Choć Ona i On uwielbiają tarty. Wytrawne wypieki mogłyby towarzyszyć Jemu i Jej każdego dnia. W ramach cięć budżetowych i dietkowych Ona i On sięgają po mini wersję tart - tartaletki. Kombinacji jest tu wiele. Na pierwszy test poszły tartaletki z papryka i oliwkami, ale kombinować można dowolnie.
Składniki
na ciasto
150 g mąki żytniej
50 g mąki pszennej
2 łyżki oleju
wody - ile trzeba, by ciasto wyrobić
farsz
serek śmietankowy+chili+czarne i zielone oliwki
papryka+jajo+100 g śmietany+sól+pieprz+szczypiorek
Ona zarabia ciasto. Ona i On kupili nowe foremki do tartaletek - ceramiczne, więc odpada smarowanie tłuszczem i wysypywanie bułką tartą. Ona zachwala wygodę. On znów załamuje ręce, że mąka jest wszędzie.
W rozgrzanym piekarniku foremki spędzają jakieś 8 minut. Po tym czasie Ona smaruje część z nich śmietankowym serkiem, dodaje pokrojone oliwki i oprósza chilli.
Na dnie kolejnych układa pokrojoną w paski paprykę, a do rozbełtanego jajka dodaje przyprawy i śmietanę - jajeczną masę wylewa do tartaletek. Dla kontrastu dodaje szczypiorek.
Całość piecze się jakieś 20 min.
Ona i On wciągają je migiem. I chcą jeszcze! W wersji maxi!
wtorek, 17 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Pesto z rzeżuchy
Ona postawiła sobie wysianie jej na Wielkanoc za punkt honoru. Oczywiście zabrała się za to za późno, więc zielone pojawiło się już... po świętach. Wybiła, gdy Ona i On nie mieli apetytu na poranne kanapki z dodatkiem rzeżuchy. Na chwilę przed zwiędnięciem Ona przerobiła ją więc na pesto - takie na szybko - bez parmezanu i ze słonecznikiem zamiast orzechów pini.
Składniki
garść rzeżuchy
1 łyżka natki pietruszki
1,5 łyżki oleju rzepakowego
3 łyżki słonecznika
sól
Cięcie i.. w kuchni zapachniało ostrą rzeżuchą.
Ona na patelni uprażyła słonecznik, a do moździerza wrzuciła: rzeżuchę, łyżkę - resztkę zamrożonej w sezonie natki pietruszki, sól, wreszcie uprażone ziarna, na koniec dolała olej.
Mieszała intensywnie, ale specjalnie nie przejmując się konsystencją. Miała tak wielką ochotę posmakować pesto na kawałku chleba, że nie utarła go jak należy.
Może i nie należy, ale jak smakuje! Jeśli więc macie za dużo rzeżuchy, albo po prostu lubicie i ją, i takie zielone pasty - siejcie i ucierajcie, jak Bóg przykazał! Ona i On już planują kolejny wysiew.
Przepis bierze udział w akcji:


Składniki
garść rzeżuchy
1 łyżka natki pietruszki
1,5 łyżki oleju rzepakowego
3 łyżki słonecznika
sól
Cięcie i.. w kuchni zapachniało ostrą rzeżuchą.
Ona na patelni uprażyła słonecznik, a do moździerza wrzuciła: rzeżuchę, łyżkę - resztkę zamrożonej w sezonie natki pietruszki, sól, wreszcie uprażone ziarna, na koniec dolała olej.
Mieszała intensywnie, ale specjalnie nie przejmując się konsystencją. Miała tak wielką ochotę posmakować pesto na kawałku chleba, że nie utarła go jak należy.
Może i nie należy, ale jak smakuje! Jeśli więc macie za dużo rzeżuchy, albo po prostu lubicie i ją, i takie zielone pasty - siejcie i ucierajcie, jak Bóg przykazał! Ona i On już planują kolejny wysiew.
Przepis bierze udział w akcji:

niedziela, 15 kwietnia 2012
Pociąg do kulinarnych trendów
Ona i On gościć mieli wczoraj na Trendy Chef - I Międzynarodowym Konkursie Kulinarnym. Na drodze stanął Piernik, Ko-piernik - czyli specjalny pociąg, który ruszył w trasę prowadzony przez niezwykle Piękną Helenę.
On ruszył więc na poszukiwania parowozu, a Jej w kulinarnych podbojach towarzyszył Brat. Razem z nim Ona zastygła niczym czekolada przygotowywana przez jej znawcę z bydgoskiej Sowy przy tym właśnie słodkim stoisku. Na życzenie gości mistrz sprawnie nalewał do foremek roztopioną, aromatyczną masę i dodawał co tylko dusza zapragnęła: maliny, orzechy, kruche kuleczki, imbir i płatki fiołków. Ona jednak obeszła się smakiem - swojej tabliczki nie doczekała, a za taką z malinami albo fiołkami dałaby się pokroić;)
Ona podziwiała niezwykłe dania przygotowywane w ramach organizowanych w ramach konkursu zwodów. Nie miała jednak na tyle cierpliwych ślinianek, które wstrzymałyby pracę na widok tych przedziwnych kombinacji. Sfotografowała tylko jedną kwiatową niespodziankę Grzegorza Parczewskiego, które prezentował najnowsze trendy prezentacji dań.
Później poszła degustować. Zatrzymała się na chwilę przy liofilizowanych ziołach austriackiej firmy Aromica. Takie zioła w kuchniach profesjonalistów pewnie świetnie się sprawdzają - podobnie jak przygotowane dla wojska czy podróżników jedzenie, które potrafi przywodzić na myśl i język wyraźne smaki choć ciemno, zimno i do domu daleko. Na Jego i Jej użytek wystarczy jednak doniczka ze świeżymi ziołami.
Takimi jak te małe obecne chyba na każdym stoisku kiełki z Koppert Cress. Mikro zioła zachwycały różnorodnością. Nie mniej zachwycał także Mistrz Polski Baristów, Marcin Michalski, który nie tylko parzył aromatyczną kawę, ale także każdemu na życzenie przygotowywał na niej urocze malowidło. Czy warto było czekać 20 minut w kolejce po dawkę kofeiny i cytatą babę, którą życzył sobie namalować stojący za Nią mężczyzna? Ona pewnie przekonałaby się, gdyby miała nieco więcej cierpliwości i.. kofeiny w żyłach, ale nie ma co - taka kawa to małe dzieło sztuki, a stworzenie go zajmuje trochę czasu.
Jej Brat rozsmakował się w kuchni molekularnej. Bezalkoholowe napoje serwowane przez barmana z klubu Soda były lekkie, intrygujące, a cytrusowy smak ożywiał.
Później wciągnął wypełnionego przez Tomasza Szymańskiego z Bonduelle mięsem i warzywami rożka.
- Świetny sos - oznajmił zadowolony Brat.
Ona zasłodziła się śmietanową bazą QimiQ. Mango dosłodzone przypadkowo, jak zdradził Zbigniew Siwak, a na koniec podratowane m.in. chilli smakowało jak ciepłe lody. Ciekawe, choć mała porcja była wystarczająca.
Ją bardziej niż sam deser zachwycił wisiorek na piersi rzeczonego pana. Przeuroczy, prawda?
Ona odwiedziła jeszcze stoisko Gastronomii na obcasach, gdzie panie uwijały się, przygotowując smaczne kanapki. Ona otrzymała niespodziankę w postaci kremu do rąk z dodatkiem oliwy z oliwek Monini. Zamiast jeść albo dodać do sałatek - zaaplikowała;) Wiecie, że fajna sprawa?
Jego niespodzianki ominęły, ale nie ma jak pocałunek pięknej Heleny.
On ruszył więc na poszukiwania parowozu, a Jej w kulinarnych podbojach towarzyszył Brat. Razem z nim Ona zastygła niczym czekolada przygotowywana przez jej znawcę z bydgoskiej Sowy przy tym właśnie słodkim stoisku. Na życzenie gości mistrz sprawnie nalewał do foremek roztopioną, aromatyczną masę i dodawał co tylko dusza zapragnęła: maliny, orzechy, kruche kuleczki, imbir i płatki fiołków. Ona jednak obeszła się smakiem - swojej tabliczki nie doczekała, a za taką z malinami albo fiołkami dałaby się pokroić;)
Ona podziwiała niezwykłe dania przygotowywane w ramach organizowanych w ramach konkursu zwodów. Nie miała jednak na tyle cierpliwych ślinianek, które wstrzymałyby pracę na widok tych przedziwnych kombinacji. Sfotografowała tylko jedną kwiatową niespodziankę Grzegorza Parczewskiego, które prezentował najnowsze trendy prezentacji dań.
Później poszła degustować. Zatrzymała się na chwilę przy liofilizowanych ziołach austriackiej firmy Aromica. Takie zioła w kuchniach profesjonalistów pewnie świetnie się sprawdzają - podobnie jak przygotowane dla wojska czy podróżników jedzenie, które potrafi przywodzić na myśl i język wyraźne smaki choć ciemno, zimno i do domu daleko. Na Jego i Jej użytek wystarczy jednak doniczka ze świeżymi ziołami.
Takimi jak te małe obecne chyba na każdym stoisku kiełki z Koppert Cress. Mikro zioła zachwycały różnorodnością. Nie mniej zachwycał także Mistrz Polski Baristów, Marcin Michalski, który nie tylko parzył aromatyczną kawę, ale także każdemu na życzenie przygotowywał na niej urocze malowidło. Czy warto było czekać 20 minut w kolejce po dawkę kofeiny i cytatą babę, którą życzył sobie namalować stojący za Nią mężczyzna? Ona pewnie przekonałaby się, gdyby miała nieco więcej cierpliwości i.. kofeiny w żyłach, ale nie ma co - taka kawa to małe dzieło sztuki, a stworzenie go zajmuje trochę czasu.
Jej Brat rozsmakował się w kuchni molekularnej. Bezalkoholowe napoje serwowane przez barmana z klubu Soda były lekkie, intrygujące, a cytrusowy smak ożywiał.
Później wciągnął wypełnionego przez Tomasza Szymańskiego z Bonduelle mięsem i warzywami rożka.
- Świetny sos - oznajmił zadowolony Brat.
Ona zasłodziła się śmietanową bazą QimiQ. Mango dosłodzone przypadkowo, jak zdradził Zbigniew Siwak, a na koniec podratowane m.in. chilli smakowało jak ciepłe lody. Ciekawe, choć mała porcja była wystarczająca.
Ją bardziej niż sam deser zachwycił wisiorek na piersi rzeczonego pana. Przeuroczy, prawda?
Ona odwiedziła jeszcze stoisko Gastronomii na obcasach, gdzie panie uwijały się, przygotowując smaczne kanapki. Ona otrzymała niespodziankę w postaci kremu do rąk z dodatkiem oliwy z oliwek Monini. Zamiast jeść albo dodać do sałatek - zaaplikowała;) Wiecie, że fajna sprawa?
Jego niespodzianki ominęły, ale nie ma jak pocałunek pięknej Heleny.
sobota, 7 kwietnia 2012
Czekoladowe jajka - koszmar Wielkanocy
Jej tak spodobały się krążące po sieci babeczki ukryte w jajecznych skorupkach, że na Wielkanoc postanowiła zaskoczyć Rodzinę i zrobić swoją partię niezwykłych słodkości.
Ucierpiały na tym:
Składniki
14 wydmuszek
1 łyżka oleju
2 czekolady mleczne
12 dag masła
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli czekoladowej
1 szklanka cukru
Ona na początek przygotowań zbadała teren: ile jaj Jej mama potrzebować będzie do świątecznych pyszności? Całe 10. Tyle właśnie Jej Tato - Mistrz Wydmuszkowy przygotował idealnych wydmuszek. Ona dorobiła resztę pierwszy raz w życiu. Nie bez strachu.
Każde kolejne kurze jajo ułożyła w.. hm.. filiżance do espresso;) głową w dół. Na samym środku szerszej strony jajca Ona umieściła igłę, którą zazwyczaj przyszywa odpruwające Mu się guziki.
Cyk - zrobiła dziurkę.
Turluturlu na boki - nieco dziurkę powiększyła.
Operację powtórzyła z drugiej strony jaja, po czym dmuchnęła mocno w dziurkę na czubku i.. za jakimś siódmym zamachem (nie ma co;)) jajco wypłynęło.
Glut taki że aż strach;) Trzy zmieszane z białkiem żółtka Ona wykorzystała do ciasta. Utarła je z cukrem. W drugiej misce umieściła przesianą mąkę, czekoladową sól i kakao oraz roztopioną wraz z masłem w wodnej kąpieli czekoladę. Dodała utarte jajka i zmiksowała.
Wydmuszki On umieścił w garnku pełnym wody i.. 3 łyżek soli. Zanurzone skorupki gotował przez 5 minut. Po wyjęciu Ona przemyła je zimną wodą i odstawiła do suszenia.
Potem było gorzej. Ona wlewała do każdej z wydmuszek olej. Jak mogła rozprowadziła po ściankach, a resztę wylała. Każde jajo umieszczała w folii aluminiowej włożonej w silikonową foremkę do pieczenia muffinek.
Następnie Ona napełniła szprycę czekoladową masą. I wtedy się zaczęło! W sumie Ona puściła wiązkę przekleństw tylko dwa razy. Tak, wierzcie Jej - dwie wiązki, choćby najbardziej siarczyste, to w takiej sytuacji powód do dumy! Gdy szpryca zatykała się, z wydmuszki wyciekał nadmiar ciasta, a całość lała się po stole, desce, podłodze, szafkach - wszędzie tylko nie we wnętrzu wydmuszek, Ona zdecydowanie traciła cierpliwość.
Pod koniec On przyszedł z pomocą, ze strzykawą, którą poi swoje robaki. Dodatkowo uzbrojony był w cierpliwość i szmatę, która starł całą czekoladę z każdego zakamarka kuchni.
Ona i On upiekli wszystkie dziadygi - każdą babkę trzymali w rozgrzanym do 175 stopni piekarniku przez ok. 20 minut. Ona nadmiar ciasta jeszcze na ciepło ściągała ze skorupek. Resztę już na zimno "obierała" nożykiem, a On przecierał na mokro ścierką i na sucho ręcznikiem. Prezentują się cudnie - trzeba przyznać.
Czy gra warta świeczki? Trudno powiedzieć. Okaże się, gdy Rodzina spróbuje.
Więc pamiętajcie, Ona powtarza: jak nie idzie, to przekląć i: Alleluja i do przodu. Szczególnie w czasie Wielkanocy!
Jeśli po przeczytaniu przepisu wystarczająco mocno współczujesz Jemu - że musiał sprzątać całą kuchnię po Jej harcach i Jej - bo stoczyła nierówną walkę z jajami - zagłosuj na nich w konkursie na Kulinarny Blog Roku. Ona i on dziękują!
Przepis bierze udział w akcji:

Ucierpiały na tym:
- uszy przeklinanych osób, które czerwieniały, gdy Ona psioczyła na te wymuskane zdjęcia przedstawiające słodkie babeczki wykluwające się z nienaruszonych skorupek w kuchniach tak czystych, jakich On na pewno nie zobaczył po Jej harcach z babeczkami. To pierwsze primo. Drugie:
- ucierpiał prawie związek Jego i Jej, kiedy Ona po wtłoczeniu czekoladowej masy do wrednej wydmuszki ze zbyt małą dziurką załamała ręce. Powód? On przebywał w tym czasie w innej galaktyce, a Ona zamiast zwyczajnie wykonać szybką międzygalaktyczną rozmowę i wezwać Go na pomoc, liczyła, że między Ziemią a Planetą, na której buszuje Komandor Shepard, działa sprawnie system telepatii, który pomoże Mu rzucić w cholerę klawiaturę i Jej, biednej uciśnionej przylecieć na pomoc. Choćby na statku kosmicznym w klasie business.
- Ucierpiały trzy Jej palce, które dorobiły się bąbli po oparzeniu kolejno: blachą, rękawicą kuchenną foremką.
Składniki
14 wydmuszek
1 łyżka oleju
2 czekolady mleczne
12 dag masła
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli czekoladowej
1 szklanka cukru
Ona na początek przygotowań zbadała teren: ile jaj Jej mama potrzebować będzie do świątecznych pyszności? Całe 10. Tyle właśnie Jej Tato - Mistrz Wydmuszkowy przygotował idealnych wydmuszek. Ona dorobiła resztę pierwszy raz w życiu. Nie bez strachu.
Każde kolejne kurze jajo ułożyła w.. hm.. filiżance do espresso;) głową w dół. Na samym środku szerszej strony jajca Ona umieściła igłę, którą zazwyczaj przyszywa odpruwające Mu się guziki.
Cyk - zrobiła dziurkę.
Turluturlu na boki - nieco dziurkę powiększyła.
Operację powtórzyła z drugiej strony jaja, po czym dmuchnęła mocno w dziurkę na czubku i.. za jakimś siódmym zamachem (nie ma co;)) jajco wypłynęło.
Glut taki że aż strach;) Trzy zmieszane z białkiem żółtka Ona wykorzystała do ciasta. Utarła je z cukrem. W drugiej misce umieściła przesianą mąkę, czekoladową sól i kakao oraz roztopioną wraz z masłem w wodnej kąpieli czekoladę. Dodała utarte jajka i zmiksowała.
Wydmuszki On umieścił w garnku pełnym wody i.. 3 łyżek soli. Zanurzone skorupki gotował przez 5 minut. Po wyjęciu Ona przemyła je zimną wodą i odstawiła do suszenia.
Potem było gorzej. Ona wlewała do każdej z wydmuszek olej. Jak mogła rozprowadziła po ściankach, a resztę wylała. Każde jajo umieszczała w folii aluminiowej włożonej w silikonową foremkę do pieczenia muffinek.
Następnie Ona napełniła szprycę czekoladową masą. I wtedy się zaczęło! W sumie Ona puściła wiązkę przekleństw tylko dwa razy. Tak, wierzcie Jej - dwie wiązki, choćby najbardziej siarczyste, to w takiej sytuacji powód do dumy! Gdy szpryca zatykała się, z wydmuszki wyciekał nadmiar ciasta, a całość lała się po stole, desce, podłodze, szafkach - wszędzie tylko nie we wnętrzu wydmuszek, Ona zdecydowanie traciła cierpliwość.
Oto nieopublikowane chyba nigdzie w necie koszmarny wynik nierównej walki z babkami, które baby chcą robić w jajecznych skorupkach, nie wspominając, ile serca i cierpliwości może reszta przedstawicielek płci pięknej przy tym stracić.
Pod koniec On przyszedł z pomocą, ze strzykawą, którą poi swoje robaki. Dodatkowo uzbrojony był w cierpliwość i szmatę, która starł całą czekoladę z każdego zakamarka kuchni.
Ona i On upiekli wszystkie dziadygi - każdą babkę trzymali w rozgrzanym do 175 stopni piekarniku przez ok. 20 minut. Ona nadmiar ciasta jeszcze na ciepło ściągała ze skorupek. Resztę już na zimno "obierała" nożykiem, a On przecierał na mokro ścierką i na sucho ręcznikiem. Prezentują się cudnie - trzeba przyznać.
Czy gra warta świeczki? Trudno powiedzieć. Okaże się, gdy Rodzina spróbuje.
Więc pamiętajcie, Ona powtarza: jak nie idzie, to przekląć i: Alleluja i do przodu. Szczególnie w czasie Wielkanocy!
Jeśli po przeczytaniu przepisu wystarczająco mocno współczujesz Jemu - że musiał sprzątać całą kuchnię po Jej harcach i Jej - bo stoczyła nierówną walkę z jajami - zagłosuj na nich w konkursie na Kulinarny Blog Roku. Ona i on dziękują!
Przepis bierze udział w akcji:

Baby, ach te baby!
Macie chęć na drożdżową babę? Jeszcze zdążycie! Będzie idealna na Wielkanoc - świeża, wyrośnięta w górę - jak On i wszerz - jak Ona, z dodatkami takimi, jakie sobie wymarzycie. U Niej i Niego jedynie ze skórką pomarańczową na górze.
Składniki
5 żółtek
1/2 szklanki cukru
3,5 szklanki mąki pszennej
50 g drożdży
1 szklanka mleka
1 szczypta soli
120 g masła
esencja śmietankowa
margaryna do wysmarowania formy
bułka tarta do wysmarowania formy
lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połówki cytryny
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej do dekoracji
On oddzielił żółtka od białek.
Te pierwsze Ona utarła z połową szklanki cukru (no dobra, z mniejszą połową;) - łyżkę odsypała, by drożdże szybciej urosły) i szczyptą soli.
Tę zapodzianą łyżkę cukru wsypała do rondla z mlekiem celem podgrzania. Do ciepłego słodkiego napoju wsypała pokruszone drożdże, zamieszała i odstawiła do wyrośnięcia.
Do miski przesiała szklankę mąki i wlała buzujący zaczyn drożdżowy, zamieszała.
Dodała roztarte żółtka. W rondlu rozgrzała masło. Do masy dosypała kolejne 2 szklanki mąki i odrobinę esencji śmietankowej. Dolała masło.
Masa kleiła się trochę do rąk, więc dodała jeszcze nieco mąki. Gdyby nie fakt, że chcieli robić drożdżówkę bez rodzynek, dorzuciłaby tu garść uprzednio zamoczonych w wodzie robaczków.
Ciasto odstawiła na godzinę w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowała święconkę, a formę na babkę wysmarowała margaryną i wysypała bułką tartą.
Wyrośnięte ciasto włożyła do formy i odstawiła na kolejny kwadrans.
Babkę wielkanocną piekła ponad godzinę. Wyrosła całkiem nieźle.
Gdy stygła, Ona i On przygotowali lukier. Ona wycisnął sok z połówki cytryny, a Ona dodając go stopniowo do szklanki cukru pudru uzyskała pożądaną konsystencję. Oblała nią babę i obsypała kandyzowaną skórką pomarańczową.
- Z taką babą można spędzać Święta - powiedział On, tuląc Ją. To udanych!
Przepis bierze udział w akcji:

Składniki
5 żółtek
1/2 szklanki cukru
3,5 szklanki mąki pszennej
50 g drożdży
1 szklanka mleka
1 szczypta soli
120 g masła
esencja śmietankowa
margaryna do wysmarowania formy
bułka tarta do wysmarowania formy
lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połówki cytryny
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej do dekoracji
On oddzielił żółtka od białek.
Te pierwsze Ona utarła z połową szklanki cukru (no dobra, z mniejszą połową;) - łyżkę odsypała, by drożdże szybciej urosły) i szczyptą soli.
Tę zapodzianą łyżkę cukru wsypała do rondla z mlekiem celem podgrzania. Do ciepłego słodkiego napoju wsypała pokruszone drożdże, zamieszała i odstawiła do wyrośnięcia.
Do miski przesiała szklankę mąki i wlała buzujący zaczyn drożdżowy, zamieszała.
Dodała roztarte żółtka. W rondlu rozgrzała masło. Do masy dosypała kolejne 2 szklanki mąki i odrobinę esencji śmietankowej. Dolała masło.
Masa kleiła się trochę do rąk, więc dodała jeszcze nieco mąki. Gdyby nie fakt, że chcieli robić drożdżówkę bez rodzynek, dorzuciłaby tu garść uprzednio zamoczonych w wodzie robaczków.
Ciasto odstawiła na godzinę w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowała święconkę, a formę na babkę wysmarowała margaryną i wysypała bułką tartą.
Wyrośnięte ciasto włożyła do formy i odstawiła na kolejny kwadrans.
Babkę wielkanocną piekła ponad godzinę. Wyrosła całkiem nieźle.
Gdy stygła, Ona i On przygotowali lukier. Ona wycisnął sok z połówki cytryny, a Ona dodając go stopniowo do szklanki cukru pudru uzyskała pożądaną konsystencję. Oblała nią babę i obsypała kandyzowaną skórką pomarańczową.
- Z taką babą można spędzać Święta - powiedział On, tuląc Ją. To udanych!
Przepis bierze udział w akcji:

Subskrybuj:
Posty (Atom)