Ona i On gościć mieli wczoraj na Trendy Chef - I Międzynarodowym Konkursie Kulinarnym. Na drodze stanął Piernik, Ko-piernik - czyli specjalny pociąg, który ruszył w trasę prowadzony przez niezwykle Piękną Helenę.
On ruszył więc na poszukiwania parowozu, a Jej w kulinarnych podbojach towarzyszył Brat. Razem z nim Ona zastygła niczym czekolada przygotowywana przez jej znawcę z bydgoskiej Sowy przy tym właśnie słodkim stoisku. Na życzenie gości mistrz sprawnie nalewał do foremek roztopioną, aromatyczną masę i dodawał co tylko dusza zapragnęła: maliny, orzechy, kruche kuleczki, imbir i płatki fiołków. Ona jednak obeszła się smakiem - swojej tabliczki nie doczekała, a za taką z malinami albo fiołkami dałaby się pokroić;)
Ona podziwiała niezwykłe dania przygotowywane w ramach organizowanych w ramach konkursu zwodów. Nie miała jednak na tyle cierpliwych ślinianek, które wstrzymałyby pracę na widok tych przedziwnych kombinacji. Sfotografowała tylko jedną kwiatową niespodziankę Grzegorza Parczewskiego, które prezentował najnowsze trendy prezentacji dań.
Później poszła degustować. Zatrzymała się na chwilę przy liofilizowanych ziołach austriackiej firmy Aromica. Takie zioła w kuchniach profesjonalistów pewnie świetnie się sprawdzają - podobnie jak przygotowane dla wojska czy podróżników jedzenie, które potrafi przywodzić na myśl i język wyraźne smaki choć ciemno, zimno i do domu daleko. Na Jego i Jej użytek wystarczy jednak doniczka ze świeżymi ziołami.
Takimi jak te małe obecne chyba na każdym stoisku kiełki z Koppert Cress. Mikro zioła zachwycały różnorodnością. Nie mniej zachwycał także Mistrz Polski Baristów, Marcin Michalski, który nie tylko parzył aromatyczną kawę, ale także każdemu na życzenie przygotowywał na niej urocze malowidło. Czy warto było czekać 20 minut w kolejce po dawkę kofeiny i cytatą babę, którą życzył sobie namalować stojący za Nią mężczyzna? Ona pewnie przekonałaby się, gdyby miała nieco więcej cierpliwości i.. kofeiny w żyłach, ale nie ma co - taka kawa to małe dzieło sztuki, a stworzenie go zajmuje trochę czasu.
Jej Brat rozsmakował się w kuchni molekularnej. Bezalkoholowe napoje serwowane przez barmana z klubu Soda były lekkie, intrygujące, a cytrusowy smak ożywiał.
Później wciągnął wypełnionego przez Tomasza Szymańskiego z Bonduelle mięsem i warzywami rożka.
- Świetny sos - oznajmił zadowolony Brat.
Ona zasłodziła się śmietanową bazą QimiQ. Mango dosłodzone przypadkowo, jak zdradził Zbigniew Siwak, a na koniec podratowane m.in. chilli smakowało jak ciepłe lody. Ciekawe, choć mała porcja była wystarczająca.
Ją bardziej niż sam deser zachwycił wisiorek na piersi rzeczonego pana. Przeuroczy, prawda?
Ona odwiedziła jeszcze stoisko Gastronomii na obcasach, gdzie panie uwijały się, przygotowując smaczne kanapki. Ona otrzymała niespodziankę w postaci kremu do rąk z dodatkiem oliwy z oliwek Monini. Zamiast jeść albo dodać do sałatek - zaaplikowała;) Wiecie, że fajna sprawa?
Jego niespodzianki ominęły, ale nie ma jak pocałunek pięknej Heleny.
niedziela, 15 kwietnia 2012
sobota, 7 kwietnia 2012
Czekoladowe jajka - koszmar Wielkanocy
Jej tak spodobały się krążące po sieci babeczki ukryte w jajecznych skorupkach, że na Wielkanoc postanowiła zaskoczyć Rodzinę i zrobić swoją partię niezwykłych słodkości.
Ucierpiały na tym:
Składniki
14 wydmuszek
1 łyżka oleju
2 czekolady mleczne
12 dag masła
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli czekoladowej
1 szklanka cukru
Ona na początek przygotowań zbadała teren: ile jaj Jej mama potrzebować będzie do świątecznych pyszności? Całe 10. Tyle właśnie Jej Tato - Mistrz Wydmuszkowy przygotował idealnych wydmuszek. Ona dorobiła resztę pierwszy raz w życiu. Nie bez strachu.
Każde kolejne kurze jajo ułożyła w.. hm.. filiżance do espresso;) głową w dół. Na samym środku szerszej strony jajca Ona umieściła igłę, którą zazwyczaj przyszywa odpruwające Mu się guziki.
Cyk - zrobiła dziurkę.
Turluturlu na boki - nieco dziurkę powiększyła.
Operację powtórzyła z drugiej strony jaja, po czym dmuchnęła mocno w dziurkę na czubku i.. za jakimś siódmym zamachem (nie ma co;)) jajco wypłynęło.
Glut taki że aż strach;) Trzy zmieszane z białkiem żółtka Ona wykorzystała do ciasta. Utarła je z cukrem. W drugiej misce umieściła przesianą mąkę, czekoladową sól i kakao oraz roztopioną wraz z masłem w wodnej kąpieli czekoladę. Dodała utarte jajka i zmiksowała.
Wydmuszki On umieścił w garnku pełnym wody i.. 3 łyżek soli. Zanurzone skorupki gotował przez 5 minut. Po wyjęciu Ona przemyła je zimną wodą i odstawiła do suszenia.
Potem było gorzej. Ona wlewała do każdej z wydmuszek olej. Jak mogła rozprowadziła po ściankach, a resztę wylała. Każde jajo umieszczała w folii aluminiowej włożonej w silikonową foremkę do pieczenia muffinek.
Następnie Ona napełniła szprycę czekoladową masą. I wtedy się zaczęło! W sumie Ona puściła wiązkę przekleństw tylko dwa razy. Tak, wierzcie Jej - dwie wiązki, choćby najbardziej siarczyste, to w takiej sytuacji powód do dumy! Gdy szpryca zatykała się, z wydmuszki wyciekał nadmiar ciasta, a całość lała się po stole, desce, podłodze, szafkach - wszędzie tylko nie we wnętrzu wydmuszek, Ona zdecydowanie traciła cierpliwość.
Pod koniec On przyszedł z pomocą, ze strzykawą, którą poi swoje robaki. Dodatkowo uzbrojony był w cierpliwość i szmatę, która starł całą czekoladę z każdego zakamarka kuchni.
Ona i On upiekli wszystkie dziadygi - każdą babkę trzymali w rozgrzanym do 175 stopni piekarniku przez ok. 20 minut. Ona nadmiar ciasta jeszcze na ciepło ściągała ze skorupek. Resztę już na zimno "obierała" nożykiem, a On przecierał na mokro ścierką i na sucho ręcznikiem. Prezentują się cudnie - trzeba przyznać.
Czy gra warta świeczki? Trudno powiedzieć. Okaże się, gdy Rodzina spróbuje.
Więc pamiętajcie, Ona powtarza: jak nie idzie, to przekląć i: Alleluja i do przodu. Szczególnie w czasie Wielkanocy!
Jeśli po przeczytaniu przepisu wystarczająco mocno współczujesz Jemu - że musiał sprzątać całą kuchnię po Jej harcach i Jej - bo stoczyła nierówną walkę z jajami - zagłosuj na nich w konkursie na Kulinarny Blog Roku. Ona i on dziękują!
Przepis bierze udział w akcji:

Ucierpiały na tym:
- uszy przeklinanych osób, które czerwieniały, gdy Ona psioczyła na te wymuskane zdjęcia przedstawiające słodkie babeczki wykluwające się z nienaruszonych skorupek w kuchniach tak czystych, jakich On na pewno nie zobaczył po Jej harcach z babeczkami. To pierwsze primo. Drugie:
- ucierpiał prawie związek Jego i Jej, kiedy Ona po wtłoczeniu czekoladowej masy do wrednej wydmuszki ze zbyt małą dziurką załamała ręce. Powód? On przebywał w tym czasie w innej galaktyce, a Ona zamiast zwyczajnie wykonać szybką międzygalaktyczną rozmowę i wezwać Go na pomoc, liczyła, że między Ziemią a Planetą, na której buszuje Komandor Shepard, działa sprawnie system telepatii, który pomoże Mu rzucić w cholerę klawiaturę i Jej, biednej uciśnionej przylecieć na pomoc. Choćby na statku kosmicznym w klasie business.
- Ucierpiały trzy Jej palce, które dorobiły się bąbli po oparzeniu kolejno: blachą, rękawicą kuchenną foremką.
Składniki
14 wydmuszek
1 łyżka oleju
2 czekolady mleczne
12 dag masła
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli czekoladowej
1 szklanka cukru
Ona na początek przygotowań zbadała teren: ile jaj Jej mama potrzebować będzie do świątecznych pyszności? Całe 10. Tyle właśnie Jej Tato - Mistrz Wydmuszkowy przygotował idealnych wydmuszek. Ona dorobiła resztę pierwszy raz w życiu. Nie bez strachu.
Każde kolejne kurze jajo ułożyła w.. hm.. filiżance do espresso;) głową w dół. Na samym środku szerszej strony jajca Ona umieściła igłę, którą zazwyczaj przyszywa odpruwające Mu się guziki.
Cyk - zrobiła dziurkę.
Turluturlu na boki - nieco dziurkę powiększyła.
Operację powtórzyła z drugiej strony jaja, po czym dmuchnęła mocno w dziurkę na czubku i.. za jakimś siódmym zamachem (nie ma co;)) jajco wypłynęło.
Glut taki że aż strach;) Trzy zmieszane z białkiem żółtka Ona wykorzystała do ciasta. Utarła je z cukrem. W drugiej misce umieściła przesianą mąkę, czekoladową sól i kakao oraz roztopioną wraz z masłem w wodnej kąpieli czekoladę. Dodała utarte jajka i zmiksowała.
Wydmuszki On umieścił w garnku pełnym wody i.. 3 łyżek soli. Zanurzone skorupki gotował przez 5 minut. Po wyjęciu Ona przemyła je zimną wodą i odstawiła do suszenia.
Potem było gorzej. Ona wlewała do każdej z wydmuszek olej. Jak mogła rozprowadziła po ściankach, a resztę wylała. Każde jajo umieszczała w folii aluminiowej włożonej w silikonową foremkę do pieczenia muffinek.
Następnie Ona napełniła szprycę czekoladową masą. I wtedy się zaczęło! W sumie Ona puściła wiązkę przekleństw tylko dwa razy. Tak, wierzcie Jej - dwie wiązki, choćby najbardziej siarczyste, to w takiej sytuacji powód do dumy! Gdy szpryca zatykała się, z wydmuszki wyciekał nadmiar ciasta, a całość lała się po stole, desce, podłodze, szafkach - wszędzie tylko nie we wnętrzu wydmuszek, Ona zdecydowanie traciła cierpliwość.
Oto nieopublikowane chyba nigdzie w necie koszmarny wynik nierównej walki z babkami, które baby chcą robić w jajecznych skorupkach, nie wspominając, ile serca i cierpliwości może reszta przedstawicielek płci pięknej przy tym stracić.
Pod koniec On przyszedł z pomocą, ze strzykawą, którą poi swoje robaki. Dodatkowo uzbrojony był w cierpliwość i szmatę, która starł całą czekoladę z każdego zakamarka kuchni.
Ona i On upiekli wszystkie dziadygi - każdą babkę trzymali w rozgrzanym do 175 stopni piekarniku przez ok. 20 minut. Ona nadmiar ciasta jeszcze na ciepło ściągała ze skorupek. Resztę już na zimno "obierała" nożykiem, a On przecierał na mokro ścierką i na sucho ręcznikiem. Prezentują się cudnie - trzeba przyznać.
Czy gra warta świeczki? Trudno powiedzieć. Okaże się, gdy Rodzina spróbuje.
Więc pamiętajcie, Ona powtarza: jak nie idzie, to przekląć i: Alleluja i do przodu. Szczególnie w czasie Wielkanocy!
Jeśli po przeczytaniu przepisu wystarczająco mocno współczujesz Jemu - że musiał sprzątać całą kuchnię po Jej harcach i Jej - bo stoczyła nierówną walkę z jajami - zagłosuj na nich w konkursie na Kulinarny Blog Roku. Ona i on dziękują!
Przepis bierze udział w akcji:

Baby, ach te baby!
Macie chęć na drożdżową babę? Jeszcze zdążycie! Będzie idealna na Wielkanoc - świeża, wyrośnięta w górę - jak On i wszerz - jak Ona, z dodatkami takimi, jakie sobie wymarzycie. U Niej i Niego jedynie ze skórką pomarańczową na górze.
Składniki
5 żółtek
1/2 szklanki cukru
3,5 szklanki mąki pszennej
50 g drożdży
1 szklanka mleka
1 szczypta soli
120 g masła
esencja śmietankowa
margaryna do wysmarowania formy
bułka tarta do wysmarowania formy
lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połówki cytryny
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej do dekoracji
On oddzielił żółtka od białek.
Te pierwsze Ona utarła z połową szklanki cukru (no dobra, z mniejszą połową;) - łyżkę odsypała, by drożdże szybciej urosły) i szczyptą soli.
Tę zapodzianą łyżkę cukru wsypała do rondla z mlekiem celem podgrzania. Do ciepłego słodkiego napoju wsypała pokruszone drożdże, zamieszała i odstawiła do wyrośnięcia.
Do miski przesiała szklankę mąki i wlała buzujący zaczyn drożdżowy, zamieszała.
Dodała roztarte żółtka. W rondlu rozgrzała masło. Do masy dosypała kolejne 2 szklanki mąki i odrobinę esencji śmietankowej. Dolała masło.
Masa kleiła się trochę do rąk, więc dodała jeszcze nieco mąki. Gdyby nie fakt, że chcieli robić drożdżówkę bez rodzynek, dorzuciłaby tu garść uprzednio zamoczonych w wodzie robaczków.
Ciasto odstawiła na godzinę w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowała święconkę, a formę na babkę wysmarowała margaryną i wysypała bułką tartą.
Wyrośnięte ciasto włożyła do formy i odstawiła na kolejny kwadrans.
Babkę wielkanocną piekła ponad godzinę. Wyrosła całkiem nieźle.
Gdy stygła, Ona i On przygotowali lukier. Ona wycisnął sok z połówki cytryny, a Ona dodając go stopniowo do szklanki cukru pudru uzyskała pożądaną konsystencję. Oblała nią babę i obsypała kandyzowaną skórką pomarańczową.
- Z taką babą można spędzać Święta - powiedział On, tuląc Ją. To udanych!
Przepis bierze udział w akcji:

Składniki
5 żółtek
1/2 szklanki cukru
3,5 szklanki mąki pszennej
50 g drożdży
1 szklanka mleka
1 szczypta soli
120 g masła
esencja śmietankowa
margaryna do wysmarowania formy
bułka tarta do wysmarowania formy
lukier:
1 szklanka cukru pudru
sok z połówki cytryny
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej do dekoracji
On oddzielił żółtka od białek.
Te pierwsze Ona utarła z połową szklanki cukru (no dobra, z mniejszą połową;) - łyżkę odsypała, by drożdże szybciej urosły) i szczyptą soli.
Tę zapodzianą łyżkę cukru wsypała do rondla z mlekiem celem podgrzania. Do ciepłego słodkiego napoju wsypała pokruszone drożdże, zamieszała i odstawiła do wyrośnięcia.
Do miski przesiała szklankę mąki i wlała buzujący zaczyn drożdżowy, zamieszała.
Dodała roztarte żółtka. W rondlu rozgrzała masło. Do masy dosypała kolejne 2 szklanki mąki i odrobinę esencji śmietankowej. Dolała masło.
Masa kleiła się trochę do rąk, więc dodała jeszcze nieco mąki. Gdyby nie fakt, że chcieli robić drożdżówkę bez rodzynek, dorzuciłaby tu garść uprzednio zamoczonych w wodzie robaczków.
Ciasto odstawiła na godzinę w ciepłe miejsce. W tym czasie przygotowała święconkę, a formę na babkę wysmarowała margaryną i wysypała bułką tartą.
Wyrośnięte ciasto włożyła do formy i odstawiła na kolejny kwadrans.
Babkę wielkanocną piekła ponad godzinę. Wyrosła całkiem nieźle.
Gdy stygła, Ona i On przygotowali lukier. Ona wycisnął sok z połówki cytryny, a Ona dodając go stopniowo do szklanki cukru pudru uzyskała pożądaną konsystencję. Oblała nią babę i obsypała kandyzowaną skórką pomarańczową.
- Z taką babą można spędzać Święta - powiedział On, tuląc Ją. To udanych!
Przepis bierze udział w akcji:

piątek, 6 kwietnia 2012
Bulgur w wiosennych barwach
Bulgur Ona kupiła podczas odwiedzin u Siostry w Pogotowiu. Kierowała Nią czysta ciekawość. Pszenica okazała się być doskonałą dawką białka i błonnika, lekkim zamiennikiem ryżu i kaszy. Po ugotowaniu ma fenomenalną, delikatną konsystencję.
W wersji na szybko Ona dorzuca do bulguru dostępne pod ręką warzywa, w wersji na długo, żeby nie powiedzieć "na bogato", On rzuca mięsem.
Podczas gdy na blogach królują żurki, jajca i baby, Ona chwali się dzisiejszym obiadem - w wiosennych barwach, postnym - przed świątecznymi pysznościami.
Składniki
1/2 szklaki bulguru
2 szklanki bulionu
1 cebula
1 puszka kukurydzy konserwowej
1/2 zielonej papryki
1 łyżka masła
sól
pieprz
Ona zalewa bulgur 1/2 szklanki wody. Sieka cebulę, którą podsmaża na maśle z dodatkiem soli. W tym czasie podgrzewa bulion.
Bulgur odcedza, przepłukuje wodą i wrzuca do cebuli. Miesza. Dolewa połowę bulionu, dodaje pieprzu i soli do smaku. Gotuje, mieszając. Gdy bulgur wchłonie bulion, Ona dolewa jego resztę. Paprykę kroi w niewielkie paski.
Gdy On wraca z pracy, zdecydowanym ruchem otwiera puszkę z kukurydzą, z którą Ona walczyła pod Jego nieobecność. Pod koniec gotowania (ok. 15 minut), Ona wrzuca na patelnię odcedzoną kukurydzę oraz paprykę. Miesza i odparowuje nadmiar płynu.
On zajada się obiadem, zasypując talerz pieprzem cayenne, Jej bulgur rozpływa się w ustach bez zbędnych przypraw.
Później Ona zaczyna duchowe i jajeczne przygotowania do wielkanocnej baby, a On ulega niskokalorycznej kanapce i jeszcze mniej tuczącej poduszce.
Przepis bierze udział w akcji:
W wersji na szybko Ona dorzuca do bulguru dostępne pod ręką warzywa, w wersji na długo, żeby nie powiedzieć "na bogato", On rzuca mięsem.
Podczas gdy na blogach królują żurki, jajca i baby, Ona chwali się dzisiejszym obiadem - w wiosennych barwach, postnym - przed świątecznymi pysznościami.
Składniki
1/2 szklaki bulguru
2 szklanki bulionu
1 cebula
1 puszka kukurydzy konserwowej
1/2 zielonej papryki
1 łyżka masła
sól
pieprz
Ona zalewa bulgur 1/2 szklanki wody. Sieka cebulę, którą podsmaża na maśle z dodatkiem soli. W tym czasie podgrzewa bulion.
Bulgur odcedza, przepłukuje wodą i wrzuca do cebuli. Miesza. Dolewa połowę bulionu, dodaje pieprzu i soli do smaku. Gotuje, mieszając. Gdy bulgur wchłonie bulion, Ona dolewa jego resztę. Paprykę kroi w niewielkie paski.
Gdy On wraca z pracy, zdecydowanym ruchem otwiera puszkę z kukurydzą, z którą Ona walczyła pod Jego nieobecność. Pod koniec gotowania (ok. 15 minut), Ona wrzuca na patelnię odcedzoną kukurydzę oraz paprykę. Miesza i odparowuje nadmiar płynu.
On zajada się obiadem, zasypując talerz pieprzem cayenne, Jej bulgur rozpływa się w ustach bez zbędnych przypraw.
Później Ona zaczyna duchowe i jajeczne przygotowania do wielkanocnej baby, a On ulega niskokalorycznej kanapce i jeszcze mniej tuczącej poduszce.
Przepis bierze udział w akcji:
środa, 4 kwietnia 2012
No bez jaj! Marmurek? Herbaciany?!
Jeszcze zdążycie zrobić marmurkowe jajka prosto z Chin. Ona i On przetestowali je niedawno. Zwiastują ponoć udany Chiński Nowy Rok i są w Azji tradycyjną przekąską. Jak wiadomo każda okazja dobra jest do świętowania, a Wielkanoc pod znakiem jaja stoi.
Spokojnie, spokojnie, jaja nie muszą być made in China. Mogą być od jednej z tych na przeszczęśliwych kur żyjących w mniejszych lub większych klatkach.
Herbaciane jaja wyśmienicie smakują zalane sporym chlustem sosu sojowego - aromatyczne, nietypowe, ciekawe na zimno, choć - fakt - na zdjęciach nie prezentują się najlepiej.
Składniki
5 jaj
2 łyżki mocnej czarnej herbaty
1/4 szklanki sosu sojowego
1 łyżeczka soli
szczypta anyżu
On gotował jaja w wodzie razem ze składnikami przez ok. 10 minut. Potem obił lekko każde z jajek i gotował kolejne 20 minut na delikatnym gazie.
Jaja w skorupkach włożył do słoika i zalał wywarem bez herbacianych fusów. Po ostudzeniu schował do lodówki. Tam niedługo się uchowały. Ona i On zjedli jaja z apetytem.
Przepis bierze udział w akcji:
Spokojnie, spokojnie, jaja nie muszą być made in China. Mogą być od jednej z tych na przeszczęśliwych kur żyjących w mniejszych lub większych klatkach.
Herbaciane jaja wyśmienicie smakują zalane sporym chlustem sosu sojowego - aromatyczne, nietypowe, ciekawe na zimno, choć - fakt - na zdjęciach nie prezentują się najlepiej.
Składniki
5 jaj
2 łyżki mocnej czarnej herbaty
1/4 szklanki sosu sojowego
1 łyżeczka soli
szczypta anyżu
On gotował jaja w wodzie razem ze składnikami przez ok. 10 minut. Potem obił lekko każde z jajek i gotował kolejne 20 minut na delikatnym gazie.
Jaja w skorupkach włożył do słoika i zalał wywarem bez herbacianych fusów. Po ostudzeniu schował do lodówki. Tam niedługo się uchowały. Ona i On zjedli jaja z apetytem.
Przepis bierze udział w akcji:
Słone paluszki wpadły Im w ręce
Wiadomo - paluszki i inne chrupadełka idealne są do piwka, do maczania w sosach albo zwyczajnie - do wcinania podczas towarzyskiego spotkania.
Domowe słone paluszki Ona zrobiła przypadkowo - zwyczajnie została Jej odrobina ciasta na wytrawną tartę (przepis tu) - dosłownie ścinki ciasta, które można byłoby upchnąć do formy. Ale po co, skoro można wyczarować z nich coś innego?..
Ona turlała więc z nich niedługie paluszki, kładła na blaszce, posmarowała każdy paluszek olejem i obsypała solą.
Wstawiła do rozgrzanego pieca, aż się zarumieniły (albo i nie). Ot, cała filozofia. Wyszły chrupkie, słone przekąski.
On prosi, by następnym razem zostało Jej jeszcze więcej ciasta z tarty - do przerobienia;)
Domowe słone paluszki Ona zrobiła przypadkowo - zwyczajnie została Jej odrobina ciasta na wytrawną tartę (przepis tu) - dosłownie ścinki ciasta, które można byłoby upchnąć do formy. Ale po co, skoro można wyczarować z nich coś innego?..
Ona turlała więc z nich niedługie paluszki, kładła na blaszce, posmarowała każdy paluszek olejem i obsypała solą.
Wstawiła do rozgrzanego pieca, aż się zarumieniły (albo i nie). Ot, cała filozofia. Wyszły chrupkie, słone przekąski.
On prosi, by następnym razem zostało Jej jeszcze więcej ciasta z tarty - do przerobienia;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)