Ona i On trafiali na brązowe pieczarki przypadkiem. Szukali nowego dodatku do risotto i gdyby nie szczegółowy opis na opakowaniu oraz zapewnienie producenta, że to nie grzyb nie tylko jadalny ale też wyjątkowo zdrowy, Ona i On ominęliby go szerokim łukiem.
Bo trzeba to sobie powiedzieć wprost: tylko w oczach nawróconego rasisty brązowe pieczarki nie będą wyglądały jak brudne, przeleżałe kuzynki swoich popularnych, jasnych odpowiedników.
Ona i On postanowili zaryzykować.
Składniki
1 litr bulionu
0,5 kubka ryżu arborio
8 brązowych pieczarek
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
olej
pieprz
natka pietruszki
On posiekał drobno cebulę i zeszklił na oleju. Dodał przeciśnięty przez praskę czosnek oraz ryż. W rondlu podgrzał bulion, którego dwie chocheli wlał na patelnię. Pilnował, by ryż nie przywarł do naczynia. Gdy bulion się wchłonął, dolał resztę - i tak do wykończenia zupy.
Do wodnistej jeszcze papki On dorzucił pokrojone drobno pieczarki, sól oraz pieprz. Pogotował chwilę.
Gdy ryż wchłonął bulion, do risotto dosypał posiekaną natkę pietruszki.
Ona i On dementują plotki, jakoby brązowe pieczarki przypominały smakiem leśne grzyby. Są po prostu nieco bardziej wyraźne niż ich białe odpowiedniki. Są też bardziej aromatyczne i jędrne. Czy są zdrowsze? Nie wiedzą. Pewni są jednak, że przy następnej okazji znów wylądują w risotto. A co!
Ona i On przypominają o śliwkowym konkursie.
czwartek, 6 września 2012
środa, 5 września 2012
Ona i On wyróżnieni przypominają o konkursie
Ona zarumieniła się, On nieco zawstydził. Oboje czytali z niedowierzaniem: wer-stal blo-ger e-łord - sylabizowali.
Ki diabeł? Ciekawe wyróżnienie, które Jego i Ją spotkało. Bo ponoć fajnie się kochają i to w kuchni, bezwstydnicy - jak ostry Facet z nożem prawi. A także, że humor Jego i Jej nie opuszcza, a bloga - anegdotki - co Weczek dopowiada.
Łańcuszek - szczęścia czy nie - nie wiadomo. Prawdy - to pewne, bo na tym też polega zabawa: bloger opowiada o sobie 7 (nie)przypadkowych faktów i zaprasza do zabawy kolejnych 15 blogów. Zaraźliwe dziadostwo, nieprawdaż?
Ona i On niewiele lubią mówić o sobie, więc zdradzić mogą tylko fakty, które kiedyś już przez te strony się przewijały:
3. On uwielbia horrory. Ona ogląda je z zamkniętymi oczami.
Ki diabeł? Ciekawe wyróżnienie, które Jego i Ją spotkało. Bo ponoć fajnie się kochają i to w kuchni, bezwstydnicy - jak ostry Facet z nożem prawi. A także, że humor Jego i Jej nie opuszcza, a bloga - anegdotki - co Weczek dopowiada.
Łańcuszek - szczęścia czy nie - nie wiadomo. Prawdy - to pewne, bo na tym też polega zabawa: bloger opowiada o sobie 7 (nie)przypadkowych faktów i zaprasza do zabawy kolejnych 15 blogów. Zaraźliwe dziadostwo, nieprawdaż?
Ona i On niewiele lubią mówić o sobie, więc zdradzić mogą tylko fakty, które kiedyś już przez te strony się przewijały:
1. Ona lubi jeść. On lubi z Nią.
2. On budzi Ją rano buziakiem. Ona przewraca się na bok, po chrześcijańsku nadstawiając Mu drugi policzek.3. On uwielbia horrory. Ona ogląda je z zamkniętymi oczami.
4. Ona myje, On wyciera naczynia.
5. Ona i On ostentacyjnie wychodzą ze słabych spektakli.
6. Ona boi się robaków. On hoduje pająki.
7. Ona była kiedyś Teresą z Kalkuty. On - Pancerną Pięścią.
A do zabawy Ona i On zapraszają, starając się zachować umowny alfabetyczny układ nie tylko kulinarne blogi:
Amber - niezapomnianą, wciąż czytaną
Around the kitchen table, bo właściwie wszystko jest tu idealne: teksty, foty, przepisy
Asieję, u której zawsze jest tak subtelnie i miło
Blog czekolady, bo wśród szarych blok(g?)owisk wyróżnia się stylem
Dietetycznie Siostro, z którymi Ona i On czują wręcz.. rodzinną wieź;)
Dusię choć Ona i On nie wiedzą już, co wolą bardziej: zdjęcia jedzenia, czy samej Dusi;)
Jem Co Umiem, czyli (nie)znajomych bliskich Jego i Jej kubkom smakowym
Koniokradkę, która łapczywie chwyta się końskiej grzywy
Madame Edith szczególnie, gdy już wraca z kolejnych kulinarnych wojaży i opowiada, opowiada, opowiada...
Malucha w drodze - bo zawrócić już nie może
Mientę, która udowadnia, że bez języczka przy "e" też może być zadziornie
Proste przepisy kulinarne, bo nie ma tu prostactwa, a dobry pomysł i świetne wykonanie
Słodka Babeczkę - jej po prostu nie można nie ulec..
Tekstualną bo przy niej Ona i On stają się Czytającymi
Wylęgarnię, bo oderwać się od niej nie można
A na koniec Ona i On przypominają o konkursie - na zgłoszenia czekają do piątkowego wieczoru.
wtorek, 4 września 2012
Czekoladowe ciasto z cukinią
Ona na ciasto z cukinii czaiła się, odkąd Pan Stefan podzielił się pierwszymi tegorocznymi plonami. Wreszcie, gdy Ona i On przerobili warzywo na wszelkie możliwe, konkretne smaki, Ona zamknęła się w kuchni, chwyciła za ten przepis, blaszkę, mikser i zaanektowała piekarnik.
Składniki
35 dag cukinii
25 dag mąki
20 dag cukru
6 dag kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 łyżeczka sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki czekoladowej soli
120 ml oleju
4 jaja
Ona utarła jaja z cukrem, a do puszystej masy dodała olej. Do drugiej miski przesiała: mąkę, dorzuciła kakao, sodę, proszek do pieczenia, sól i kawę rozpuszczalną. Część suchych składników dorzuciła do masy jajecznej, a do resztę wymieszała ze startą na grubych oczkach cukinią. Wszystkie składniki wymieszała i wylała na blaszkę. Wstawiła do piekarnika na przepisową godzinę, ale wyjęła po 40 minutach.
Ciasto wyszło ciekawe, murzynkowe, nieco wyrośnięte, soczyste, ale nie mokre, bezproblemowe w przygotowaniu.
Następnym razem jednak Ona podaruje sobie kawę, a doda nieco czekolady, zmniejszając ilość cukru - będzie słodko i nieco mniej wytrawnie. Idealnie wręcz!
Ona przypomina o trwającym do piątku konkursie - pierwszym na Jego i Jej blogu. Są chętni do zabawy?
Składniki
35 dag cukinii
25 dag mąki
20 dag cukru
6 dag kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1 łyżeczka sody
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki czekoladowej soli
120 ml oleju
4 jaja
Ona utarła jaja z cukrem, a do puszystej masy dodała olej. Do drugiej miski przesiała: mąkę, dorzuciła kakao, sodę, proszek do pieczenia, sól i kawę rozpuszczalną. Część suchych składników dorzuciła do masy jajecznej, a do resztę wymieszała ze startą na grubych oczkach cukinią. Wszystkie składniki wymieszała i wylała na blaszkę. Wstawiła do piekarnika na przepisową godzinę, ale wyjęła po 40 minutach.
Ciasto wyszło ciekawe, murzynkowe, nieco wyrośnięte, soczyste, ale nie mokre, bezproblemowe w przygotowaniu.
Następnym razem jednak Ona podaruje sobie kawę, a doda nieco czekolady, zmniejszając ilość cukru - będzie słodko i nieco mniej wytrawnie. Idealnie wręcz!
Ona przypomina o trwającym do piątku konkursie - pierwszym na Jego i Jej blogu. Są chętni do zabawy?
niedziela, 2 września 2012
Tandetnie odpustowe Święto Śliwki i pierwszy blogowy konkurs
Ona i On, by tradycji stało się zadość, wybrali się wczoraj na Święto Śliwki w Strzelcach Dolnych. Już w zeszłym roku było średnio, ale tłumaczyli to sobie tym, że do sąsiedniej wsi wybrali się w niedzielny późny wieczór, czyli drugiego dnia festiwalu i dodatkowo pod jego koniec.
Tym razem postanowili więc wyruszyć już 2 godziny po rozpoczęciu, by żadnych pyszności nie musieli obejść się smakiem i wszystkim mogli się nacieszyli w spokoju.
Ona na Święto Śliwki jeździła od, jeśli Ją pamięć nie myli, czwartej edycji. W tym roku festiwal doczekał się liczby 12 przed nazwą. I wydawałoby się, że to zobowiązuje. Ona nie zapomni tych wypraw do Strzelec, które nie zbierały jeszcze takich tłumów jak teraz, ale tradycją były wręcz przesiąknięte - czuć to było, jak tylko się tam wjeżdżało i z daleka też widać było unoszący się nad boiskiem - miejscem spotkań - dym z palenisk.
A teraz? Jego i Ją powitał najpierw smród spalin setek, jeśli nie tysięcy samochodów - ale tego oczywiście nie dało się uniknąć. Gorzej było, gdy i jedzeniowe zapachy nie zachwycały.
W tej mieszance aromatów Ona i On próbowali wyłowić zapach smażonych śliwek. I nie doczekali się przez bite dwie godziny krążenia po imprezie! Święto Śliwki z węgierką za 5 zł/kg, ze stoiskami z powidłami, które na palcach można zliczyć (powideł niesłodzonych, czyli tradycyjnych też już coraz mniej) i ANI JEDNEGO kotła, pod którym tliłby się ogień! Żadnego udawanego nawet gospodarza, który mieszałby w nim owoce. A przeważająca część to ogarniający kicz, nad którym nikt nie panował. Tak, to Boże Narodzenie bez choinki, lato bez słońca i zima bez śniegu. Po prostu brak słów.
Na Święto Śliwki nie ma pomysłu. Zrobił się z tego festiwalu odpust - w najgorszym znaczeniu tego słowa. Parę ciekawie prezentujących się stoisk, kilka z osobami żywo zainteresowanymi klientem, dzieleniem się opowieściami, a także smakiem (jeśli Ona wybiera między słoiczkiem cudnej - jak się okazuje - konfitury z marchewki, a między tym - ze zdecydowanie za słodką - konfiturą z ogórków 12 zł/słoik, to naprawdę chce ich spróbować, a nie kupować w ciemno) to zdecydowanie za mało. Organizatorzy zdecydowanie powinni pójść w jakość a nie ilość, bo przytłaczające kiczowate stoiska w tradycyjnymi (tradycyjnie polskimi?) lodami włoskimi, z frytkami (sic!) czy sztucznymi pająkami albo reklamami wycieczek - bynajmniej nie po regionie - były tam zdecydowanie nie na miejscu.
Organizacja pozostawiała wiele do życzenia - jak usłyszeć prowadzących ze źle nagłośnionej sceny? gdzie pozbyć się niechcianych tacek, kubków i butelek? Przez obecność tylko kilku koszy (pardon! beczek wbitych w ziemię) goście zachęcani byli do pozostawiania za sobą śladów: a to słomka, to serwetka, a to zbędna reklamówka. Trach - na ziemię!
Ona i On nie mają nic przeciwko kącikowi z zabawami dla dzieci, przeciwko temu, żeby na terenie Strzelec Dolnych mieszały się smaki innych regionów, ale przewaga tandety, brak tego, co rzeczywiście tradycyjne a także windowane z każdym rokiem ceny po prostu Ich przeraziły i zniechęciły do kolejnych wypraw.
Żeby nie było tak pesymistycznie, Ona i On przywieźli ze Strzelec parę smaków. Także dla Was.
Ona i On rozpoczęli wędrówkę od alejki, w której nie zawiodły ich wspaniałe koronowskie lody (w tym roku dodatkowy smak: czarna porzeczka, która na głowę biła i tak smaczną truskawkę oraz wanilię, plasując się na pierwszym miejscu razem z czekoladą). 2 zł/gałka - smak wart każdych pieniędzy!
Przytłaczający smród spalonych orzeszków w karmelu obrzydził im dalszą podróż, wymieszał się z zapachem waty cukrowej, podgrzewanych na grillu łoscypków i kiełby z rusztu. Ale nie dali się!
Ona i On skusili się na pajdę chleba (3 zł). Chleb nie powalił, Jej mama robi lepszy smalec, a ogórek całkiem przeciętny. Na szczęście nazwy piekarni Ona i On nie pamiętają.
Bardzo apetyczny był za to chleb orkiszowy z całkiem smacznym smalcem, ale niestety nazwy piekarni Ona i On nie pomną;(
Jemu szalenie smakowało ostre nadzienie pierożków (3 zł/szt.) z cukierni Zaniewicz.
Zaintrygowało Go jeszcze nadzienie ze szpinakiem, któremu towarzyszyły.. rodzynki (3 zł/szt.) - całość bardzo ciekawa. Szkoda, że te konkrety nie były serwowane na zimno.
Jej kajmakowa babeczka (4,5 zł/szt.) smakowała, ale całość była zdecydowanie za sucha.
Ona i On wrócili jeszcze na to stoisko po migdałowego rogala i razową szarlotkę, które czekają - do dzisiejszej kawy.
Nie kusiła Jego i Jej kiełbasa z rusztu.
- Tak, tradycyjnie robiona - zapewniała obsługa.
- Gdzie? Przez kogo? - na to pytanie nie potrafiła już odpowiedzieć.
Piwa innego niż z wielkiego koncernu człowiek w Strzelcach nie uświadczył. Na szczęście popularnością cieszył się kwas, którego smak Ona i On już dobrze znają. Jej pragnienie zaspokoił w tym roku świeżo tłoczony, naturalnie słodki sok z jabłek (5 zł/butelka).
I to tyle. Smaku mało. Ciekawych odkryć jeszcze mniej. Więcej zawodu.
Ona i On przywieźli jednak ze Strzelec coś na pocieszenie - słoiki słodkich powideł śliwkowych. I postanowili zorganizować dla Was pierwszy na blogu konkurs (głównie przez sentyment do tej tradycji, której Ona poświęciła jeszcze na studiach sporo godzin i serca w ramach pracy badawczej). Powidła przetestowali: są przyjemnie słodkie:)
Zasady konkursu:
1. Organizatorem konkursu są autorzy blogu parabuch.blogspot.com. Ona i On są też sponsorami nagrody;)
2. Nagrody są trzy: każda to jeden słoik tradycyjnych powideł ze Strzelec Dolnych.
3. Do udziału Ona i On zapraszają wszystkich chętnych zamieszkałych na terenie Polski.
4. Zadanie konkursowe
Pierwsze śliwki robaczywki wpadają czasem jak śliwka w kompot. Opowiedz Jemu i Jej zabawną/przerażającą/fascynującą/niekoniecznie kulinarną historię ze śliwką w tle. Odpowiedź umieść w komentarzu pod wpisem. Jeśli masz ochotę, polub Ich profil na FB.
5. Konkurs trwa od 2 do 7 września do godz. 23.59. Zwycięzcy wybrani zostaną... jak najszybciej:), a informacja o wygranej umieszczona zostanie na blogu.
Tym razem postanowili więc wyruszyć już 2 godziny po rozpoczęciu, by żadnych pyszności nie musieli obejść się smakiem i wszystkim mogli się nacieszyli w spokoju.
Ona na Święto Śliwki jeździła od, jeśli Ją pamięć nie myli, czwartej edycji. W tym roku festiwal doczekał się liczby 12 przed nazwą. I wydawałoby się, że to zobowiązuje. Ona nie zapomni tych wypraw do Strzelec, które nie zbierały jeszcze takich tłumów jak teraz, ale tradycją były wręcz przesiąknięte - czuć to było, jak tylko się tam wjeżdżało i z daleka też widać było unoszący się nad boiskiem - miejscem spotkań - dym z palenisk.
A teraz? Jego i Ją powitał najpierw smród spalin setek, jeśli nie tysięcy samochodów - ale tego oczywiście nie dało się uniknąć. Gorzej było, gdy i jedzeniowe zapachy nie zachwycały.
W tej mieszance aromatów Ona i On próbowali wyłowić zapach smażonych śliwek. I nie doczekali się przez bite dwie godziny krążenia po imprezie! Święto Śliwki z węgierką za 5 zł/kg, ze stoiskami z powidłami, które na palcach można zliczyć (powideł niesłodzonych, czyli tradycyjnych też już coraz mniej) i ANI JEDNEGO kotła, pod którym tliłby się ogień! Żadnego udawanego nawet gospodarza, który mieszałby w nim owoce. A przeważająca część to ogarniający kicz, nad którym nikt nie panował. Tak, to Boże Narodzenie bez choinki, lato bez słońca i zima bez śniegu. Po prostu brak słów.
Na Święto Śliwki nie ma pomysłu. Zrobił się z tego festiwalu odpust - w najgorszym znaczeniu tego słowa. Parę ciekawie prezentujących się stoisk, kilka z osobami żywo zainteresowanymi klientem, dzieleniem się opowieściami, a także smakiem (jeśli Ona wybiera między słoiczkiem cudnej - jak się okazuje - konfitury z marchewki, a między tym - ze zdecydowanie za słodką - konfiturą z ogórków 12 zł/słoik, to naprawdę chce ich spróbować, a nie kupować w ciemno) to zdecydowanie za mało. Organizatorzy zdecydowanie powinni pójść w jakość a nie ilość, bo przytłaczające kiczowate stoiska w tradycyjnymi (tradycyjnie polskimi?) lodami włoskimi, z frytkami (sic!) czy sztucznymi pająkami albo reklamami wycieczek - bynajmniej nie po regionie - były tam zdecydowanie nie na miejscu.
Organizacja pozostawiała wiele do życzenia - jak usłyszeć prowadzących ze źle nagłośnionej sceny? gdzie pozbyć się niechcianych tacek, kubków i butelek? Przez obecność tylko kilku koszy (pardon! beczek wbitych w ziemię) goście zachęcani byli do pozostawiania za sobą śladów: a to słomka, to serwetka, a to zbędna reklamówka. Trach - na ziemię!
Ona i On nie mają nic przeciwko kącikowi z zabawami dla dzieci, przeciwko temu, żeby na terenie Strzelec Dolnych mieszały się smaki innych regionów, ale przewaga tandety, brak tego, co rzeczywiście tradycyjne a także windowane z każdym rokiem ceny po prostu Ich przeraziły i zniechęciły do kolejnych wypraw.
Żeby nie było tak pesymistycznie, Ona i On przywieźli ze Strzelec parę smaków. Także dla Was.
Ona i On rozpoczęli wędrówkę od alejki, w której nie zawiodły ich wspaniałe koronowskie lody (w tym roku dodatkowy smak: czarna porzeczka, która na głowę biła i tak smaczną truskawkę oraz wanilię, plasując się na pierwszym miejscu razem z czekoladą). 2 zł/gałka - smak wart każdych pieniędzy!
Przytłaczający smród spalonych orzeszków w karmelu obrzydził im dalszą podróż, wymieszał się z zapachem waty cukrowej, podgrzewanych na grillu łoscypków i kiełby z rusztu. Ale nie dali się!
Ona i On skusili się na pajdę chleba (3 zł). Chleb nie powalił, Jej mama robi lepszy smalec, a ogórek całkiem przeciętny. Na szczęście nazwy piekarni Ona i On nie pamiętają.
Bardzo apetyczny był za to chleb orkiszowy z całkiem smacznym smalcem, ale niestety nazwy piekarni Ona i On nie pomną;(
Jemu szalenie smakowało ostre nadzienie pierożków (3 zł/szt.) z cukierni Zaniewicz.
Zaintrygowało Go jeszcze nadzienie ze szpinakiem, któremu towarzyszyły.. rodzynki (3 zł/szt.) - całość bardzo ciekawa. Szkoda, że te konkrety nie były serwowane na zimno.
Jej kajmakowa babeczka (4,5 zł/szt.) smakowała, ale całość była zdecydowanie za sucha.
Ona i On wrócili jeszcze na to stoisko po migdałowego rogala i razową szarlotkę, które czekają - do dzisiejszej kawy.
Nie kusiła Jego i Jej kiełbasa z rusztu.
- Tak, tradycyjnie robiona - zapewniała obsługa.
- Gdzie? Przez kogo? - na to pytanie nie potrafiła już odpowiedzieć.
Piwa innego niż z wielkiego koncernu człowiek w Strzelcach nie uświadczył. Na szczęście popularnością cieszył się kwas, którego smak Ona i On już dobrze znają. Jej pragnienie zaspokoił w tym roku świeżo tłoczony, naturalnie słodki sok z jabłek (5 zł/butelka).
I to tyle. Smaku mało. Ciekawych odkryć jeszcze mniej. Więcej zawodu.
Ona i On przywieźli jednak ze Strzelec coś na pocieszenie - słoiki słodkich powideł śliwkowych. I postanowili zorganizować dla Was pierwszy na blogu konkurs (głównie przez sentyment do tej tradycji, której Ona poświęciła jeszcze na studiach sporo godzin i serca w ramach pracy badawczej). Powidła przetestowali: są przyjemnie słodkie:)
Zasady konkursu:
1. Organizatorem konkursu są autorzy blogu parabuch.blogspot.com. Ona i On są też sponsorami nagrody;)
2. Nagrody są trzy: każda to jeden słoik tradycyjnych powideł ze Strzelec Dolnych.
3. Do udziału Ona i On zapraszają wszystkich chętnych zamieszkałych na terenie Polski.
4. Zadanie konkursowe
Pierwsze śliwki robaczywki wpadają czasem jak śliwka w kompot. Opowiedz Jemu i Jej zabawną/przerażającą/fascynującą/niekoniecznie kulinarną historię ze śliwką w tle. Odpowiedź umieść w komentarzu pod wpisem. Jeśli masz ochotę, polub Ich profil na FB.
5. Konkurs trwa od 2 do 7 września do godz. 23.59. Zwycięzcy wybrani zostaną... jak najszybciej:), a informacja o wygranej umieszczona zostanie na blogu.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Drożdżowe łódeczki ze szpinakiem
Na początku były łódeczki z mielonym i warzywami. Dopiero później przyszły te ze szpinakiem. O pierwszych Ona jeszcze nie zdążyła napisać na blogu, gdy już i drugie Ona i On już wciągnęli z apetytem.
Przepis prosty - receptura na drożdżowe ciasto opanowana, a dawka duszonego szpinaku tylko czeka na przerobienie. Drożdżowe łódeczki będą więc jak znalazł.
Składniki
farsz:
30 dag duszonego szpinaku (jeśli nie masz - uduś dziada na maśle z dodatkiem czosnku, dymki, soli i pieprzu; dodaj śmietanę, jogurt lub ser, jeśli masz ochotę)
ciasto na pizzę:
40 dag mąki pszennej
35 g świeżych drożdży
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
ok. 1 szklanka wody
W pierwszej kolejności Ona przygotowuje ciasto drożdżowe: w szklance drożdże kruszy, cukrem zasypuje i odrobiną wody zalewa. Miesza. Do miski wsypuje 1/3 porcji mąki, dolewa drożdże, miesza. Dosypuje sól, dolewa olej, miesza. Dosypuje resztę mąki - dolewa wodę. Zarabia i zostawia do wyrośnięcia - ok. 20 min.
Po tym czasie ciasto dzieli na 6 części, każdą rozwałkowuje i na nie do końca okrągłym (nie w tym rzecz!) placku układa farsz (uważa, by nie był wodnisty).
Następnie skleja boki łódeczki, pomagając sobie nieco widelcem i na blaszce układa.
Do rozgrzanego piekarnika na ok. 15 minut - do zarumienienia ciasta - wkłada.
Serwuje z kubkiem kremowej pomidorówki.
Przepis prosty - receptura na drożdżowe ciasto opanowana, a dawka duszonego szpinaku tylko czeka na przerobienie. Drożdżowe łódeczki będą więc jak znalazł.
Składniki
farsz:
30 dag duszonego szpinaku (jeśli nie masz - uduś dziada na maśle z dodatkiem czosnku, dymki, soli i pieprzu; dodaj śmietanę, jogurt lub ser, jeśli masz ochotę)
ciasto na pizzę:
40 dag mąki pszennej
35 g świeżych drożdży
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
ok. 1 szklanka wody
W pierwszej kolejności Ona przygotowuje ciasto drożdżowe: w szklance drożdże kruszy, cukrem zasypuje i odrobiną wody zalewa. Miesza. Do miski wsypuje 1/3 porcji mąki, dolewa drożdże, miesza. Dosypuje sól, dolewa olej, miesza. Dosypuje resztę mąki - dolewa wodę. Zarabia i zostawia do wyrośnięcia - ok. 20 min.
Po tym czasie ciasto dzieli na 6 części, każdą rozwałkowuje i na nie do końca okrągłym (nie w tym rzecz!) placku układa farsz (uważa, by nie był wodnisty).
Następnie skleja boki łódeczki, pomagając sobie nieco widelcem i na blaszce układa.
Do rozgrzanego piekarnika na ok. 15 minut - do zarumienienia ciasta - wkłada.
Serwuje z kubkiem kremowej pomidorówki.
On zajada się z apetytem, a Ona już planuje opisać łódeczki z mielonym i warzywami - też pychota!
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Waniliowy sernik
Pomysł na dzisiejszy wpis był: makaron albo.. makaron. Ale żeby zachować pozory;), że Ona i On nie futrują się nudlami, Ona postanowiła nadrobić zaległości i podrzucić tu całkiem niezły - pierwszy w Jej historii tradycyjny pieczony sernik, która Ona przygotowała dla Jej Taty jeszcze na Dzień Ojca i inną ważną okoliczność, która z tym dniem się zbiegła (było co świętować!). Niech więc będzie dziś na słodko.
Składniki
1 kg twarogu sernikowego
3 łyżki mąki pszennej
5 jaj
1 szklanka cukru
1 szklanka śmietany 30%
4 łyżeczki ekstraktu z wanilii
truskawki (lub inne owoce do dekoracji)
Ona mikserem zmieszała ser, cukier i mąkę. Dodała po jednym jaju i dalej miksowała. Gdy masa była gładka, dodała ekstrakt waniliowy oraz śmietanę.
Całość wylała na tortownicę i wstawiła do rozgrzanego piekarnika na ok. 1,5 godz.
Po ostudzeniu Ona udekorowała go truskawkami. A pewnie, że po bokach lekko się zarumienił. Pewnie, że nieco się zapadł, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadzało.
Emocji tego dnia było tyle, że nie udało się sfotografować sernika w przekroju. Debiutancki sernik był puszysty i smaczny.
Składniki
1 kg twarogu sernikowego
3 łyżki mąki pszennej
5 jaj
1 szklanka cukru
1 szklanka śmietany 30%
4 łyżeczki ekstraktu z wanilii
truskawki (lub inne owoce do dekoracji)
Ona mikserem zmieszała ser, cukier i mąkę. Dodała po jednym jaju i dalej miksowała. Gdy masa była gładka, dodała ekstrakt waniliowy oraz śmietanę.
Całość wylała na tortownicę i wstawiła do rozgrzanego piekarnika na ok. 1,5 godz.
Po ostudzeniu Ona udekorowała go truskawkami. A pewnie, że po bokach lekko się zarumienił. Pewnie, że nieco się zapadł, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadzało.
Emocji tego dnia było tyle, że nie udało się sfotografować sernika w przekroju. Debiutancki sernik był puszysty i smaczny.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Tanie bazyliowe pesto domowe
Ona i On doczekali się w tym roku pięknie wyrośniętej bazylii. Pięła się w doniczce na balkonie zachwycając także sąsiadów. Wreszcie doczekała się ścięcia. Było nieco dramatycznie, bo 3 spore łodyżki - dotychczas jedynie podszczypywane - tym razem zostały prawie całkiem ogołocone. Ona i On mieli robić pesto.
I nie, nie było to klasyczne włoskie pesto z orzeszkami pinii, parmezanem oraz oliwą. Było to polskie, tanie, niezwykle aromatyczne pesto - idealne, gdy nie chce się wyskakiwać po drogie produkty do delikatesów.
Składniki
liście z 3 łodyżek bazylii
garść słonecznika
3 łyżki oleju rzepakowego
pieprz
sól
On listki bazylii umył i wrzucił do blendera.
Ona na łyżce oleju ze szczyptą soli uprażyła słonecznik. Dorzuciła do blendera.
Miksowała całość, stopniowo dodając olej - by masa była kremowa, a także sól i pieprz - do smaku.
A potem z tego pesto Ona i On zrobili makaron - pyszny, zielony, aromatyczny.
Składniki
30 dag spagetti
8 czarnych oliwek
4 łyżki bazyliowego pesto
1 łyżka oleju
sól
Ona i On ugotowali makaron z łyżką oleju i odrobiną soli. Ugotowany wymieszali na podgrzanej patelni z pesto. Dorzucili oliwki i zjedli z apetytem.
Przepis bierze udział w akcji:
I nie, nie było to klasyczne włoskie pesto z orzeszkami pinii, parmezanem oraz oliwą. Było to polskie, tanie, niezwykle aromatyczne pesto - idealne, gdy nie chce się wyskakiwać po drogie produkty do delikatesów.
Składniki
liście z 3 łodyżek bazylii
garść słonecznika
3 łyżki oleju rzepakowego
pieprz
sól
On listki bazylii umył i wrzucił do blendera.
Ona na łyżce oleju ze szczyptą soli uprażyła słonecznik. Dorzuciła do blendera.
Miksowała całość, stopniowo dodając olej - by masa była kremowa, a także sól i pieprz - do smaku.
A potem z tego pesto Ona i On zrobili makaron - pyszny, zielony, aromatyczny.
Składniki
30 dag spagetti
8 czarnych oliwek
4 łyżki bazyliowego pesto
1 łyżka oleju
sól
Ona i On ugotowali makaron z łyżką oleju i odrobiną soli. Ugotowany wymieszali na podgrzanej patelni z pesto. Dorzucili oliwki i zjedli z apetytem.
Przepis bierze udział w akcji:
sobota, 25 sierpnia 2012
Chrupiące bagietki
Ona zawsze marzyła od przygotowaniu w domowym zaciszu chrupiących bagietek. Dobrze wypieczonych, pachnących, jeszcze ciepłych zajadanych do.. najprostszego choćby żółtego sera. Szczególnie, że znalazła tu przepis, który tylko minimalnie zmodyfikowała (cebuli mniej miała, oliwy nie używa, maku chciała więcej i w ogóle nie byłaby sobą, gdyby nie pokombinowała!).
Składniki (4 bagietki długości ok. 20 cm)
40 dag mąki pszennej
8 g świeżych drożdży
2 łyżki oleju rzepakowego
0,5 cebuli
2 łyżeczki maku
1 łyżka cukru
1,5 łyżeczki soli
ok. 250 ml wody
Cebulę Ona zeszkliła na oleju i odstawiła do wystygnięcia.
Mąkę połączyła z rozkruszonymi drożdżami, makiem, cukrem oraz solą. Masę zarobiła stopniowo dodając wodę, a na koniec dorzuciła cebulę. Odstawiła na ok. 20 min., by ciasto podwoiło swą objętość.
Następnie Ona uturlała z niego cztery bagietki i ułożyła na blaszce wysmarowanej olejem. Gdy piekarnik się rozgrzewał, bagietki miały chwilę, by jeszcze nieco podrosnąć.
Na dolnej półce piekarnika Ona umieściła blaszkę z wodą, nacięte ukośnie bagietki na drugiej blaszce - piętro wyżej.
Całość piekła ok. 15 minut, po czym odwróciła bagietki na blaszce na kolejne 10 - by nabrały kolorów.
Ona i On zjedli je z apetytem. Ale nie - nie wszystkie. Jedną zaoszczędzili. Że niby nie smakowało? Bynajmniej! Przetestowali celowo: następnego dnia wypiek smakował równie dobrze - nada się na całodniowe wycieczki i długie pikniki!
Składniki (4 bagietki długości ok. 20 cm)
40 dag mąki pszennej
8 g świeżych drożdży
2 łyżki oleju rzepakowego
0,5 cebuli
2 łyżeczki maku
1 łyżka cukru
1,5 łyżeczki soli
ok. 250 ml wody
Cebulę Ona zeszkliła na oleju i odstawiła do wystygnięcia.
Mąkę połączyła z rozkruszonymi drożdżami, makiem, cukrem oraz solą. Masę zarobiła stopniowo dodając wodę, a na koniec dorzuciła cebulę. Odstawiła na ok. 20 min., by ciasto podwoiło swą objętość.
Następnie Ona uturlała z niego cztery bagietki i ułożyła na blaszce wysmarowanej olejem. Gdy piekarnik się rozgrzewał, bagietki miały chwilę, by jeszcze nieco podrosnąć.
Na dolnej półce piekarnika Ona umieściła blaszkę z wodą, nacięte ukośnie bagietki na drugiej blaszce - piętro wyżej.
Całość piekła ok. 15 minut, po czym odwróciła bagietki na blaszce na kolejne 10 - by nabrały kolorów.
Ona i On zjedli je z apetytem. Ale nie - nie wszystkie. Jedną zaoszczędzili. Że niby nie smakowało? Bynajmniej! Przetestowali celowo: następnego dnia wypiek smakował równie dobrze - nada się na całodniowe wycieczki i długie pikniki!
sobota, 11 sierpnia 2012
Spaghetti Aglio Olio e Peperoncino
Spaghetti Aglio Olio e Peperoncino czyli spaghetti z czosnkiem, oliwą i papryką. Przepis przewijał mi się przez ręce w wielu wydawnictwach, nie tylko tych traktujących o włoskich specjałach. Jedna z najprostszych i klasycznych włoskich past. Danie chodziło za mną od dawna, jednak kopniaka dostałem podczas ostatnich wojaży po Mediolanie i zakupach w tamtejszym markecie Bennet.
Jako że danie jest bardzo proste i zawiera mało składników, warto zainwestować w te dobrej jakości.
Składniki (na jedną głowę):
100 g spaghetti
3 ząbki czosnku (jest sezon więc koniecznie polski)
4 łyżeczki pepperoni w oleju (to właśnie z Benneta, można zastąpić oliwą z oliwek + suszone chili)
1 świeża ostra papryczka, u mnie zielona Jalapeno El Tequito (rewelacja, bardzo ostra, można zastąpić świeżą pepperoni)
1 łyżka świeżej natki pietruszki
oliwa
lampka włoskiego wina
Makaron gotujemy w osolonej wodzie. W tym czasie na patelni podsmażamy pepperoni w oleju z czosnkiem pociętym w cienkie plasterki i drobnymi paskami świeżej papryczki. W razie potrzeby dodajemy oliwy, by czosnku nie spalić.
Przepis bierze udział w akcji:
Jako że danie jest bardzo proste i zawiera mało składników, warto zainwestować w te dobrej jakości.
Składniki (na jedną głowę):
100 g spaghetti
3 ząbki czosnku (jest sezon więc koniecznie polski)
4 łyżeczki pepperoni w oleju (to właśnie z Benneta, można zastąpić oliwą z oliwek + suszone chili)
1 świeża ostra papryczka, u mnie zielona Jalapeno El Tequito (rewelacja, bardzo ostra, można zastąpić świeżą pepperoni)
1 łyżka świeżej natki pietruszki
oliwa
lampka włoskiego wina
W zasadzie koniec. Teraz tylko wrzucamy na patelnię spaghetti i natkę pietruszki, zwiększamy ognień, intensywnie mieszając.
Białym winem dopełnić przyjemność... smacznego.
Przepis bierze udział w akcji:
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Jak jabłko w kompot!
Najlepszy na upał, wspomnienie dzieciństwa, pierwszy raz przygotowywany już w przedszkolu (razem z wykwintnym deserem: biszkoptami przekładanymi dżemem truskawkowym), wykorzystywany do gaszenia pragnienia przez cały rok, chętnie oddaje Jej swoje owoce i pozwala Jemu wypijać cały sok - domowy kompot z jabłek.
Składniki
1,5 kg jabłek
0,25-0,5 szklanki cukru (w zależności od upodobań)
0,5 litra wody
3 goździki
Ona jabłka obiera i kroi w drobną kostkę. Zasypuje je cukrem i zalewa wodą. Dodaje goździki i gotuje parę minut - do miękkości.
Ona lubi najpierw wyjeść z salaterki owoce, a potem szybko wypić słodki sok. On po owoce sięga mniej chętnie - tylko jeśli przypadkiem wpadną do wysokiej szklanki, do której wrzuca jeszcze kilka kostek lodu.
Przepis bierze udział w akcji:
Składniki
1,5 kg jabłek
0,25-0,5 szklanki cukru (w zależności od upodobań)
0,5 litra wody
3 goździki
Ona jabłka obiera i kroi w drobną kostkę. Zasypuje je cukrem i zalewa wodą. Dodaje goździki i gotuje parę minut - do miękkości.
Ona lubi najpierw wyjeść z salaterki owoce, a potem szybko wypić słodki sok. On po owoce sięga mniej chętnie - tylko jeśli przypadkiem wpadną do wysokiej szklanki, do której wrzuca jeszcze kilka kostek lodu.
Przepis bierze udział w akcji:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
