Ona i On rozkochali się w swoim nowym blenderze. On przygotowuje dla Niej owocowe koktajle, Ona dla mnie kremowe zupy.
Zrobiła też nietypowe purée - nie tradycyjnie, z ziemniaków - w tym On jest mistrzem - a z selera. Smak niezapomniany. Świetny dodatek do obiadu właśnie zamiast kopczyka kartofli.
Składniki
1 seler
1 łyżka oliwy
sól
tymianek
Ona seler obrała i pokroiła w cząstki.
Ugotowała do miękkości. Następnie zmiksowała na gładką masę, dodając oliwę. Doprawiła solą i sypnęła hojnie tymiankiem.
Ona uwielbia kotlety z selera w wydaniu Jej Mamy, Ona i On przepadają za tym warzywem gotowanym na parze obsypanym gruboziarnistą solą. Purée to odkrycie, które jest może i banalne, ale Jego i Ją zachwyca.
sobota, 2 marca 2013
piątek, 1 marca 2013
Cebulowy paj - placek z cebulą na obiad lub przekąska do piwa
Paj (ang. pie) kojarzył Jej się długo z kantyną firmy, w której kiedyś bywała latem, poznając uroki angielskiej pogody i umięśnionych robotników. Były to mini tarty czy też wypieczone pierożki z mięsem. Rozkrawała chrupiącą skórkę, a ze środka wypływały hektolitry sosu i wypadało nieapetyczne mięso. Nigdy nie trafiła na smaczny okaz, więc do pajów się zraziła.
Później, gdy Wyspy zwiedzała z Nim, na okolicznościowym targu zakupili domowe paje - pyszne, dobrze doprawione.. paszteciki.
Całkiem niedawno Ona trafiła na taki Nigellowy przepis. Pomyślała najpierw: jakiż to paj, tarta odwrócona bardziej, przekąska, placek cebulowy czy inna kombinacja. I choć wiedziała, że może z wyglądu nie będzie to popisowe danie, postanowiła spróbować.
Składniki
ciasto:
25 dag mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 m mleka
4 dag roztopionego masła
1 jajo
sól
4 łyżki ostrej musztardy
nadzienie:
4 czerwone cebule
1 łyżka masła
1 łyżka oleju
2 dag cheddara
tymianek
Ona najpierw na maśle i oleju smażyła przez ponad kwadrans pokrojoną na 8 części cebulę - aż do momentu, gdy ta była aż słodka. Dodała sporo tymianku, a całość ułożyła na dnie tortownicy i zasypała 1/3 startego sera.
Do miski przesiała mąkę, dodała proszek do pieczenia i sól. Do rozpuszczonego i przestudzonego masła dodała mleko, musztardę i rozbełtane jajo. Całość wlała do mąki i zarobiła. Na koniec dodała resztę startego sera. Uformowała placek, którym wykleiła tortownicę.
Ciacho wstawiła do piekarnika na ok. 25 minut - do zarumienienia.
Paj Go zachwycił. Zamawiał go na kolejne parę obiadów. Zgodnie stwierdzili, że świetnie nadawałby się też jako imprezowa przekąska do piwa, bo równie dobrze smakuje na zimno.
Później, gdy Wyspy zwiedzała z Nim, na okolicznościowym targu zakupili domowe paje - pyszne, dobrze doprawione.. paszteciki.
Całkiem niedawno Ona trafiła na taki Nigellowy przepis. Pomyślała najpierw: jakiż to paj, tarta odwrócona bardziej, przekąska, placek cebulowy czy inna kombinacja. I choć wiedziała, że może z wyglądu nie będzie to popisowe danie, postanowiła spróbować.
Składniki
ciasto:
25 dag mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 m mleka
4 dag roztopionego masła
1 jajo
sól
4 łyżki ostrej musztardy
nadzienie:
4 czerwone cebule
1 łyżka masła
1 łyżka oleju
2 dag cheddara
tymianek
Ona najpierw na maśle i oleju smażyła przez ponad kwadrans pokrojoną na 8 części cebulę - aż do momentu, gdy ta była aż słodka. Dodała sporo tymianku, a całość ułożyła na dnie tortownicy i zasypała 1/3 startego sera.
Do miski przesiała mąkę, dodała proszek do pieczenia i sól. Do rozpuszczonego i przestudzonego masła dodała mleko, musztardę i rozbełtane jajo. Całość wlała do mąki i zarobiła. Na koniec dodała resztę startego sera. Uformowała placek, którym wykleiła tortownicę.
Ciacho wstawiła do piekarnika na ok. 25 minut - do zarumienienia.
Paj Go zachwycił. Zamawiał go na kolejne parę obiadów. Zgodnie stwierdzili, że świetnie nadawałby się też jako imprezowa przekąska do piwa, bo równie dobrze smakuje na zimno.
czwartek, 28 lutego 2013
Co z miłości do (w?) kuchni wyszło;)
Ona i On byli przez ostatnie dwa tygodnie niezwykle zajęci. Tak bardzo - jak mówi nazwa bloga, kochali się w kuchni, że.. no zresztą sami popatrzcie na Ono - Jego i Jej walentynkowy prezent:
Teraz przyszedł czas na nieco inne przepisy. Na początek na życie. Wkrótce Ona i On wrócą tu z obstawą i urządzą jeszcze niejedną ucztę.
Teraz przyszedł czas na nieco inne przepisy. Na początek na życie. Wkrótce Ona i On wrócą tu z obstawą i urządzą jeszcze niejedną ucztę.
czwartek, 14 lutego 2013
czwartek, 7 lutego 2013
Pączki Jej Babci - wspomnienie
Pączki z kawiarni? Okrągłe kaloryczne kule z cukierni albo
wystane w kolejce w supermarkecie? Zjeść je w Tłusty Czwartek to zbrodnia.
Szczególnie, że te najlepsze ciacha czekały na Nią u Jej Babci.
Gdy Ona była młodsza, wpadała do domu dziadków i czuła to od
progu. Słodki zapach unosił się w całym mieszkaniu. Ale po mące rozsypanej na
stole dawno nie było już śladu. Babcia potrafiła wstać o świcie, by na poranny
przyjazd wnuków gotowe były polukrowane smakołyki. Wspomina teraz, że choć
dawno wyrośliśmy jeden widok cieszył Babcię najbardziej: Jej rozbrykani młodsi
bracia biegający z jednym pączkiem w buzi, a drugim gotowym do spałaszowania w
ręce. Pączki musiały być już zimne, bo jak Jej i Jej Braciom było wiadomo - po gorących
rozbolałyby Ich brzuszki. Ale była radość, gdy trafił się jeszcze jakiś ciepły
i razem z jeszcze niezaschniętym lukrem rozpływał się w ustach!
Choć Jej Babcia nie zawsze Babcią była, mówi, że pączki robiła
odkąd pamięta, według przepisu swojej Babci. Jeszcze ze swoją mamą
przygotowywała je na Nowy Rok, Tłusty Czwartek i imieniny. Najczęściej takie na
cztery, pięć kęsów, dobrze zarumienione, najczęściej polukrowane, rzadko
posypane cukrem pudrem, czasem na życzenia Jej Cioci - ciepłe zanurzone w
kryształkach cukru.
Można było robić konkursy - kto zje pączka bez oblizywania
się, kto zamiast powideł, znajdzie w środku rodzynki. I cichaczem - pod
wieczór, zliczyć, kto tym razem zjadł ich najwięcej.
To dla Niej i dla Jej Braci zawsze było święto.
Przyjeżdżali po pracy, szkole, swoich zajęciach i wyciągali rękę po
apetyczną kulkę. Jedną, drugą... można by tak bez końca. Bez liczenia kalorii.
Przecież nie nimi, a powidłami babcia faszerowała najlepsze na świecie pączki.
Teraz już Jej Babcia pączków nie smaży. Robi to za to Jej Mama - równie doskonałe:)
Teraz już Jej Babcia pączków nie smaży. Robi to za to Jej Mama - równie doskonałe:)
zdjęcie: Tymon Markowski
Kiedyś Babcia podała Jej przepis na pączki. Zrobiła to tak:
Wszystko mam dobrze wyliczone. I choć przepis na pączki znam
na pamięć, posiłkuje się starą książką, żeby nic mi nie umknęło. Przesiewam na
stolnicy kilo mąki, a w rondelku topię 10 dag masła. Zarabiam też rozczyn z
roztartych drożdży. Daję ich 10 dag. Do tego dodaję 20 dag mąki, łyżkę cukru i
niecałe pół litra mleka tak, by rozczyn był gęsty.
Gdy drożdże są świeże, a w
kuchni jest ciepło, szybko to wyrośnie. Dodaję jeszcze szczyptę soli, sok z
cytryny, cukier wanilinowy i kieliszek spirytusu. Jeśli nie ma go pod ręką,
wlewam łyżkę octu.
W misce ucieram całe jajko i dodatkowo 7 żółtek z cukrem,
dodaję pozostałą mąkę, wyrośnięty rozczyn i to, co zostało mi z pół litra
mleka. Ciasto zarabiam w dużej misce tak długo, aż odchodzi od ręki i pojawiają
się pęcherzyki powietrza. Roztopione w rondlu masło wlewam do tej masy, mocno
mieszając.
Jak tylko wyrośnie, wykładam je na posypaną mąka stolnicę. I do
dzieła! Płat wysoki na ok. 5 cm wykrawam szklanką. Ciasto układam na dłoni i
nakładam na nie ćwierć łyżeczki marmolady. Broń Boże nie dżemu, który rozpadnie
się przy pierwszym okręceniu pączka podczas smażenia. To muszą być mocne
powidła, najlepiej śliwkowe i z domowej spiżarni.
Każdy pączek zlepiam i kulam
w ręce. Podobno powinno się je ważyć, by były równe. Głupstwo! Tyle lat
doświadczeń sprawia, że ręce same kleją idealne kształty i wielkości. W
oddzielnym, dużym garnku przygotowuję kilo lub półtora tłuszczu do smażenia.
Kiedyś to był ceres, teraz smalec. Do podgrzanego wrzucam kawalątek ciasta. Jeśli
od razu wypłynie - wiadomo, że można smażyć.
Delikatnie wycieram wtedy ściereczką każdy z pączków i wrzucam na tłuszcz. Kilka chwil, czekam aż się zarumieni i już!
Delikatnie wycieram wtedy ściereczką każdy z pączków i wrzucam na tłuszcz. Kilka chwil, czekam aż się zarumieni i już!
Wystudzone lukruję roztopionym cukrem pudrem. Potem czekam na
wnuki.
środa, 6 lutego 2013
Angielskie ciasto milionera
To ciacho budziło w Niej przemiłe wspomnienia wyprawy do Anglii. Kupowała je razem z Siostrą w pobliskim supermarkecie. Pierwszy kawałek zjadały tuż po wyjściu ze sklepu. Drugiego też nie donosiły do domu. Potem były Jej urodziny, które świętowały, odrywając z czekoladowej polewy resztki topiących się świeczek.
Potem Ona i On trafili na takowe w pobliskim dyskoncie podczas brytyjskiego tygodnia. Słodkie niemiłosiernie, ale trudno opanować się, by nie sięgnąć po dokładkę.
Ona postanowiła na wizytę Siostry takie ciacho przygotować. Wypiek (choć pieczenia tu niewiele) trochę przypomina kajmakową tartę na kruchym spodzie albo mazurek toffi. Zwane jest kruchym ciastem milionera, a światowo, na salonach: caramel shortbread albo millionaires' shortbread;) Grunt, że znika w oczach (i pojawia się w biodrach).
Składniki
spód
18 dag mąki pszennej
12,5 dag zimnego masła
4 łyżki cukru
masa toffi
5 dag masła
40 dag słodzonego, skondensowanego mleka z puszki
3 łyżki cukru
polewa
2 tabliczki mlecznej czekolady
0,25 szklaki śmietany 30%
Ona zagniotła składniki na ciasto i wykleiła nim formę. Piekła w rozgrzanym piekarniku ok. 25 minut. Odstawiła do wystygnięcia.
W garnku roztopiła masło, dodała cukier i mleko. Gotowała, aż masa zawrzała, a potem - na mniejszym ogniu - aż zaczęła gęstnieć. Nie przejęła się szczególnie nieco ciemniejszymi fragmentami masy - całość wylała na zimny kruchy spód i odstawiła do lodówki.
Do garnka wlała kremówkę, a w niej roztopiła czekoladę. Polewę wylała na masie toffi i całość znów odstawiła do wystygnięcia.
Do obfotografowania nie ostało się wiele.
Potem Ona i On trafili na takowe w pobliskim dyskoncie podczas brytyjskiego tygodnia. Słodkie niemiłosiernie, ale trudno opanować się, by nie sięgnąć po dokładkę.
Ona postanowiła na wizytę Siostry takie ciacho przygotować. Wypiek (choć pieczenia tu niewiele) trochę przypomina kajmakową tartę na kruchym spodzie albo mazurek toffi. Zwane jest kruchym ciastem milionera, a światowo, na salonach: caramel shortbread albo millionaires' shortbread;) Grunt, że znika w oczach (i pojawia się w biodrach).
Składniki
spód
18 dag mąki pszennej
12,5 dag zimnego masła
4 łyżki cukru
masa toffi
5 dag masła
40 dag słodzonego, skondensowanego mleka z puszki
3 łyżki cukru
polewa
2 tabliczki mlecznej czekolady
0,25 szklaki śmietany 30%
Ona zagniotła składniki na ciasto i wykleiła nim formę. Piekła w rozgrzanym piekarniku ok. 25 minut. Odstawiła do wystygnięcia.
W garnku roztopiła masło, dodała cukier i mleko. Gotowała, aż masa zawrzała, a potem - na mniejszym ogniu - aż zaczęła gęstnieć. Nie przejęła się szczególnie nieco ciemniejszymi fragmentami masy - całość wylała na zimny kruchy spód i odstawiła do lodówki.
Do garnka wlała kremówkę, a w niej roztopiła czekoladę. Polewę wylała na masie toffi i całość znów odstawiła do wystygnięcia.
Do obfotografowania nie ostało się wiele.
wtorek, 5 lutego 2013
Kulinarne wspomnienia znad Wełtawy czyli knedliki nad Brdą
Powracające wspomnienia z weekendu w Pradze zachęciły mnie do sprawdzenia
się z czeskim symbolem kuchni, czyli knedlikami (no dobra duży w tym udział ma dostępność
w jednej z sieci marketów czeskiego Budweisera w normalnej cenie, co rzecz
jasna się również z Pragą kojarzy).
Knedlik drożdżowy, bo o takim będziemy pisać, jest banalny w wykonaniu. Musi taki być, skoro w kraju Szwejka zastępuje w większości obiadowych konfiguracji ziemniaka i jest dostępny w każdej jadłodajni i pubach.
Składniki
250 g mąki krupczatki
1 czerstwa kajzerka pocięta w drobna kostkę (jak na grzanki)
10 g drożdży instant ożywionych w odrobinie ciepłego mleka, cukru i mąki
1 szczypta soli
1 jajo
Wyrośnięte knedliki wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy (bez soli) po 10 min z obu stron.
Ugotowane knedliki wyciągamy i kroimy na plastry o szerokości 1,5 cm. (kroimy nicią, nożem się nie uda).
Knedliki podajemy z sosem, moje na szybko były z grzybowym. Wersja na bogato oczywiście z gulaszem wołowym, sprawdzi się również z drobiowych podrobów. Czerwona kapusta uzupełni talerz smakowo i kolorystycznie.
Zjadamy, popijamy Budweisera, zaczynamy mówić śmiesznym językiem....
Knedlik drożdżowy, bo o takim będziemy pisać, jest banalny w wykonaniu. Musi taki być, skoro w kraju Szwejka zastępuje w większości obiadowych konfiguracji ziemniaka i jest dostępny w każdej jadłodajni i pubach.
Składniki
250 g mąki krupczatki
1 czerstwa kajzerka pocięta w drobna kostkę (jak na grzanki)
10 g drożdży instant ożywionych w odrobinie ciepłego mleka, cukru i mąki
1 szczypta soli
1 jajo
Wszystko
wyrabiamy na ciasto, dzielimy na trzy równe wałki o średnicy ok. 3-4 cm.
Przykrywamy ścierą i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. dwie godziny.
Wyrośnięte knedliki wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy (bez soli) po 10 min z obu stron.
Ugotowane knedliki wyciągamy i kroimy na plastry o szerokości 1,5 cm. (kroimy nicią, nożem się nie uda).
Knedliki podajemy z sosem, moje na szybko były z grzybowym. Wersja na bogato oczywiście z gulaszem wołowym, sprawdzi się również z drobiowych podrobów. Czerwona kapusta uzupełni talerz smakowo i kolorystycznie.
Zjadamy, popijamy Budweisera, zaczynamy mówić śmiesznym językiem....
środa, 16 stycznia 2013
Kremowa zupa chrzanowa
On lubi ostry chrzan i zupy. Zupy lubi też Ona, szczególnie ostatnio te kremowe - nie ma co ukrywać, także dlatego, że są łatwe i szybkie w przygotowaniu i najczęściej też ładnie się prezentują.
Korzeń chrzanu przeleżał jednak dość długo, nim Ona zabrała się za ten obiad. Ale warto było czekać.
Składniki
ok. 10-centymetrowy, niezbyt gruby korzeń chrzanu
5 średnich ziemniaków
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 bulionu
1/2 szklanki śmietany kremówki
1/4 szklanki wody
masło
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
Ona poszatkowaną cebulę i pokrojony w płatki czosnek wrzuciła na rozpuszczone masło. Dorzuciła pokrojone w plastry ziemniaki i podsmażyła. Zalała częścią bulionu i poddusiła. Dosypała starty chrzan i dolała resztę bulionu oraz wodę. Doprawiła solą, pieprzem i startą gałką.
Gdy warzywa zmiękły, całość przetarła blenderem. Na koniec dodała ubitą (ale nie na sztywno) śmietanę i wymieszała z zupą.
Dla Niej obiad miał odpowiedni - lekko ostry smak i idealną, kremową konsystencję. I On był zadowolony.
Korzeń chrzanu przeleżał jednak dość długo, nim Ona zabrała się za ten obiad. Ale warto było czekać.
Składniki
ok. 10-centymetrowy, niezbyt gruby korzeń chrzanu
5 średnich ziemniaków
1 cebula
2 ząbki czosnku
1/2 bulionu
1/2 szklanki śmietany kremówki
1/4 szklanki wody
masło
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
Ona poszatkowaną cebulę i pokrojony w płatki czosnek wrzuciła na rozpuszczone masło. Dorzuciła pokrojone w plastry ziemniaki i podsmażyła. Zalała częścią bulionu i poddusiła. Dosypała starty chrzan i dolała resztę bulionu oraz wodę. Doprawiła solą, pieprzem i startą gałką.
Gdy warzywa zmiękły, całość przetarła blenderem. Na koniec dodała ubitą (ale nie na sztywno) śmietanę i wymieszała z zupą.
Dla Niej obiad miał odpowiedni - lekko ostry smak i idealną, kremową konsystencję. I On był zadowolony.
czwartek, 10 stycznia 2013
Buraczki z pleśnią i słodkim posmakiem
On wymarzył sobie barszcz. Dobrze ma - powie ktoś, Ona zaraz z chęcią mu zgotowała. Tylko co zrobić z ugotowanymi buraczkami? Można je zetrzeć na tarce, z chrzanem zamienić w ćwikłę, albo pokrojone i podsmażone podać z uprażonymi pestkami słonecznika. Tym razem On postanowiła pokombinować. Przejrzała więc zawartość lodówki i kuchennych szafek i w mig wyczarowała sałatkę, która i Jemu, i Jej zasmakowała.
Składniki
4 ugotowane buraki
10 g sera pleśniowego
garść orzechów włoskich
sos
2 łyżki oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka miodu
Ona ugotowane buraki pokroiła w plastry, a orzechy uprażyła na suchej patelni. W filiżance połączyła składniki na sos. Warzywa ułożyła na talerzach, posypała pokruszonym serem i orzechami. Całość polała sosem.
Idealny kęs: plaster buraka, ćwiartka orzecha, odrobina sera, a wszystko w ostro-słodkim sosie. Bajka!
Składniki
4 ugotowane buraki
10 g sera pleśniowego
garść orzechów włoskich
sos
2 łyżki oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka miodu
Ona ugotowane buraki pokroiła w plastry, a orzechy uprażyła na suchej patelni. W filiżance połączyła składniki na sos. Warzywa ułożyła na talerzach, posypała pokruszonym serem i orzechami. Całość polała sosem.
Idealny kęs: plaster buraka, ćwiartka orzecha, odrobina sera, a wszystko w ostro-słodkim sosie. Bajka!
środa, 9 stycznia 2013
Tort piernikowy - świąteczne wspomnienie
Ten torcik miał być świątecznym numerem jeden. Gdy Ona zobaczyła ten przepis, zachwyciła się. Jakoś jednak sama słodkość na uroczyście zastawionym stole nie powaliła. Ją trochę zniechęciło przygotowywanie kremu, On był tak bożonarodzeniowo zasłodzony, że nawet ciacha nie spróbował. Może za rok nastąpi powtórka z rozrywki i będzie jeszcze smaczniej?
Składniki
na spód
15 dag pierniczków
7 dag masła
na krem
3 łyżeczki żelatyny + 1/4 szklanki ciepłej wody
3 żółtka
10 dag cukru
300ml mleka
10 dag pierniczków
250 ml śmietanki kremówki
Ona blenderem potraktowała pierniczki, po czym dodała je do rozpuszczonego masła, wymieszała i wyłożyła tortownicy. Ostawiła do lodówki.
Żelatynę Ona rozpuściła w ciepłej wodzie, a żółtka wraz z cukrem ubiła na puszystą masę.
Podgrzała mleko i wlała do jajecznej masy, nie przerywając ubijania.
Zmieszany krem wlała do rondla, w którym wcześniej grzała mleko i podgrzewała całość na małym ogniu, ciągle mieszając. Trwało to.. oj, zdecydowanie za długo. Aż krzesło przy kuchence ustawiła, bo stać Jej się nie chciało.
Dodała pokruszone blenderem pierniczki a także rozpuszczoną wcześniej żelatynę i zmiksowała. Schłodziła krem. Obawiała się trochę, czy nie zasiądzie się, jak to galareta potrafi, ale ten zachował się całkiem uprzejmie i nie zrobił Jej psikusa.
Psikusa zrobiła Jej za to kremówka, która najpierw ubić się nie chciała, a później - cóż.. Ona chciałaby napisać, że wszystko poszło jak po maśle, ale nie byłaby to pozytywna relacja, bo rzeczywiście masło się z kremówki zrobiło - akurat zupełnie zbędne;)
Ona więc śmietanę ubiła raz jeszcze - tym razem bez większego problemu i połączyła z zimnym kremem.
Całość przelała na spód z ciasteczek i schłodziła.
Składniki
na spód
15 dag pierniczków
7 dag masła
na krem
3 łyżeczki żelatyny + 1/4 szklanki ciepłej wody
3 żółtka
10 dag cukru
300ml mleka
10 dag pierniczków
250 ml śmietanki kremówki
Ona blenderem potraktowała pierniczki, po czym dodała je do rozpuszczonego masła, wymieszała i wyłożyła tortownicy. Ostawiła do lodówki.
Żelatynę Ona rozpuściła w ciepłej wodzie, a żółtka wraz z cukrem ubiła na puszystą masę.
Podgrzała mleko i wlała do jajecznej masy, nie przerywając ubijania.
Zmieszany krem wlała do rondla, w którym wcześniej grzała mleko i podgrzewała całość na małym ogniu, ciągle mieszając. Trwało to.. oj, zdecydowanie za długo. Aż krzesło przy kuchence ustawiła, bo stać Jej się nie chciało.
Dodała pokruszone blenderem pierniczki a także rozpuszczoną wcześniej żelatynę i zmiksowała. Schłodziła krem. Obawiała się trochę, czy nie zasiądzie się, jak to galareta potrafi, ale ten zachował się całkiem uprzejmie i nie zrobił Jej psikusa.
Psikusa zrobiła Jej za to kremówka, która najpierw ubić się nie chciała, a później - cóż.. Ona chciałaby napisać, że wszystko poszło jak po maśle, ale nie byłaby to pozytywna relacja, bo rzeczywiście masło się z kremówki zrobiło - akurat zupełnie zbędne;)
Ona więc śmietanę ubiła raz jeszcze - tym razem bez większego problemu i połączyła z zimnym kremem.
Całość przelała na spód z ciasteczek i schłodziła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

