On uwielbia kolej. Tak tak, tę polską - bezgranicznie! Spóźniającą się nie tylko zimą, z drożejącymi biletami, z opadającą klapą w niedomytej toalecie, czasem zwalniającą tak, że odnosi się wrażenie, iż pieszy spacerujący polem prześcignie cały skład.
A przede wszystkim z jej starymi dworcami, pięknymi lokomotywami, pokazami parowozów i magicznym sygnałem RP1, którym maszyniści przypominają o swojej obecności nie tylko na przejazdach.
Ale do rzeczy. On znalazł się w finale konkursu, w którym nagrodą jest przejazd nowoczesnym elektrowozem. Brzmi kosmicznie? Może troszkę. To jego - nie tylko świąteczne - marzenie. Znaleźć się w kabinie razem z maszynistą, robić zdjęcia, filmować, oglądać świat z nowej perspektywy.
Jeśli więc macie kanał na You Tube i chcielibyście wesprzeć Go jednym głosem - Ona i On zapraszają - wystarczy kliknąć "Fajne" i podniesieniem kciuka do góry dać znać, że On jest już od krok od podróży życia - w kabinie nowoczesnego loka. Ooo.. pod tym właśnie filmem: Tu spełnisz Jego marzenie
A jeśli nie chcecie zrobić tego dla Niego, zróbcie dla Niej. Podczas Jego wyjazdu Ona nie będzie musiała w mrozie/deszczu/wietrze wystawać z Nim na peronie w oczekiwaniu na kolejny niepowtarzalny przejazd i coś Wam pysznego upiecze.. w spokoju;)
A tu do obejrzenia dwa zdjęcia z budapesztańskiego muzeum, które zwiedzaliśmy w prawie czterdziestostopniowym upale. Takie pługi jeździłyby po naszych torach, gdyby tylko spadł śnieg. Ona powtarza: śnieg! Urocze, prawda?
poniedziałek, 19 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
Ona i On zaproszeni
Gdybyście mieli wybrać jeden przepis na świąteczny stół, którym zaskoczycie bliskich, byłoby to...?
Gdy więc Ona i On dostali propozycję udziału w świątecznej akcji organizowanej przez portal Prozdrowie.pl zaczęli się głowić. A wiadomo: co dwie głowy to nie jedna. I wymyślili! Nic tak nie uraduje rodziny jak pyszne czekoladowe ciasto - eleganckie i smaczne. Fakt, sycące, ale dlaczego do kawy nie postawić tego, co jest kwintesencją Świąt - nieco magii i dobrego smaku?
No właśnie, co? O zupę grzybową i śliwkową zadba babcia, ona też usmaży karpia, mama zrobi łososia pod pierzynką i pyszne grzybki. Ciocia jest mistrzynią makowca i pierogów, a na świąteczne śniadanie wujek zarobił już białą. Do tego pierniki z tradycyjnego ciasta już czekają.
Gdy więc Ona i On dostali propozycję udziału w świątecznej akcji organizowanej przez portal Prozdrowie.pl zaczęli się głowić. A wiadomo: co dwie głowy to nie jedna. I wymyślili! Nic tak nie uraduje rodziny jak pyszne czekoladowe ciasto - eleganckie i smaczne. Fakt, sycące, ale dlaczego do kawy nie postawić tego, co jest kwintesencją Świąt - nieco magii i dobrego smaku?
Szczególnie, że przygotowanie trufli nie zajmuje dużo czasu. A wygląda nie najgorzej, prawda?
Tu przypominamy przepis.
Już o godz. 11 na portalu rozpoczęło się wielkie gotowanie blogerów - wirtualne, ale warto się do niego przyłączyć. Towarzystwo ma być znakomite, a i potrawy na pewno smaczne.
Więcej informacji przeczytać można na Prozdrowiu, ich profilu FB.
Zachęcam też, by dołączyć do akcji, przeczytać nasze przepisy i może samemu skusić się na jakiś smakołyk. Czasu na zaplanowanie świątecznego menu jest jeszcze sporo:)
wtorek, 6 grudnia 2011
Tarta z gruszkami, ale nie na słodko
Zostało Jej i Jemu trochę gorgonzoli z pizzy. Ona wcale nie żałowała. Wiedziała już, co zrobi na dzisiejszy obiad. On Jej tarty uwielbia, sam często smaki (i okruszki już po jedzeniu) podrzuca. Połączenie sera pleśniowego z gruszkami wydawało się Jej jednak nieco egzotyczne. Nie ukrywa więc, że z taką pewną niepewnością czekała na pierwsze kęsy tarty z gruszką, gorgonzolą i orzechami.
Składniki
ciasto
30 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
ok. 1/3 szklanki wody
farsz
2 gruszki
5 dag sera gorgonzola
200 g kwaśnej śmietany
1 jajo
garść orzechów włoskich
pieprz
sól
gałka muszkatołowa
Ona ciasto zarabia, wałkuje i na natłuszczonej oraz posypanej bułką tartą blasze wykłada. Nakłuwa widelcem, po czym do rozgrzanego piekarnika na ok. 10 min. wstawia.
W tym czasie gruszki obiera ze skórki, wydrąża i kroi w cienkie plastry, które układa na cieście. Kawałki sera ułamuje palcami i układa na gruszkach. Część orzechów drobno sieka i dorzuca.
W misce bełta jajko, sypie szczyptę soli, dorzuca pieprz i świeżo startą gałkę. Dolewa śmietanę. Całość wylewa na gruszkach. Na końcu układa ćwiartki orzechów. Wstawia do gorącego piekarnika i po 40 min. wyciąga obiad.
Ciekawa sprawa. Najciekawsze kęsy to te, w których układa się zestaw: ciasto+gruszka+ser+orzech.
Następnym razem dorzuci więcej orzechów:)
Przepis bierze udział w akcji:

Składniki
ciasto
30 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
ok. 1/3 szklanki wody
farsz
2 gruszki
5 dag sera gorgonzola
200 g kwaśnej śmietany
1 jajo
garść orzechów włoskich
pieprz
sól
gałka muszkatołowa
Ona ciasto zarabia, wałkuje i na natłuszczonej oraz posypanej bułką tartą blasze wykłada. Nakłuwa widelcem, po czym do rozgrzanego piekarnika na ok. 10 min. wstawia.
W tym czasie gruszki obiera ze skórki, wydrąża i kroi w cienkie plastry, które układa na cieście. Kawałki sera ułamuje palcami i układa na gruszkach. Część orzechów drobno sieka i dorzuca.
W misce bełta jajko, sypie szczyptę soli, dorzuca pieprz i świeżo startą gałkę. Dolewa śmietanę. Całość wylewa na gruszkach. Na końcu układa ćwiartki orzechów. Wstawia do gorącego piekarnika i po 40 min. wyciąga obiad.
Ciekawa sprawa. Najciekawsze kęsy to te, w których układa się zestaw: ciasto+gruszka+ser+orzech.
Następnym razem dorzuci więcej orzechów:)
Przepis bierze udział w akcji:

Święty Mikołaj buszował w kuchni
Ona znalazła prezent w papciach. Właściwie wystawał z każdej strony. Za nic się zmieścić nie chciał.
Gabaryty niespodzianki dla Niego sprawiły, że prezent od Świętego Mikołaja pozostałby niezauważony do późnego popołudnia, gdyby nie fakt, że trochę niewygodnie byłoby z nim iść z rana do samochodu i w pędzie do pracy gazu dociskać.
Święty pobuszował w tym roku w dziale kuchennym. Jej przyniósł oldskulowe narzędzie do przesiewania mąki...
do czego Jej przy użyciu małego sitka brakowało dotychczas cierpliwości.
Jemu Miki przyniósł zegar-lodówkowy magnes w retro stajlu.
Powiększył tym samym pstrokatą kolekcję.
Wszystko wskazuje na to, że Ona i On jeszcze więcej czasu spędzać będą w kuchni. To się porobiło;)
A u Was gdzie Święty buszował?
Gabaryty niespodzianki dla Niego sprawiły, że prezent od Świętego Mikołaja pozostałby niezauważony do późnego popołudnia, gdyby nie fakt, że trochę niewygodnie byłoby z nim iść z rana do samochodu i w pędzie do pracy gazu dociskać.
Święty pobuszował w tym roku w dziale kuchennym. Jej przyniósł oldskulowe narzędzie do przesiewania mąki...
do czego Jej przy użyciu małego sitka brakowało dotychczas cierpliwości.
Jemu Miki przyniósł zegar-lodówkowy magnes w retro stajlu.
Powiększył tym samym pstrokatą kolekcję.
Wszystko wskazuje na to, że Ona i On jeszcze więcej czasu spędzać będą w kuchni. To się porobiło;)
A u Was gdzie Święty buszował?
niedziela, 4 grudnia 2011
Z oliwkami i gorgonzolą hat. Pizza hut
Ona myślała, że ma najlepszy sprawdzony przepis na pizzę. Okazało, że nie trzeba daleko szukać, by znaleźć jeszcze lepszy. I to w internetowych zapiskach pod hasłem: pizza z Pizza Hut. Mało odkrywcze, prawda?
Ale skoro On już wyszukał listę dań fast foodowych, czas było przerobić je na domowe i przetestować.
Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 dag drożdży
4 łyżki oleju rzepakowego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku
sos:
2 łyżki przecieru pomidorowego
2 łyżki wody
1 ząbek poszatkowanego czosnku
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki czosnku niedźwiedziego
na wierzch
5 dag żółtego sera
5 dag gorgonzoli
10 zielonych oliwek
pieprz
Ona wyjątkowo cierpliwie przesiała mąkę do miski, dosypała soli i rozkruszonych drożdży. Dolała oleju i zamieszała. Wodę wymieszaną z mlekiem stopniowo dolewała, zarabiała ciasto. Na koniec dodała pieprzu i ziół, po czym kulę ciasta pozostawiła w misce pod przykryciem na ok. 1 godzinę.
W tym czasie On przygotował sos, mieszając w misce wszystkie jego składniki.
Gdy ciasto rosło, Ona i On oglądali głupawe przygody Colina Farrela w roli koszmarnego wampira o uroku nieco mniejszym niż Robert Pattinson i jego wybłyszczona klata.
Po godzinie dużą blachę folią wyłożyli, Ona ciasto rozwałkowała, figurom geometrycznym się nie kłaniając. On sos rozprowadził, a gdy piekarnik grzał się, On jeszcze sery starł, Ona oliwki pokroiła na 8 części i ułożyli na pizzy.
Gdyby zrobili jak w przepisie - dwa małe, na pewno bardziej pulchne krążki zastąpiłyby im wielką pizzę. Gdy kolacja grzała się w piekarniku całe 20 minut, Colin już dogorywał. I dobrze mu tak!
Przepis bierze udział w akcji:
Ale skoro On już wyszukał listę dań fast foodowych, czas było przerobić je na domowe i przetestować.
Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 dag drożdży
4 łyżki oleju rzepakowego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku
sos:
2 łyżki przecieru pomidorowego
2 łyżki wody
1 ząbek poszatkowanego czosnku
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki czosnku niedźwiedziego
na wierzch
5 dag żółtego sera
5 dag gorgonzoli
10 zielonych oliwek
pieprz
Ona wyjątkowo cierpliwie przesiała mąkę do miski, dosypała soli i rozkruszonych drożdży. Dolała oleju i zamieszała. Wodę wymieszaną z mlekiem stopniowo dolewała, zarabiała ciasto. Na koniec dodała pieprzu i ziół, po czym kulę ciasta pozostawiła w misce pod przykryciem na ok. 1 godzinę.
W tym czasie On przygotował sos, mieszając w misce wszystkie jego składniki.
Gdy ciasto rosło, Ona i On oglądali głupawe przygody Colina Farrela w roli koszmarnego wampira o uroku nieco mniejszym niż Robert Pattinson i jego wybłyszczona klata.
Po godzinie dużą blachę folią wyłożyli, Ona ciasto rozwałkowała, figurom geometrycznym się nie kłaniając. On sos rozprowadził, a gdy piekarnik grzał się, On jeszcze sery starł, Ona oliwki pokroiła na 8 części i ułożyli na pizzy.
Gdyby zrobili jak w przepisie - dwa małe, na pewno bardziej pulchne krążki zastąpiłyby im wielką pizzę. Gdy kolacja grzała się w piekarniku całe 20 minut, Colin już dogorywał. I dobrze mu tak!
Przepis bierze udział w akcji:
czwartek, 1 grudnia 2011
Jeszcze kapuchą pachnie, a piernik już stary
U większości kulinarnych blogerów już pachnie piernikami. Kuchenne zapachy rozchodzą się po klawiaturach nęcąc Jej nozdrza, aż czasem nie może się opanować od polizania komputerowego ekranu.
Ona i On pierników jeszcze nie mają. No dobra, Ona miała wczoraj trochę - tych najlepszych, domowych, choć nie przez Nią robionych.
A były to pierniczki tradycyjne, pysznych, rodzinne, zwiastujące prawdziwe święta. W Jej Rodzinie trwa cudowna tradycja zarabiania owianego tajemnicą ciasta na ciasteczka jeszcze w listopadzie. Już dwa tygodnie temu zajął się tym Jej Brat pod okiem Mamy i Cioci. Rodzice zwieźli do domu wielką miednicę wypełnioną korzennym, brązowym, lekko oprószonym mąką ciastem. Przykryła ja na czas jakiś lniana ściereczka, by wkrótce dać się ugnieść, rozwałkować, wykroić, aż wreszcie w piekarniku przyrumienić w postaci choinek, serduszek i gwiazdek.
Oj nie, nielukrowanych. Cały urok smaku pierników polega na tym, że podjada się je długo przed świętami w takiej właśnie nieprzystrojonej jeszcze formie. Podjada się tak zaciekle, że aż Mama chować musi resztę wypieku - być choć coś zostało już na samą Wigilię. Wtedy serwowane są polane czekoladą, czasem przystrojone kolorową posypką, orzechem lub migdałem. Ale wierzcie Jej, najlepiej smakują teraz, zwiastując świąteczny czas. A potwierdzić to może tylko fakt, że nic Jej się z pierwszej partii nie ostało do zdjęć. Ani jeden piernik. Gwiazdka u Niej nie z piernika. Z nieba jedynie - serio!
A przez ostatni festiwalowo-filmowy czas, podczas którego kubki smakowe obrazami bardziej niż domowym jedzeniem zachwycają się, Ona przywołuje odrobinę jesiennego czaru ukrytego w... ach, niech będzie - prostej, przaśnej może, jak kto woli kapuście.
Ona i On mieli jej w listopadzie pod dostatkiem. Najsmaczniejsza - soczysta wyjadana paluchami prosto z wiaderka, z dodatkiem jabłka i cebuli - w postaci surówki i taka oto - z kminkiem przysmażona:
Przyznajcie się: bardziej u Was jeszcze kapuchą pachnie, czy już piernikiem?;)
Ona i On pierników jeszcze nie mają. No dobra, Ona miała wczoraj trochę - tych najlepszych, domowych, choć nie przez Nią robionych.
A były to pierniczki tradycyjne, pysznych, rodzinne, zwiastujące prawdziwe święta. W Jej Rodzinie trwa cudowna tradycja zarabiania owianego tajemnicą ciasta na ciasteczka jeszcze w listopadzie. Już dwa tygodnie temu zajął się tym Jej Brat pod okiem Mamy i Cioci. Rodzice zwieźli do domu wielką miednicę wypełnioną korzennym, brązowym, lekko oprószonym mąką ciastem. Przykryła ja na czas jakiś lniana ściereczka, by wkrótce dać się ugnieść, rozwałkować, wykroić, aż wreszcie w piekarniku przyrumienić w postaci choinek, serduszek i gwiazdek.
Oj nie, nielukrowanych. Cały urok smaku pierników polega na tym, że podjada się je długo przed świętami w takiej właśnie nieprzystrojonej jeszcze formie. Podjada się tak zaciekle, że aż Mama chować musi resztę wypieku - być choć coś zostało już na samą Wigilię. Wtedy serwowane są polane czekoladą, czasem przystrojone kolorową posypką, orzechem lub migdałem. Ale wierzcie Jej, najlepiej smakują teraz, zwiastując świąteczny czas. A potwierdzić to może tylko fakt, że nic Jej się z pierwszej partii nie ostało do zdjęć. Ani jeden piernik. Gwiazdka u Niej nie z piernika. Z nieba jedynie - serio!
A przez ostatni festiwalowo-filmowy czas, podczas którego kubki smakowe obrazami bardziej niż domowym jedzeniem zachwycają się, Ona przywołuje odrobinę jesiennego czaru ukrytego w... ach, niech będzie - prostej, przaśnej może, jak kto woli kapuście.
Ona i On mieli jej w listopadzie pod dostatkiem. Najsmaczniejsza - soczysta wyjadana paluchami prosto z wiaderka, z dodatkiem jabłka i cebuli - w postaci surówki i taka oto - z kminkiem przysmażona:
Przyznajcie się: bardziej u Was jeszcze kapuchą pachnie, czy już piernikiem?;)
poniedziałek, 28 listopada 2011
Śniadanie z widokiem na morze
Ona i Ona zakończyli właśnie cudowny weekend. Tak, weekend, który kończy się w poniedziałkowy wieczór, jest przynajmniej o 24 godziny przyjemniejszy;)
Odwiedzili ukochany Hel. A i tu smakowitości nie zabrakło. Śniadania jedli z widokiem na wzburzone morze w Juracie, rozsmakowując się w pobudzającej kawie z mlekiem, sycącej jajecznicy, wędzonych rybach, doskonałym pieczywie i skomponowanej własnoręcznie sałatce z kiełkową dominantą...
Nad obiadem długo się głowili - między helską Ambrą a Izdebką. W pierwszej zawsze kuszą gospodarze i dania przygotowywane pod ich czujnym okiem, w drugie jeszcze dodatkowo wystrój i rozpalony kominek. Choć tego ostatniego zabrakło, fląderka spisała się jak zwykle - na medal. I do tego ta surówka z białej kapusty z czosnkiem - pychota.
A kolacje? Tylko przekąski z odległego supersamu zakupione po spotkaniu z żerującym nocą dzikiem. Przekąski z tego co On i Ona miasta pochodzące, ale u Nich nieznane. I wino. Pychota.
Dobrze, że wszystko na spacerach w deszczu, krupie, słońcu i w towarzystwie tęczy spalone. A i w gwiazd świetle. I w basenie późnym wieczorem...
To był pyszny.. pysznie relaksujący weekend!
Odwiedzili ukochany Hel. A i tu smakowitości nie zabrakło. Śniadania jedli z widokiem na wzburzone morze w Juracie, rozsmakowując się w pobudzającej kawie z mlekiem, sycącej jajecznicy, wędzonych rybach, doskonałym pieczywie i skomponowanej własnoręcznie sałatce z kiełkową dominantą...
Nad obiadem długo się głowili - między helską Ambrą a Izdebką. W pierwszej zawsze kuszą gospodarze i dania przygotowywane pod ich czujnym okiem, w drugie jeszcze dodatkowo wystrój i rozpalony kominek. Choć tego ostatniego zabrakło, fląderka spisała się jak zwykle - na medal. I do tego ta surówka z białej kapusty z czosnkiem - pychota.
A kolacje? Tylko przekąski z odległego supersamu zakupione po spotkaniu z żerującym nocą dzikiem. Przekąski z tego co On i Ona miasta pochodzące, ale u Nich nieznane. I wino. Pychota.
Dobrze, że wszystko na spacerach w deszczu, krupie, słońcu i w towarzystwie tęczy spalone. A i w gwiazd świetle. I w basenie późnym wieczorem...
To był pyszny.. pysznie relaksujący weekend!
czwartek, 24 listopada 2011
Dom rozgrzewa od środka
Jego i Jej obiad musi spełniać tylko drobne wymagania. Powinien być mało kłopotliwy, ciekawy i smaczny. No co, czego chcieć więcej;) I żeby tak było czuć dom, który rozgrzewa od środka.
Do takich dań zaliczyć można makaron z dynią. A że dynią cudowna dietetyczka Jego i Ją zauroczyła, warto było wykorzystać to warzywo w jeszcze jeden niebanalny sposób. Pamiętacie świdry z cukinią? Tu Ona i On zastosowali ten sam patent.
I znów nieskromnie orzekli, talerze wylizując: jakie to pyszne, cudowne, delikatne i dzięki małemu dodatkowi - intrygujące. Ach, tak im się na podyniowe wyzwania zebrało;)
Składniki
30 dag makaronu spagetti
On bierze w ruch dynię i tarkę. Z pierwszej zostaje miazga, którą On na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju i wyciśniętym czosnkiem wrzuca. Smaży ok. 10 min, dodając sól i pieprz. W garnku gotuje makaron al dente. Do dyni dodaje śmietanę, a na końcu dorzuca makaron.
Naprawdę nie trzeba więcej. Nooo.. może odrobiny suszonego, diabelnie ostrego chilli:
I już Jego i Jej brzuchy czują się jak w domu.
Do takich dań zaliczyć można makaron z dynią. A że dynią cudowna dietetyczka Jego i Ją zauroczyła, warto było wykorzystać to warzywo w jeszcze jeden niebanalny sposób. Pamiętacie świdry z cukinią? Tu Ona i On zastosowali ten sam patent.
I znów nieskromnie orzekli, talerze wylizując: jakie to pyszne, cudowne, delikatne i dzięki małemu dodatkowi - intrygujące. Ach, tak im się na podyniowe wyzwania zebrało;)
Składniki
30 dag makaronu spagetti
20 dag dyni
2 ząbki czosnku
pieprz
sól
śmietana 18%
suszone chili
olej
On bierze w ruch dynię i tarkę. Z pierwszej zostaje miazga, którą On na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju i wyciśniętym czosnkiem wrzuca. Smaży ok. 10 min, dodając sól i pieprz. W garnku gotuje makaron al dente. Do dyni dodaje śmietanę, a na końcu dorzuca makaron.
Naprawdę nie trzeba więcej. Nooo.. może odrobiny suszonego, diabelnie ostrego chilli:
I już Jego i Jej brzuchy czują się jak w domu.
wtorek, 22 listopada 2011
Kiedy ostatnio pękło Ci... ciastko?
Ona czaiła się na te ciastka chyba od miesiąca. Albo i dłużej. Niby mogła im później popękanie tudzież połamanie zafundować, ale przecież nie na tym miała polegać cała zabawa w domową cukiernię.
Ona przyznaje - jej popękane amerykańskie ciastka czekoladowe nie wygląda jak z żurnala. Szczęśliwie jednak wypiek ten jest smaczny w sposób odwrotnie proporcjonalny do wyglądu. Ona sama nie wie: śmiać się, czy płakać, bo w rezultacie na dodatek z żurnala żadnego ciucha nie będzie - ona się zwyczajnie nie zmieści, jak już wszystkie ciastka zje..
Składniki
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 tabliczka mlecznej czekolady
3 jaja
1,75 szklanki mąki pszennej
11 dag masła
2/3 szklanki cukru
ekstrakt z wanilii
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
cukier puder
Ona w rondlu masło rozpuszcza, połamane czekolady dodaje i do maślanej masy dorzuca. Prawie się zagapia i przypala - w celu sprawdzenia, czy czekolada prima sort, próbuje. Próbuje raz i drugi. Za trzecim wchodzi On. Ona więc jak gdyby nigdy nic, kontrolnie w rondlu miesza i znad górnej wargi czekoladowy ślad oblizuje.
W samą porę On przyszedł! Białka od żółtek oddziela jak nikt, zaraz się więc za wykonanie zadania zabiera.
Białka Ona ubija na sztywno, a pod koniec cukier dodaje - na raty. Następnie żółtka dorzuca i ekstraktu z wanilii dolewa. W kolejce do mieszania czeka już czekoladowo-maślana masa.
Dalej Ona mąkę z solą (czekoladową!) oraz proszkiem do pieczenia miesza i do ciasta dodaje. Miksowania nie ma końca. Ale ileż można siedzieć nad prostymi ciastkami!? Ona ledwo już na nogach stoi, On wieczorną kąpiel i sen zarządza, Ona więc do lodówki ciasto wstawia (można byłoby na parę godzin, ale niech będzie - na noc całą!). Niech śpi dobrze.
Rano Ona za dobrze schłodzoną masę się zabiera.
Piekarnik rozgrzewa, na blasze folię rozkłada, a do miski cukier puder przesiewa.
Masę małą łyżeczką nabiera i formuje. Szybko, bo ciasto łatwo kleić się zaczyna. Do Niej!
W cukrze pudrze je turla..
i na blasze układa.
Tak, tak, za blisko. Ona nie wie jeszcze, że powinna była większe odstępy zachować. Ciastka lekko jej się rozpłyną i połączą w czekoladowe zespoły. W kupie im raźniej. I smaczniej.
Wystarcza 12 min w rozgrzanym piekarniku, by się o tym przekonać.
Przepis bierze udział w akcji
Ona przyznaje - jej popękane amerykańskie ciastka czekoladowe nie wygląda jak z żurnala. Szczęśliwie jednak wypiek ten jest smaczny w sposób odwrotnie proporcjonalny do wyglądu. Ona sama nie wie: śmiać się, czy płakać, bo w rezultacie na dodatek z żurnala żadnego ciucha nie będzie - ona się zwyczajnie nie zmieści, jak już wszystkie ciastka zje..
Składniki
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 tabliczka mlecznej czekolady
3 jaja
1,75 szklanki mąki pszennej
11 dag masła
2/3 szklanki cukru
ekstrakt z wanilii
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
cukier puder
Ona w rondlu masło rozpuszcza, połamane czekolady dodaje i do maślanej masy dorzuca. Prawie się zagapia i przypala - w celu sprawdzenia, czy czekolada prima sort, próbuje. Próbuje raz i drugi. Za trzecim wchodzi On. Ona więc jak gdyby nigdy nic, kontrolnie w rondlu miesza i znad górnej wargi czekoladowy ślad oblizuje.
W samą porę On przyszedł! Białka od żółtek oddziela jak nikt, zaraz się więc za wykonanie zadania zabiera.
Białka Ona ubija na sztywno, a pod koniec cukier dodaje - na raty. Następnie żółtka dorzuca i ekstraktu z wanilii dolewa. W kolejce do mieszania czeka już czekoladowo-maślana masa.
Dalej Ona mąkę z solą (czekoladową!) oraz proszkiem do pieczenia miesza i do ciasta dodaje. Miksowania nie ma końca. Ale ileż można siedzieć nad prostymi ciastkami!? Ona ledwo już na nogach stoi, On wieczorną kąpiel i sen zarządza, Ona więc do lodówki ciasto wstawia (można byłoby na parę godzin, ale niech będzie - na noc całą!). Niech śpi dobrze.
Rano Ona za dobrze schłodzoną masę się zabiera.
Piekarnik rozgrzewa, na blasze folię rozkłada, a do miski cukier puder przesiewa.
Masę małą łyżeczką nabiera i formuje. Szybko, bo ciasto łatwo kleić się zaczyna. Do Niej!
W cukrze pudrze je turla..
i na blasze układa.
Tak, tak, za blisko. Ona nie wie jeszcze, że powinna była większe odstępy zachować. Ciastka lekko jej się rozpłyną i połączą w czekoladowe zespoły. W kupie im raźniej. I smaczniej.
Wystarcza 12 min w rozgrzanym piekarniku, by się o tym przekonać.
Przepis bierze udział w akcji
niedziela, 20 listopada 2011
Tu się turla brukselka
Lubicie brukselkę? Ona i On uwielbiają! Najlepsza jest w jarzynowej zupie lub ugotowana podana z odrobiną bułki tartej, maggie lub sojowego sosu. Ona w nosie ma apele wysokoobcasowej specjalistki z prośbą o nieco mniej tradycyjne podawanie rozgotowanej do granic możliwości brukselki. Tak Jej smakuje i basta!
Oni wczoraj wybrali się na rynek. Ona nie mogła oderwać oczu od zielonych kuleczek grzecznie wylegujących się w skrzyniach. Zakupili więc pół kilo i na szybki obiad zgotowali.
Składniki
1/2 kg brukselki
2 łyżki maggi lub sosu sojowego
Ona i On brukselkę gotują najczęściej na parze - zresztą podobnie jak i inne warzywa. Tym razem jednak wrzucili ją do osolonej wrzącej wody po uprzednim opłukaniu i zdjęciu pierwszej warstwy niezbyt ładnych listków. Gotowali ile.. 5-10 minut?
Zalali potem maggie i zjedli w tempie ekspresowym. Jego trochę spowolniło dodanie sosu Worcester, który okazał się być marnym połączeniem dla cudnej kapustki. Ona jadła - połykając w całości, raz rozgryzając, przełamując albo też objadając pojedyncze, rozpływające się w ustach listki. Pychota!
Oni wczoraj wybrali się na rynek. Ona nie mogła oderwać oczu od zielonych kuleczek grzecznie wylegujących się w skrzyniach. Zakupili więc pół kilo i na szybki obiad zgotowali.
Składniki
1/2 kg brukselki
2 łyżki maggi lub sosu sojowego
Ona i On brukselkę gotują najczęściej na parze - zresztą podobnie jak i inne warzywa. Tym razem jednak wrzucili ją do osolonej wrzącej wody po uprzednim opłukaniu i zdjęciu pierwszej warstwy niezbyt ładnych listków. Gotowali ile.. 5-10 minut?
Zalali potem maggie i zjedli w tempie ekspresowym. Jego trochę spowolniło dodanie sosu Worcester, który okazał się być marnym połączeniem dla cudnej kapustki. Ona jadła - połykając w całości, raz rozgryzając, przełamując albo też objadając pojedyncze, rozpływające się w ustach listki. Pychota!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

