej pory poglądy Wojciecha na buraki zostały totalnie przenicowane, usiadł i zapłakał ze szczęścia czego i Wam życzę - gorąco polecam - wypróbujcie! Satysfakcja gwarantowana albo możecie Wojciecha zbluzgać na blogu ;)
OdpowiedzUsuń