Gdy Ona zobaczyła gotowe danie na talerzu zachwyciła się zapachem i kolorami. Dalej było jeszcze lepiej. Z każdym ruchem widelca było coraz smaczniej i smaczniej. Chrupko, wyraźnie, syto, ale lekko jednocześnie. I choć On nie był aż tak zadowolony z wyglądu frittaty, nie narzekał długo. Zachwycił się swoim dziełem razem z Nią.
Składniki
15 dag cukinii
1 czerwona cebula
1 marchew
4 jaja
masło
odrobina mleka
sól
pieprz
chilli
On posiekał cebulę i podsmażył na maśle. Dodał do niej pokrojoną w kostkę cukinię. Następnie obrał marchewkę i pokroił w paski. Wrzucił ją na parę chwil na wrzątek, a potem dorzucił na patelnię.
W misce rozbełtał jaja, do których dosypał sól i pieprz i dolał nieco mleka. Masą zalał warzywa, po czym doprawił ostrym chilli.
Gdy jaja się ścięły, postanowił obrócić frittatę niczym puszysty omlet. Na szczęście dla Niej nie do końca się to udało. Poszarpane kawałki jajecznej masy pełne podsmażonych ale nadal chrupkich warzyw Ją zachwyciły. Właśnie w takiej wersji. Za nic nie dałaby schować ich w jasnym placku.
piątek, 14 września 2012
środa, 12 września 2012
Pomidory i mozzarella w makaronie ukryte
To danie idealne pasuje na słoneczne letnie popołudnie. A jeśli akurat słońca zabraknie - jak dziś - można je miło wspomnieć. Jeśli popołudnie rozpocznie się wieczorem - sprawdzi się równie dobrze.
Oto spaghetti al pomodoro. Pod tą dźwięczną nazwą kryje się szybki w przygotowaniu makaron z dodatkiem świeżych pomidorów i nadającej kremowej konsystencji rozpuszczającej się w cieple mozzarelli.
Składniki
20 dag makaronu spagetti
2 pomidory
0,5 kulki mozzarelli
1 czerwona cebula
olej
bazylia
chilli
sól
pieprz
On ugotował makaron w lekko osolonej wodzie z dodatkiem oleju. Pomidory sparzył i obrał ze skóry, a następnie pokroił w kostkę.
Czerwoną cebulę posiekał i podsmażył na oleju. Dodał sól i pieprz.
Ugotowany makaron dorzucił na patelnię. Dodał pomidory i pokrojoną w kostkę mozzarellę. Wymieszał. Na koniec dodał porwane listki bazylii i nieco chilli.
Nie mogło być prościej. Nie mogło być smaczniej.
Oto spaghetti al pomodoro. Pod tą dźwięczną nazwą kryje się szybki w przygotowaniu makaron z dodatkiem świeżych pomidorów i nadającej kremowej konsystencji rozpuszczającej się w cieple mozzarelli.
Składniki
20 dag makaronu spagetti
2 pomidory
0,5 kulki mozzarelli
1 czerwona cebula
olej
bazylia
chilli
sól
pieprz
On ugotował makaron w lekko osolonej wodzie z dodatkiem oleju. Pomidory sparzył i obrał ze skóry, a następnie pokroił w kostkę.
Czerwoną cebulę posiekał i podsmażył na oleju. Dodał sól i pieprz.
Ugotowany makaron dorzucił na patelnię. Dodał pomidory i pokrojoną w kostkę mozzarellę. Wymieszał. Na koniec dodał porwane listki bazylii i nieco chilli.
Nie mogło być prościej. Nie mogło być smaczniej.
wtorek, 11 września 2012
Tarta z karmelizowaną cebulą
Pamiętacie karmelizowaną cebulę, którą Ona i On zajadają z towarzyszeniem wędzonych szprotek? A co jeśli szprotek akurat pod ręką nie ma? Też ją przygotowują, a co! Wykładają grubo, grubo, jeszcze grubiej na tarcie i wcinają.
Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
woda (tyle, by wyrobić ciasto)
farsz:
200 ml śmietany 18%
2 cebule
2 łyżki miodu
olej
sól
pieprz
tymianek
Ona z podanych składników zarobiła ciasto, rozwałkowała je, ułożyła w natłuszczonej i posypanej bułką tartą formie. Ciasto nakłuła widelcem i wstawiła do rozgrzanego piekarnika na ok. 8 minut.
Zabrała się za przygotowanie karmelizowanej cebuli. Pokrojone w piórka warzywo na odrobinie oleju przyrumienia, doprawiła solą i pieprzem. Na koniec dodała miód, zamieszała intensywnie i od serca tymianku sypnęła. Dusiła około 15 minut.
Na ciasto wylała śmietanę, a na niej Ona ułożyła cebulę. Wstawiła jeszcze do pieca na 25 minut.
Przygotowanie obiadu nie zajęło Jemu i Jej dużo czasu. Zjedzenie go - jeszcze mniej.
Przepis bierze udział w akcji:
Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
woda (tyle, by wyrobić ciasto)
farsz:
200 ml śmietany 18%
2 cebule
2 łyżki miodu
olej
sól
pieprz
tymianek
Ona z podanych składników zarobiła ciasto, rozwałkowała je, ułożyła w natłuszczonej i posypanej bułką tartą formie. Ciasto nakłuła widelcem i wstawiła do rozgrzanego piekarnika na ok. 8 minut.
Zabrała się za przygotowanie karmelizowanej cebuli. Pokrojone w piórka warzywo na odrobinie oleju przyrumienia, doprawiła solą i pieprzem. Na koniec dodała miód, zamieszała intensywnie i od serca tymianku sypnęła. Dusiła około 15 minut.
Na ciasto wylała śmietanę, a na niej Ona ułożyła cebulę. Wstawiła jeszcze do pieca na 25 minut.
Przygotowanie obiadu nie zajęło Jemu i Jej dużo czasu. Zjedzenie go - jeszcze mniej.
Przepis bierze udział w akcji:
poniedziałek, 10 września 2012
Winogrono na obiad
Ona i On dostali niespodziankę: zapas pysznych, słodkich winogron z ogrodu. Gdy z apetytem wcinali kolejną kiść, Jej przypomniało się danie, które On zaserwował Jej prawie równo dwa lata temu, kiedy to też ktoś sprezentował im sporo tych doskonałych owoców. Wtedy przygotował je On, tym razem Ona zaskoczyła Go tym niezwykłym obiadowym połączeniem.
Składniki
20 dag makaronu (rurki)
4 plastry szynki
40 małych owoców winogron (20 dużych)
1 czerwona cebula
200 ml jogurtu naturalnego
sól
pieprz
olej
natka pietruszki
Ona cebulę poszatkowała i zeszkliła na odrobinie oleju, dodając sól i pieprz.
Następnie pokroiła szynkę, którą również dorzuciła na patelnię.
Na patelnię trafiły jeszcze: winogrona oraz jogurt.
Gdy makaron był gotowy, On wrzucił go do sosu i wymieszał całość. Danie Ona jeszcze lekko posoliła i obsypała pieprzem. On dorzucił swoje trzy grosze w postaci natki pietruszki.
Zajadali się z apetytem. Pestki winogron chrzęściły im w ustach, a razem ze słodyczą owoców i cebuli oraz jogurtowym sosem tworzyły niebiańską całość.
Składniki
20 dag makaronu (rurki)
4 plastry szynki
40 małych owoców winogron (20 dużych)
1 czerwona cebula
200 ml jogurtu naturalnego
sól
pieprz
olej
natka pietruszki
Ona cebulę poszatkowała i zeszkliła na odrobinie oleju, dodając sól i pieprz.
Następnie pokroiła szynkę, którą również dorzuciła na patelnię.
Do osolonego wrzątku z odrobiną oleju wrzuciła przywieziony przez niego z Włoch makaron.
Na patelnię trafiły jeszcze: winogrona oraz jogurt.
Gdy makaron był gotowy, On wrzucił go do sosu i wymieszał całość. Danie Ona jeszcze lekko posoliła i obsypała pieprzem. On dorzucił swoje trzy grosze w postaci natki pietruszki.
Zajadali się z apetytem. Pestki winogron chrzęściły im w ustach, a razem ze słodyczą owoców i cebuli oraz jogurtowym sosem tworzyły niebiańską całość.
niedziela, 9 września 2012
Wpadli jak śliwka w... konkurs - wyniki
Ona i On mają już za sobą pierwszy blogowy konkurs. Nagrody pzywiezione wprost ze Strzelec Dolnych - tamtejsze powidła śliwkowe dla tych, którzy lubią dobrze zjeść i ciekawi są tradycji.
Tym bardziej Jemu i Jej przyjemnie jest ogłosić, że konkurs wygrywają:
Tomasz Lebioda - absurdalna opowieść o Wielkiej Śliwce przeraziła i rozbawiła Jego i Ją bardziej niż opowieść o Yeti, Czarnej Wołdze czy potworze z Loch Ness. Po lekturze obiecali sobie solennie: tuż po (nie)wstaniu z łóżka będą się dobrze rozglądać;)
agnieszkazg - za najprawdziwsze pierwsze śliwki robaczywki
gin - Ją i Jej Babcię dopadł śliwkowstręt, gdy pewnego lata przerobiły kilkanaście kilogramów śliwek na domowe przetwory; Ona nie wyobraża sobie, co byłoby, gdyby Ich praca poszła na marne... Może słoiczek powideł by pocieszył?
Zwycięzców Ona i On proszą o pozostawienie w komentarzach adresu mailowego. Jeśli ktoś woli wykorzystać do kontaktu prywatną wiadomość na FB - o tu) Ona i On proszą o pozostawienie danych umożliwiających wysyłkę. Termin: do środy do godz. 24:)
Zobaczycie - będzie pysznie wyjadać prosto ze słoika zamkniętą w nim tradycję:)
Tym bardziej Jemu i Jej przyjemnie jest ogłosić, że konkurs wygrywają:
Tomasz Lebioda - absurdalna opowieść o Wielkiej Śliwce przeraziła i rozbawiła Jego i Ją bardziej niż opowieść o Yeti, Czarnej Wołdze czy potworze z Loch Ness. Po lekturze obiecali sobie solennie: tuż po (nie)wstaniu z łóżka będą się dobrze rozglądać;)
agnieszkazg - za najprawdziwsze pierwsze śliwki robaczywki
gin - Ją i Jej Babcię dopadł śliwkowstręt, gdy pewnego lata przerobiły kilkanaście kilogramów śliwek na domowe przetwory; Ona nie wyobraża sobie, co byłoby, gdyby Ich praca poszła na marne... Może słoiczek powideł by pocieszył?
Zwycięzców Ona i On proszą o pozostawienie w komentarzach adresu mailowego. Jeśli ktoś woli wykorzystać do kontaktu prywatną wiadomość na FB - o tu) Ona i On proszą o pozostawienie danych umożliwiających wysyłkę. Termin: do środy do godz. 24:)
Zobaczycie - będzie pysznie wyjadać prosto ze słoika zamkniętą w nim tradycję:)
czwartek, 6 września 2012
Risotto z brązowymi pieczarkami
Ona i On trafiali na brązowe pieczarki przypadkiem. Szukali nowego dodatku do risotto i gdyby nie szczegółowy opis na opakowaniu oraz zapewnienie producenta, że to nie grzyb nie tylko jadalny ale też wyjątkowo zdrowy, Ona i On ominęliby go szerokim łukiem.
Bo trzeba to sobie powiedzieć wprost: tylko w oczach nawróconego rasisty brązowe pieczarki nie będą wyglądały jak brudne, przeleżałe kuzynki swoich popularnych, jasnych odpowiedników.
Ona i On postanowili zaryzykować.
Składniki
1 litr bulionu
0,5 kubka ryżu arborio
8 brązowych pieczarek
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
olej
pieprz
natka pietruszki
On posiekał drobno cebulę i zeszklił na oleju. Dodał przeciśnięty przez praskę czosnek oraz ryż. W rondlu podgrzał bulion, którego dwie chocheli wlał na patelnię. Pilnował, by ryż nie przywarł do naczynia. Gdy bulion się wchłonął, dolał resztę - i tak do wykończenia zupy.
Do wodnistej jeszcze papki On dorzucił pokrojone drobno pieczarki, sól oraz pieprz. Pogotował chwilę.
Gdy ryż wchłonął bulion, do risotto dosypał posiekaną natkę pietruszki.
Ona i On dementują plotki, jakoby brązowe pieczarki przypominały smakiem leśne grzyby. Są po prostu nieco bardziej wyraźne niż ich białe odpowiedniki. Są też bardziej aromatyczne i jędrne. Czy są zdrowsze? Nie wiedzą. Pewni są jednak, że przy następnej okazji znów wylądują w risotto. A co!
Ona i On przypominają o śliwkowym konkursie.
Bo trzeba to sobie powiedzieć wprost: tylko w oczach nawróconego rasisty brązowe pieczarki nie będą wyglądały jak brudne, przeleżałe kuzynki swoich popularnych, jasnych odpowiedników.
Ona i On postanowili zaryzykować.
Składniki
1 litr bulionu
0,5 kubka ryżu arborio
8 brązowych pieczarek
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
olej
pieprz
natka pietruszki
On posiekał drobno cebulę i zeszklił na oleju. Dodał przeciśnięty przez praskę czosnek oraz ryż. W rondlu podgrzał bulion, którego dwie chocheli wlał na patelnię. Pilnował, by ryż nie przywarł do naczynia. Gdy bulion się wchłonął, dolał resztę - i tak do wykończenia zupy.
Do wodnistej jeszcze papki On dorzucił pokrojone drobno pieczarki, sól oraz pieprz. Pogotował chwilę.
Gdy ryż wchłonął bulion, do risotto dosypał posiekaną natkę pietruszki.
Ona i On dementują plotki, jakoby brązowe pieczarki przypominały smakiem leśne grzyby. Są po prostu nieco bardziej wyraźne niż ich białe odpowiedniki. Są też bardziej aromatyczne i jędrne. Czy są zdrowsze? Nie wiedzą. Pewni są jednak, że przy następnej okazji znów wylądują w risotto. A co!
Ona i On przypominają o śliwkowym konkursie.
środa, 5 września 2012
Ona i On wyróżnieni przypominają o konkursie
Ona zarumieniła się, On nieco zawstydził. Oboje czytali z niedowierzaniem: wer-stal blo-ger e-łord - sylabizowali.
Ki diabeł? Ciekawe wyróżnienie, które Jego i Ją spotkało. Bo ponoć fajnie się kochają i to w kuchni, bezwstydnicy - jak ostry Facet z nożem prawi. A także, że humor Jego i Jej nie opuszcza, a bloga - anegdotki - co Weczek dopowiada.
Łańcuszek - szczęścia czy nie - nie wiadomo. Prawdy - to pewne, bo na tym też polega zabawa: bloger opowiada o sobie 7 (nie)przypadkowych faktów i zaprasza do zabawy kolejnych 15 blogów. Zaraźliwe dziadostwo, nieprawdaż?
Ona i On niewiele lubią mówić o sobie, więc zdradzić mogą tylko fakty, które kiedyś już przez te strony się przewijały:
3. On uwielbia horrory. Ona ogląda je z zamkniętymi oczami.
Ki diabeł? Ciekawe wyróżnienie, które Jego i Ją spotkało. Bo ponoć fajnie się kochają i to w kuchni, bezwstydnicy - jak ostry Facet z nożem prawi. A także, że humor Jego i Jej nie opuszcza, a bloga - anegdotki - co Weczek dopowiada.
Łańcuszek - szczęścia czy nie - nie wiadomo. Prawdy - to pewne, bo na tym też polega zabawa: bloger opowiada o sobie 7 (nie)przypadkowych faktów i zaprasza do zabawy kolejnych 15 blogów. Zaraźliwe dziadostwo, nieprawdaż?
Ona i On niewiele lubią mówić o sobie, więc zdradzić mogą tylko fakty, które kiedyś już przez te strony się przewijały:
1. Ona lubi jeść. On lubi z Nią.
2. On budzi Ją rano buziakiem. Ona przewraca się na bok, po chrześcijańsku nadstawiając Mu drugi policzek.3. On uwielbia horrory. Ona ogląda je z zamkniętymi oczami.
4. Ona myje, On wyciera naczynia.
5. Ona i On ostentacyjnie wychodzą ze słabych spektakli.
6. Ona boi się robaków. On hoduje pająki.
7. Ona była kiedyś Teresą z Kalkuty. On - Pancerną Pięścią.
A do zabawy Ona i On zapraszają, starając się zachować umowny alfabetyczny układ nie tylko kulinarne blogi:
Amber - niezapomnianą, wciąż czytaną
Around the kitchen table, bo właściwie wszystko jest tu idealne: teksty, foty, przepisy
Asieję, u której zawsze jest tak subtelnie i miło
Blog czekolady, bo wśród szarych blok(g?)owisk wyróżnia się stylem
Dietetycznie Siostro, z którymi Ona i On czują wręcz.. rodzinną wieź;)
Dusię choć Ona i On nie wiedzą już, co wolą bardziej: zdjęcia jedzenia, czy samej Dusi;)
Jem Co Umiem, czyli (nie)znajomych bliskich Jego i Jej kubkom smakowym
Koniokradkę, która łapczywie chwyta się końskiej grzywy
Madame Edith szczególnie, gdy już wraca z kolejnych kulinarnych wojaży i opowiada, opowiada, opowiada...
Malucha w drodze - bo zawrócić już nie może
Mientę, która udowadnia, że bez języczka przy "e" też może być zadziornie
Proste przepisy kulinarne, bo nie ma tu prostactwa, a dobry pomysł i świetne wykonanie
Słodka Babeczkę - jej po prostu nie można nie ulec..
Tekstualną bo przy niej Ona i On stają się Czytającymi
Wylęgarnię, bo oderwać się od niej nie można
A na koniec Ona i On przypominają o konkursie - na zgłoszenia czekają do piątkowego wieczoru.
wtorek, 4 września 2012
Czekoladowe ciasto z cukinią
Ona na ciasto z cukinii czaiła się, odkąd Pan Stefan podzielił się pierwszymi tegorocznymi plonami. Wreszcie, gdy Ona i On przerobili warzywo na wszelkie możliwe, konkretne smaki, Ona zamknęła się w kuchni, chwyciła za ten przepis, blaszkę, mikser i zaanektowała piekarnik.
Składniki
35 dag cukinii
25 dag mąki
20 dag cukru
6 dag kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 łyżeczka sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki czekoladowej soli
120 ml oleju
4 jaja
Ona utarła jaja z cukrem, a do puszystej masy dodała olej. Do drugiej miski przesiała: mąkę, dorzuciła kakao, sodę, proszek do pieczenia, sól i kawę rozpuszczalną. Część suchych składników dorzuciła do masy jajecznej, a do resztę wymieszała ze startą na grubych oczkach cukinią. Wszystkie składniki wymieszała i wylała na blaszkę. Wstawiła do piekarnika na przepisową godzinę, ale wyjęła po 40 minutach.
Ciasto wyszło ciekawe, murzynkowe, nieco wyrośnięte, soczyste, ale nie mokre, bezproblemowe w przygotowaniu.
Następnym razem jednak Ona podaruje sobie kawę, a doda nieco czekolady, zmniejszając ilość cukru - będzie słodko i nieco mniej wytrawnie. Idealnie wręcz!
Ona przypomina o trwającym do piątku konkursie - pierwszym na Jego i Jej blogu. Są chętni do zabawy?
Składniki
35 dag cukinii
25 dag mąki
20 dag cukru
6 dag kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 łyżeczka sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki czekoladowej soli
120 ml oleju
4 jaja
Ona utarła jaja z cukrem, a do puszystej masy dodała olej. Do drugiej miski przesiała: mąkę, dorzuciła kakao, sodę, proszek do pieczenia, sól i kawę rozpuszczalną. Część suchych składników dorzuciła do masy jajecznej, a do resztę wymieszała ze startą na grubych oczkach cukinią. Wszystkie składniki wymieszała i wylała na blaszkę. Wstawiła do piekarnika na przepisową godzinę, ale wyjęła po 40 minutach.
Ciasto wyszło ciekawe, murzynkowe, nieco wyrośnięte, soczyste, ale nie mokre, bezproblemowe w przygotowaniu.
Następnym razem jednak Ona podaruje sobie kawę, a doda nieco czekolady, zmniejszając ilość cukru - będzie słodko i nieco mniej wytrawnie. Idealnie wręcz!
Ona przypomina o trwającym do piątku konkursie - pierwszym na Jego i Jej blogu. Są chętni do zabawy?
niedziela, 2 września 2012
Tandetnie odpustowe Święto Śliwki i pierwszy blogowy konkurs
Ona i On, by tradycji stało się zadość, wybrali się wczoraj na Święto Śliwki w Strzelcach Dolnych. Już w zeszłym roku było średnio, ale tłumaczyli to sobie tym, że do sąsiedniej wsi wybrali się w niedzielny późny wieczór, czyli drugiego dnia festiwalu i dodatkowo pod jego koniec.
Tym razem postanowili więc wyruszyć już 2 godziny po rozpoczęciu, by żadnych pyszności nie musieli obejść się smakiem i wszystkim mogli się nacieszyli w spokoju.
Ona na Święto Śliwki jeździła od, jeśli Ją pamięć nie myli, czwartej edycji. W tym roku festiwal doczekał się liczby 12 przed nazwą. I wydawałoby się, że to zobowiązuje. Ona nie zapomni tych wypraw do Strzelec, które nie zbierały jeszcze takich tłumów jak teraz, ale tradycją były wręcz przesiąknięte - czuć to było, jak tylko się tam wjeżdżało i z daleka też widać było unoszący się nad boiskiem - miejscem spotkań - dym z palenisk.
A teraz? Jego i Ją powitał najpierw smród spalin setek, jeśli nie tysięcy samochodów - ale tego oczywiście nie dało się uniknąć. Gorzej było, gdy i jedzeniowe zapachy nie zachwycały.
W tej mieszance aromatów Ona i On próbowali wyłowić zapach smażonych śliwek. I nie doczekali się przez bite dwie godziny krążenia po imprezie! Święto Śliwki z węgierką za 5 zł/kg, ze stoiskami z powidłami, które na palcach można zliczyć (powideł niesłodzonych, czyli tradycyjnych też już coraz mniej) i ANI JEDNEGO kotła, pod którym tliłby się ogień! Żadnego udawanego nawet gospodarza, który mieszałby w nim owoce. A przeważająca część to ogarniający kicz, nad którym nikt nie panował. Tak, to Boże Narodzenie bez choinki, lato bez słońca i zima bez śniegu. Po prostu brak słów.
Na Święto Śliwki nie ma pomysłu. Zrobił się z tego festiwalu odpust - w najgorszym znaczeniu tego słowa. Parę ciekawie prezentujących się stoisk, kilka z osobami żywo zainteresowanymi klientem, dzieleniem się opowieściami, a także smakiem (jeśli Ona wybiera między słoiczkiem cudnej - jak się okazuje - konfitury z marchewki, a między tym - ze zdecydowanie za słodką - konfiturą z ogórków 12 zł/słoik, to naprawdę chce ich spróbować, a nie kupować w ciemno) to zdecydowanie za mało. Organizatorzy zdecydowanie powinni pójść w jakość a nie ilość, bo przytłaczające kiczowate stoiska w tradycyjnymi (tradycyjnie polskimi?) lodami włoskimi, z frytkami (sic!) czy sztucznymi pająkami albo reklamami wycieczek - bynajmniej nie po regionie - były tam zdecydowanie nie na miejscu.
Organizacja pozostawiała wiele do życzenia - jak usłyszeć prowadzących ze źle nagłośnionej sceny? gdzie pozbyć się niechcianych tacek, kubków i butelek? Przez obecność tylko kilku koszy (pardon! beczek wbitych w ziemię) goście zachęcani byli do pozostawiania za sobą śladów: a to słomka, to serwetka, a to zbędna reklamówka. Trach - na ziemię!
Ona i On nie mają nic przeciwko kącikowi z zabawami dla dzieci, przeciwko temu, żeby na terenie Strzelec Dolnych mieszały się smaki innych regionów, ale przewaga tandety, brak tego, co rzeczywiście tradycyjne a także windowane z każdym rokiem ceny po prostu Ich przeraziły i zniechęciły do kolejnych wypraw.
Żeby nie było tak pesymistycznie, Ona i On przywieźli ze Strzelec parę smaków. Także dla Was.
Ona i On rozpoczęli wędrówkę od alejki, w której nie zawiodły ich wspaniałe koronowskie lody (w tym roku dodatkowy smak: czarna porzeczka, która na głowę biła i tak smaczną truskawkę oraz wanilię, plasując się na pierwszym miejscu razem z czekoladą). 2 zł/gałka - smak wart każdych pieniędzy!
Przytłaczający smród spalonych orzeszków w karmelu obrzydził im dalszą podróż, wymieszał się z zapachem waty cukrowej, podgrzewanych na grillu łoscypków i kiełby z rusztu. Ale nie dali się!
Ona i On skusili się na pajdę chleba (3 zł). Chleb nie powalił, Jej mama robi lepszy smalec, a ogórek całkiem przeciętny. Na szczęście nazwy piekarni Ona i On nie pamiętają.
Bardzo apetyczny był za to chleb orkiszowy z całkiem smacznym smalcem, ale niestety nazwy piekarni Ona i On nie pomną;(
Jemu szalenie smakowało ostre nadzienie pierożków (3 zł/szt.) z cukierni Zaniewicz.
Zaintrygowało Go jeszcze nadzienie ze szpinakiem, któremu towarzyszyły.. rodzynki (3 zł/szt.) - całość bardzo ciekawa. Szkoda, że te konkrety nie były serwowane na zimno.
Jej kajmakowa babeczka (4,5 zł/szt.) smakowała, ale całość była zdecydowanie za sucha.
Ona i On wrócili jeszcze na to stoisko po migdałowego rogala i razową szarlotkę, które czekają - do dzisiejszej kawy.
Nie kusiła Jego i Jej kiełbasa z rusztu.
- Tak, tradycyjnie robiona - zapewniała obsługa.
- Gdzie? Przez kogo? - na to pytanie nie potrafiła już odpowiedzieć.
Piwa innego niż z wielkiego koncernu człowiek w Strzelcach nie uświadczył. Na szczęście popularnością cieszył się kwas, którego smak Ona i On już dobrze znają. Jej pragnienie zaspokoił w tym roku świeżo tłoczony, naturalnie słodki sok z jabłek (5 zł/butelka).
I to tyle. Smaku mało. Ciekawych odkryć jeszcze mniej. Więcej zawodu.
Ona i On przywieźli jednak ze Strzelec coś na pocieszenie - słoiki słodkich powideł śliwkowych. I postanowili zorganizować dla Was pierwszy na blogu konkurs (głównie przez sentyment do tej tradycji, której Ona poświęciła jeszcze na studiach sporo godzin i serca w ramach pracy badawczej). Powidła przetestowali: są przyjemnie słodkie:)
Zasady konkursu:
1. Organizatorem konkursu są autorzy blogu parabuch.blogspot.com. Ona i On są też sponsorami nagrody;)
2. Nagrody są trzy: każda to jeden słoik tradycyjnych powideł ze Strzelec Dolnych.
3. Do udziału Ona i On zapraszają wszystkich chętnych zamieszkałych na terenie Polski.
4. Zadanie konkursowe
Pierwsze śliwki robaczywki wpadają czasem jak śliwka w kompot. Opowiedz Jemu i Jej zabawną/przerażającą/fascynującą/niekoniecznie kulinarną historię ze śliwką w tle. Odpowiedź umieść w komentarzu pod wpisem. Jeśli masz ochotę, polub Ich profil na FB.
5. Konkurs trwa od 2 do 7 września do godz. 23.59. Zwycięzcy wybrani zostaną... jak najszybciej:), a informacja o wygranej umieszczona zostanie na blogu.
Tym razem postanowili więc wyruszyć już 2 godziny po rozpoczęciu, by żadnych pyszności nie musieli obejść się smakiem i wszystkim mogli się nacieszyli w spokoju.
Ona na Święto Śliwki jeździła od, jeśli Ją pamięć nie myli, czwartej edycji. W tym roku festiwal doczekał się liczby 12 przed nazwą. I wydawałoby się, że to zobowiązuje. Ona nie zapomni tych wypraw do Strzelec, które nie zbierały jeszcze takich tłumów jak teraz, ale tradycją były wręcz przesiąknięte - czuć to było, jak tylko się tam wjeżdżało i z daleka też widać było unoszący się nad boiskiem - miejscem spotkań - dym z palenisk.
A teraz? Jego i Ją powitał najpierw smród spalin setek, jeśli nie tysięcy samochodów - ale tego oczywiście nie dało się uniknąć. Gorzej było, gdy i jedzeniowe zapachy nie zachwycały.
W tej mieszance aromatów Ona i On próbowali wyłowić zapach smażonych śliwek. I nie doczekali się przez bite dwie godziny krążenia po imprezie! Święto Śliwki z węgierką za 5 zł/kg, ze stoiskami z powidłami, które na palcach można zliczyć (powideł niesłodzonych, czyli tradycyjnych też już coraz mniej) i ANI JEDNEGO kotła, pod którym tliłby się ogień! Żadnego udawanego nawet gospodarza, który mieszałby w nim owoce. A przeważająca część to ogarniający kicz, nad którym nikt nie panował. Tak, to Boże Narodzenie bez choinki, lato bez słońca i zima bez śniegu. Po prostu brak słów.
Na Święto Śliwki nie ma pomysłu. Zrobił się z tego festiwalu odpust - w najgorszym znaczeniu tego słowa. Parę ciekawie prezentujących się stoisk, kilka z osobami żywo zainteresowanymi klientem, dzieleniem się opowieściami, a także smakiem (jeśli Ona wybiera między słoiczkiem cudnej - jak się okazuje - konfitury z marchewki, a między tym - ze zdecydowanie za słodką - konfiturą z ogórków 12 zł/słoik, to naprawdę chce ich spróbować, a nie kupować w ciemno) to zdecydowanie za mało. Organizatorzy zdecydowanie powinni pójść w jakość a nie ilość, bo przytłaczające kiczowate stoiska w tradycyjnymi (tradycyjnie polskimi?) lodami włoskimi, z frytkami (sic!) czy sztucznymi pająkami albo reklamami wycieczek - bynajmniej nie po regionie - były tam zdecydowanie nie na miejscu.
Organizacja pozostawiała wiele do życzenia - jak usłyszeć prowadzących ze źle nagłośnionej sceny? gdzie pozbyć się niechcianych tacek, kubków i butelek? Przez obecność tylko kilku koszy (pardon! beczek wbitych w ziemię) goście zachęcani byli do pozostawiania za sobą śladów: a to słomka, to serwetka, a to zbędna reklamówka. Trach - na ziemię!
Ona i On nie mają nic przeciwko kącikowi z zabawami dla dzieci, przeciwko temu, żeby na terenie Strzelec Dolnych mieszały się smaki innych regionów, ale przewaga tandety, brak tego, co rzeczywiście tradycyjne a także windowane z każdym rokiem ceny po prostu Ich przeraziły i zniechęciły do kolejnych wypraw.
Żeby nie było tak pesymistycznie, Ona i On przywieźli ze Strzelec parę smaków. Także dla Was.
Ona i On rozpoczęli wędrówkę od alejki, w której nie zawiodły ich wspaniałe koronowskie lody (w tym roku dodatkowy smak: czarna porzeczka, która na głowę biła i tak smaczną truskawkę oraz wanilię, plasując się na pierwszym miejscu razem z czekoladą). 2 zł/gałka - smak wart każdych pieniędzy!
Przytłaczający smród spalonych orzeszków w karmelu obrzydził im dalszą podróż, wymieszał się z zapachem waty cukrowej, podgrzewanych na grillu łoscypków i kiełby z rusztu. Ale nie dali się!
Ona i On skusili się na pajdę chleba (3 zł). Chleb nie powalił, Jej mama robi lepszy smalec, a ogórek całkiem przeciętny. Na szczęście nazwy piekarni Ona i On nie pamiętają.
Bardzo apetyczny był za to chleb orkiszowy z całkiem smacznym smalcem, ale niestety nazwy piekarni Ona i On nie pomną;(
Jemu szalenie smakowało ostre nadzienie pierożków (3 zł/szt.) z cukierni Zaniewicz.
Zaintrygowało Go jeszcze nadzienie ze szpinakiem, któremu towarzyszyły.. rodzynki (3 zł/szt.) - całość bardzo ciekawa. Szkoda, że te konkrety nie były serwowane na zimno.
Jej kajmakowa babeczka (4,5 zł/szt.) smakowała, ale całość była zdecydowanie za sucha.
Ona i On wrócili jeszcze na to stoisko po migdałowego rogala i razową szarlotkę, które czekają - do dzisiejszej kawy.
Nie kusiła Jego i Jej kiełbasa z rusztu.
- Tak, tradycyjnie robiona - zapewniała obsługa.
- Gdzie? Przez kogo? - na to pytanie nie potrafiła już odpowiedzieć.
Piwa innego niż z wielkiego koncernu człowiek w Strzelcach nie uświadczył. Na szczęście popularnością cieszył się kwas, którego smak Ona i On już dobrze znają. Jej pragnienie zaspokoił w tym roku świeżo tłoczony, naturalnie słodki sok z jabłek (5 zł/butelka).
I to tyle. Smaku mało. Ciekawych odkryć jeszcze mniej. Więcej zawodu.
Ona i On przywieźli jednak ze Strzelec coś na pocieszenie - słoiki słodkich powideł śliwkowych. I postanowili zorganizować dla Was pierwszy na blogu konkurs (głównie przez sentyment do tej tradycji, której Ona poświęciła jeszcze na studiach sporo godzin i serca w ramach pracy badawczej). Powidła przetestowali: są przyjemnie słodkie:)
Zasady konkursu:
1. Organizatorem konkursu są autorzy blogu parabuch.blogspot.com. Ona i On są też sponsorami nagrody;)
2. Nagrody są trzy: każda to jeden słoik tradycyjnych powideł ze Strzelec Dolnych.
3. Do udziału Ona i On zapraszają wszystkich chętnych zamieszkałych na terenie Polski.
4. Zadanie konkursowe
Pierwsze śliwki robaczywki wpadają czasem jak śliwka w kompot. Opowiedz Jemu i Jej zabawną/przerażającą/fascynującą/niekoniecznie kulinarną historię ze śliwką w tle. Odpowiedź umieść w komentarzu pod wpisem. Jeśli masz ochotę, polub Ich profil na FB.
5. Konkurs trwa od 2 do 7 września do godz. 23.59. Zwycięzcy wybrani zostaną... jak najszybciej:), a informacja o wygranej umieszczona zostanie na blogu.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Drożdżowe łódeczki ze szpinakiem
Na początku były łódeczki z mielonym i warzywami. Dopiero później przyszły te ze szpinakiem. O pierwszych Ona jeszcze nie zdążyła napisać na blogu, gdy już i drugie Ona i On już wciągnęli z apetytem.
Przepis prosty - receptura na drożdżowe ciasto opanowana, a dawka duszonego szpinaku tylko czeka na przerobienie. Drożdżowe łódeczki będą więc jak znalazł.
Składniki
farsz:
30 dag duszonego szpinaku (jeśli nie masz - uduś dziada na maśle z dodatkiem czosnku, dymki, soli i pieprzu; dodaj śmietanę, jogurt lub ser, jeśli masz ochotę)
ciasto na pizzę:
40 dag mąki pszennej
35 g świeżych drożdży
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
ok. 1 szklanka wody
W pierwszej kolejności Ona przygotowuje ciasto drożdżowe: w szklance drożdże kruszy, cukrem zasypuje i odrobiną wody zalewa. Miesza. Do miski wsypuje 1/3 porcji mąki, dolewa drożdże, miesza. Dosypuje sól, dolewa olej, miesza. Dosypuje resztę mąki - dolewa wodę. Zarabia i zostawia do wyrośnięcia - ok. 20 min.
Po tym czasie ciasto dzieli na 6 części, każdą rozwałkowuje i na nie do końca okrągłym (nie w tym rzecz!) placku układa farsz (uważa, by nie był wodnisty).
Następnie skleja boki łódeczki, pomagając sobie nieco widelcem i na blaszce układa.
Do rozgrzanego piekarnika na ok. 15 minut - do zarumienienia ciasta - wkłada.
Serwuje z kubkiem kremowej pomidorówki.
Przepis prosty - receptura na drożdżowe ciasto opanowana, a dawka duszonego szpinaku tylko czeka na przerobienie. Drożdżowe łódeczki będą więc jak znalazł.
Składniki
farsz:
30 dag duszonego szpinaku (jeśli nie masz - uduś dziada na maśle z dodatkiem czosnku, dymki, soli i pieprzu; dodaj śmietanę, jogurt lub ser, jeśli masz ochotę)
ciasto na pizzę:
40 dag mąki pszennej
35 g świeżych drożdży
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
ok. 1 szklanka wody
W pierwszej kolejności Ona przygotowuje ciasto drożdżowe: w szklance drożdże kruszy, cukrem zasypuje i odrobiną wody zalewa. Miesza. Do miski wsypuje 1/3 porcji mąki, dolewa drożdże, miesza. Dosypuje sól, dolewa olej, miesza. Dosypuje resztę mąki - dolewa wodę. Zarabia i zostawia do wyrośnięcia - ok. 20 min.
Po tym czasie ciasto dzieli na 6 części, każdą rozwałkowuje i na nie do końca okrągłym (nie w tym rzecz!) placku układa farsz (uważa, by nie był wodnisty).
Następnie skleja boki łódeczki, pomagając sobie nieco widelcem i na blaszce układa.
Do rozgrzanego piekarnika na ok. 15 minut - do zarumienienia ciasta - wkłada.
Serwuje z kubkiem kremowej pomidorówki.
On zajada się z apetytem, a Ona już planuje opisać łódeczki z mielonym i warzywami - też pychota!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
