Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia węgierska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia węgierska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

Odrywany chlebek

Odrywany chlebek chodził za Nią już od pewnego czasu. Tak chodził, że wydeptał Jej ścieżkę do sklepu po świeże drożdże, a potem pokręcił się z Nią w kuchni - dla towarzystwa. Ona zmodyfikowała nieco ten przepis - nie byłaby sobą, gdyby zrobiła coś po bożemu.

Składniki
ciasto
3,5 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mleka
25 dag drożdży
0,5 kostki masła
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
2 jaja
farsz
0,3 kostki masła
3 łyżki musztardy sarepskiej
3 łyżki natki pietruszki

Ona podgrzała w rondlu mleko, w którym dodatkowo rozpuściła masło. W misce wymieszała: mąkę, cukier, sól, drożdże. Dodała mleczno-maślaną mieszankę i zmiksowała. Następnie wbiła jaja i zarobiła ciacho. Odstawiła je do wyrośnięcia na ponad godzinę. No, na nieco dłużej - pożegnalne piwko Koleżanki nie mogło skończyć się przecież zbyt szybko!

Po powrocie Ona w garnku roztopiła masło, dodała musztardę i matkę.

Ciasto rozwałkowała cienko, pokroiła w długie prostokąty. Pierwszy z nich posmarowała musztardową masą i przykryła drugim. I tak do wykończenia ciastowych placków. Prostokąty kroiła w paski, które następnie włożyła do natłuszczonego, ustawionego pionowo korytka. Nie przejęła się tym, że mniejsze już, przełożone farszem prostokąty zajęły tylko połowę foremki - wiedziała, że ciasto rosnąc w cieple pieca wypełni całą blaszkę swoim smakiem. Tak też się stało po 40 minutach pieczenia w  rozgrzanym piekarniku.



Ona i On zajadali się chlebkiem zamiast tradycyjnych kanapek i w ramach przekąsek podczas filmowego wieczoru.



wtorek, 24 kwietnia 2012

Po czesku: trdlo, na Węgrzech: kürtöskalács - swojski kołacz

Ona i On  z sentymentem wspominają wypad do Pragi. Minęły już prawie.. (Ona liczy na palcach - nie, niemożliwe!, zerka w kalendarz - zupełnie się nie zgadza! z nadzieją sięga po liczydło - zamiera na chwilę..) 4! słownie: cztery lata już minęły.. Kto by pomyślał..

Smak knedliczków, pysznego piwa, kiełbaski w musztardowym sosie, camembert z żurawiną, wreszcie: vaclavskiej klobasy ciągle Ona i On mają w pamięci. I do tego ten deser - trdlo - znalezione przypadkiem, wytarzane w cukrze przez nieszczególnie uśmiechniętą panią, zajadane, gdy jeszcze paliło i w palce, i w usta, cudeńko, że.. ahoj! Doskonałe parzące ciasticzko w cukriczku.
 


Później Ona i On słyszeli, że takowe przygotowują także na Węgrzech (pod piękną nazwą kürtöskalács). Niestety w Budapeszcie zajadali się jedynie (sic!) langosem, faszerowanymi papryczkami, papryka marynowaną, potrawką z jelenia i piernymi bułeczkami, i ostrą kiełbą, i gulaszem, i..

Ona i On trafili wreszcie na trdlo przypadkiem w centrum swojego miasta (!). Wypiek nosił swojską nazwę kołacz, a pochodził rzekomo właśnie z Węgier. Nieco bardziej wyrośnięty niż u naszych czeskich sąsiadów - troszkę w mama size (poniżej już podgryzione), ale równie smakowity.


Gościnne występy obsługi w objazdowej budzie na kółkach Ona i On podziwiali dwukrotnie. Najpierw kosztując wypieku z cynamonem (zapach szarlotki, słodycz ogromna), kolejnym razem - tradycyjnie z cukrem. Pyszne, ciepłe, słodkie drożdżowe ciasto z rusztu - kto by pomyślał!

Ona znalazła w internecie filmik. Kusi Ją, by kolejnym razem na grillu nie piec kiełbasek, karkówki czy bakłażana, ale właśnie kołacza. Choćby z węgierską Omegą w tle.

Jó étvágyat! Dobrou chuť! Smacznego!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Pieruńsko ostre leczo

Tak, leczo to idealne danie na jesienno-zimowy wieczór. Ona pomyślała, że burze nie ustąpią i słońce już nie powróci. Gdy w ukropie wracała do domu na obiad, pomyślała jednak, że nie na deszcz a na lejący się po czole pot ją w kościach łupało. A skoro leczo już gotowe było, to zjeść je należało. W polskim domu nic się zmarnować nie może!

Składniki (3 spore porcje)
1 średniej wielkości cukinia
2 duże papryki
1 cebula
1 laska kiełbasy
2 łyżki przecieru pomidorowego
2 papryczki piri-piri (bez pestek)
sól, pieprz, olej

No i byłoby tak, gdyby ona jedną ręką i nogą lodówki myć nie postanowiła. Do roboty zaciągnęła więc jego. On cebulkę ciach ciach ciach i garnka (na olej) trach. Ona myje lodówkowe półki, a on kroi kiełbaskę, którą potem na patelni przesmaża.Ona obiera paprykę nowo odkrytym sposobem Godrona Ramsey'a tylko z dużo lepszym efektem no i z mniejszą liczbą zmarszczek.



Ona kroi z zacięciem paprykę zieloną i czerwoną, On miesza w garach i doprawia cebulę. Dorzucają paprykę do garnka i duszą na małym ogniu. On kroi cukinię (ze skórką) w kostkę, ona dolewa wody (ok. 3/4 szklanki) do garnka. Czekają, aż papryka zmięknie, wyjadając smakołyki z czystej na glanz lodówki. On dorzuca cukinię. Mija jakieś 10 minut i 3 półki w lodówce.
Potem następuje czas na mieszanie, dodawanie przecieru, a na sam koniec - kiełbaski i gotowanie ok. 10 min. W tym czasie, ona niczym bajkowa małpa jest już w kąpieli.


Papryczkę, nieco soli i pieprzu On dodaje następnego dnia po południu. Potem Ona nie może gębuli zamknąć, tak ją parzy od tych przypraw. On niewzruszony łasi się po dokładkę. Wszak porcje trz a ich dwoje;) Nie może się zmarnować!




Przepis bierze udział w akcjach: