poniedziałek, 19 grudnia 2011

Pomóż spełnić marzenia

On uwielbia kolej. Tak tak, tę polską - bezgranicznie! Spóźniającą się nie tylko zimą, z drożejącymi biletami, z opadającą klapą w niedomytej toalecie, czasem zwalniającą tak, że odnosi się wrażenie, iż pieszy spacerujący polem prześcignie cały skład.
A przede wszystkim z jej starymi dworcami, pięknymi lokomotywami, pokazami parowozów i magicznym sygnałem RP1, którym maszyniści przypominają o swojej obecności nie tylko na przejazdach.

Ale do rzeczy. On znalazł się w finale konkursu, w którym nagrodą jest przejazd nowoczesnym elektrowozem. Brzmi kosmicznie? Może troszkę. To jego - nie tylko świąteczne - marzenie. Znaleźć się w kabinie razem z maszynistą, robić zdjęcia, filmować, oglądać świat z nowej perspektywy.

Jeśli więc macie kanał na You Tube i chcielibyście wesprzeć Go jednym głosem - Ona i On zapraszają - wystarczy kliknąć "Fajne" i podniesieniem kciuka do góry dać znać, że On jest już od krok od podróży życia - w kabinie nowoczesnego loka. Ooo.. pod tym właśnie filmem: Tu spełnisz Jego marzenie


A jeśli nie chcecie zrobić tego dla Niego, zróbcie dla Niej. Podczas Jego wyjazdu Ona nie będzie musiała w mrozie/deszczu/wietrze wystawać z Nim na peronie w oczekiwaniu na kolejny niepowtarzalny przejazd i coś Wam pysznego upiecze.. w spokoju;)

A tu do obejrzenia dwa zdjęcia z budapesztańskiego muzeum, które zwiedzaliśmy w prawie czterdziestostopniowym upale. Takie pługi jeździłyby po naszych torach, gdyby tylko spadł śnieg. Ona powtarza: śnieg! Urocze, prawda?


piątek, 16 grudnia 2011

Ona i On zaproszeni

Gdybyście mieli wybrać jeden przepis na świąteczny stół, którym zaskoczycie bliskich, byłoby to...?
No właśnie, co? O zupę grzybową i śliwkową zadba babcia, ona też usmaży karpia, mama zrobi łososia pod pierzynką i pyszne grzybki. Ciocia jest mistrzynią makowca i pierogów, a na świąteczne śniadanie wujek zarobił już białą. Do tego pierniki z tradycyjnego ciasta już czekają. 

Gdy więc Ona i On dostali propozycję udziału w świątecznej akcji organizowanej przez portal Prozdrowie.pl zaczęli się głowić. A wiadomo: co dwie głowy to nie jedna. I wymyślili! Nic tak nie uraduje rodziny jak pyszne czekoladowe ciasto - eleganckie i smaczne. Fakt, sycące, ale dlaczego do kawy nie postawić tego, co jest kwintesencją Świąt - nieco magii i dobrego smaku? 

Szczególnie, że przygotowanie trufli nie zajmuje dużo czasu. A wygląda nie najgorzej, prawda?


Tu przypominamy przepis.

Już o godz. 11 na portalu rozpoczęło się wielkie gotowanie blogerów - wirtualne, ale warto się do niego przyłączyć. Towarzystwo ma być znakomite, a i potrawy na pewno smaczne.
Więcej informacji przeczytać można na Prozdrowiu, ich profilu FB
Zachęcam też, by dołączyć do akcji, przeczytać nasze przepisy i może samemu skusić się na jakiś smakołyk. Czasu na zaplanowanie świątecznego menu jest jeszcze sporo:)

wtorek, 6 grudnia 2011

Tarta z gruszkami, ale nie na słodko

Zostało Jej i Jemu trochę gorgonzoli z pizzy. Ona wcale nie żałowała. Wiedziała już, co zrobi na dzisiejszy obiad. On Jej tarty uwielbia, sam często smaki (i okruszki już po jedzeniu) podrzuca. Połączenie sera pleśniowego z gruszkami wydawało się Jej jednak nieco egzotyczne. Nie ukrywa więc, że z taką pewną niepewnością czekała na pierwsze kęsy tarty z gruszką, gorgonzolą i orzechami.


Składniki
ciasto
30 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
ok. 1/3 szklanki wody

farsz
2 gruszki
5 dag sera gorgonzola
200 g kwaśnej śmietany
1 jajo
garść orzechów włoskich
pieprz
sól
gałka muszkatołowa

Ona ciasto zarabia, wałkuje i na natłuszczonej oraz posypanej bułką tartą blasze wykłada. Nakłuwa widelcem, po czym do rozgrzanego piekarnika na ok. 10 min. wstawia.

W tym czasie gruszki obiera ze skórki, wydrąża i kroi w cienkie plastry, które układa na cieście. Kawałki sera ułamuje palcami i układa na gruszkach. Część orzechów drobno sieka i dorzuca.

W misce bełta jajko, sypie szczyptę soli, dorzuca pieprz i świeżo startą gałkę. Dolewa śmietanę. Całość wylewa na gruszkach. Na końcu układa ćwiartki orzechów. Wstawia do gorącego piekarnika i po 40 min. wyciąga obiad.


Ciekawa sprawa. Najciekawsze kęsy to te, w których układa się zestaw: ciasto+gruszka+ser+orzech.




Następnym razem dorzuci więcej orzechów:)



Przepis bierze udział w akcji:
Potrawy 
rozgrzewające

Święty Mikołaj buszował w kuchni

Ona znalazła prezent w papciach. Właściwie wystawał z każdej strony. Za nic się zmieścić nie chciał.
Gabaryty niespodzianki dla Niego sprawiły, że prezent od Świętego Mikołaja pozostałby niezauważony do późnego popołudnia, gdyby nie fakt, że trochę niewygodnie byłoby z nim iść z rana do samochodu i w pędzie do pracy gazu dociskać. 

Święty pobuszował w tym roku w dziale kuchennym. Jej przyniósł oldskulowe narzędzie do przesiewania mąki...


do czego Jej przy użyciu małego sitka brakowało dotychczas cierpliwości.


Jemu Miki przyniósł zegar-lodówkowy magnes w retro stajlu.


Powiększył tym samym pstrokatą kolekcję.


Wszystko wskazuje na to, że Ona i On jeszcze więcej czasu spędzać będą w kuchni. To się porobiło;)

A u Was gdzie Święty buszował?

niedziela, 4 grudnia 2011

Z oliwkami i gorgonzolą hat. Pizza hut

Ona myślała, że ma najlepszy sprawdzony przepis na pizzę. Okazało, że nie trzeba daleko szukać, by znaleźć jeszcze lepszy. I to w internetowych zapiskach pod hasłem: pizza z Pizza Hut. Mało odkrywcze, prawda?
Ale skoro On już wyszukał listę dań fast foodowych, czas było przerobić je na domowe i przetestować.


Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 dag drożdży
4 łyżki oleju rzepakowego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku

sos:
2 łyżki przecieru pomidorowego
2 łyżki wody
1 ząbek poszatkowanego czosnku
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki czosnku niedźwiedziego

na wierzch
5 dag żółtego sera
5 dag gorgonzoli
10 zielonych oliwek
pieprz

Ona wyjątkowo cierpliwie przesiała mąkę do miski, dosypała soli i rozkruszonych drożdży. Dolała oleju i zamieszała. Wodę wymieszaną z mlekiem stopniowo dolewała, zarabiała ciasto. Na koniec dodała pieprzu i ziół, po czym kulę ciasta pozostawiła w misce pod przykryciem na ok. 1 godzinę.

W tym czasie On przygotował sos, mieszając w misce wszystkie jego składniki.

Gdy ciasto rosło, Ona i On oglądali głupawe przygody Colina Farrela w roli koszmarnego wampira o uroku nieco mniejszym niż Robert Pattinson i jego wybłyszczona klata.

Po godzinie dużą blachę folią wyłożyli, Ona ciasto rozwałkowała, figurom geometrycznym się nie kłaniając. On sos rozprowadził, a gdy piekarnik grzał się, On jeszcze sery starł, Ona oliwki pokroiła na 8 części i ułożyli na pizzy.


Gdyby zrobili jak w przepisie - dwa małe, na pewno bardziej pulchne krążki zastąpiłyby im wielką pizzę. Gdy kolacja grzała się w piekarniku całe 20 minut, Colin już dogorywał. I dobrze mu tak!


Przepis bierze udział w akcji:
Potrawy 
rozgrzewające

czwartek, 1 grudnia 2011

Jeszcze kapuchą pachnie, a piernik już stary

U większości kulinarnych blogerów już pachnie piernikami. Kuchenne zapachy rozchodzą się po klawiaturach nęcąc Jej nozdrza, aż czasem nie może się opanować od polizania komputerowego ekranu.

Ona i On pierników jeszcze nie mają. No dobra, Ona miała wczoraj trochę - tych najlepszych, domowych, choć nie przez Nią robionych.

A były to pierniczki tradycyjne, pysznych, rodzinne, zwiastujące prawdziwe święta. W Jej Rodzinie trwa cudowna tradycja zarabiania owianego tajemnicą ciasta na ciasteczka jeszcze w listopadzie. Już dwa tygodnie temu zajął się tym Jej Brat pod okiem Mamy i Cioci. Rodzice zwieźli do domu wielką miednicę wypełnioną korzennym, brązowym, lekko oprószonym mąką ciastem. Przykryła ja na czas jakiś lniana ściereczka, by wkrótce dać się ugnieść, rozwałkować, wykroić, aż wreszcie w piekarniku przyrumienić w postaci choinek, serduszek i gwiazdek.

Oj nie, nielukrowanych. Cały urok smaku pierników polega na tym, że podjada się je długo przed świętami w takiej właśnie nieprzystrojonej jeszcze formie. Podjada się tak zaciekle, że aż Mama chować musi resztę wypieku - być choć coś zostało już na samą Wigilię. Wtedy serwowane są polane czekoladą, czasem przystrojone kolorową posypką, orzechem lub migdałem. Ale wierzcie Jej, najlepiej smakują teraz, zwiastując świąteczny czas. A potwierdzić to może tylko fakt, że nic Jej się z pierwszej partii nie ostało do zdjęć. Ani jeden piernik. Gwiazdka u Niej nie z piernika. Z nieba jedynie - serio!

A przez ostatni festiwalowo-filmowy czas, podczas którego kubki smakowe obrazami bardziej niż domowym jedzeniem zachwycają się, Ona przywołuje odrobinę jesiennego czaru ukrytego w... ach, niech będzie - prostej, przaśnej może, jak kto woli kapuście.

Ona i On mieli jej w listopadzie pod dostatkiem. Najsmaczniejsza - soczysta wyjadana paluchami prosto z wiaderka, z dodatkiem jabłka i cebuli - w postaci surówki i taka oto - z kminkiem przysmażona:



Przyznajcie się: bardziej u Was jeszcze kapuchą pachnie, czy już piernikiem?;)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Śniadanie z widokiem na morze

Ona i Ona zakończyli właśnie cudowny weekend. Tak, weekend, który kończy się w poniedziałkowy wieczór, jest przynajmniej o 24 godziny przyjemniejszy;)

Odwiedzili ukochany Hel. A i tu smakowitości nie zabrakło. Śniadania jedli z widokiem na wzburzone morze w Juracie, rozsmakowując się w pobudzającej kawie z mlekiem, sycącej jajecznicy, wędzonych rybach, doskonałym pieczywie i skomponowanej własnoręcznie sałatce z kiełkową dominantą...




Nad obiadem długo się głowili - między helską Ambrą a Izdebką. W pierwszej zawsze kuszą gospodarze i dania przygotowywane pod ich czujnym okiem, w drugie jeszcze dodatkowo wystrój i rozpalony kominek. Choć tego ostatniego zabrakło, fląderka spisała się jak zwykle - na medal. I do tego ta surówka z białej kapusty z czosnkiem - pychota.


A kolacje? Tylko przekąski z odległego supersamu zakupione po spotkaniu z żerującym nocą dzikiem. Przekąski z tego co On i Ona miasta pochodzące, ale u Nich nieznane. I wino. Pychota.

Dobrze, że wszystko na spacerach w deszczu, krupie, słońcu i w towarzystwie tęczy spalone. A i w gwiazd świetle. I w basenie późnym wieczorem...

To był pyszny.. pysznie relaksujący weekend!

czwartek, 24 listopada 2011

Dom rozgrzewa od środka

Jego i Jej obiad musi spełniać tylko drobne wymagania. Powinien być mało kłopotliwy, ciekawy i smaczny. No co, czego chcieć więcej;) I żeby tak było czuć dom, który rozgrzewa od środka.

Do takich dań zaliczyć można makaron z dynią. A że dynią cudowna dietetyczka Jego i Ją zauroczyła, warto było wykorzystać to warzywo w jeszcze jeden niebanalny sposób. Pamiętacie świdry z cukinią? Tu Ona i On zastosowali ten sam patent.
I znów nieskromnie orzekli, talerze wylizując: jakie to pyszne, cudowne, delikatne i dzięki małemu dodatkowi - intrygujące. Ach, tak im się na podyniowe wyzwania zebrało;)

Składniki
30 dag makaronu spagetti
20 dag dyni
2 ząbki czosnku
pieprz
sól
śmietana 18%
suszone chili
olej

On bierze w ruch dynię i tarkę. Z pierwszej zostaje miazga, którą On na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju i wyciśniętym czosnkiem wrzuca. Smaży ok. 10 min, dodając sól i pieprz. W garnku gotuje makaron al dente. Do dyni dodaje śmietanę, a na końcu dorzuca makaron.


Naprawdę nie trzeba więcej. Nooo.. może odrobiny suszonego, diabelnie ostrego chilli:


I już Jego i Jej brzuchy czują się jak w domu.

wtorek, 22 listopada 2011

Kiedy ostatnio pękło Ci... ciastko?

Ona czaiła się na te ciastka chyba od miesiąca. Albo i dłużej. Niby mogła im później popękanie tudzież połamanie zafundować, ale przecież nie na tym miała polegać cała zabawa w domową cukiernię.

Ona przyznaje - jej popękane amerykańskie ciastka czekoladowe nie wygląda jak z żurnala. Szczęśliwie jednak wypiek ten jest smaczny w sposób odwrotnie proporcjonalny do wyglądu. Ona sama nie wie: śmiać się, czy płakać, bo w rezultacie na dodatek z żurnala żadnego ciucha nie będzie - ona się zwyczajnie nie zmieści, jak już wszystkie ciastka zje..

Składniki
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 tabliczka mlecznej czekolady
3 jaja
1,75 szklanki mąki pszennej
11 dag masła
2/3 szklanki cukru
ekstrakt z wanilii
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
cukier puder

Ona w rondlu masło rozpuszcza, połamane czekolady dodaje i do maślanej masy dorzuca. Prawie się zagapia i przypala - w celu sprawdzenia, czy czekolada prima sort, próbuje. Próbuje raz i drugi. Za trzecim wchodzi On. Ona więc jak gdyby nigdy nic, kontrolnie w rondlu miesza i znad górnej wargi czekoladowy ślad oblizuje.

W samą porę On przyszedł! Białka od żółtek oddziela jak nikt, zaraz się więc za wykonanie zadania zabiera.
Białka Ona ubija na sztywno, a pod koniec cukier dodaje - na raty. Następnie żółtka dorzuca i ekstraktu z wanilii dolewa. W kolejce do mieszania czeka już czekoladowo-maślana masa.

Dalej Ona mąkę z solą (czekoladową!) oraz proszkiem do pieczenia miesza i do ciasta dodaje. Miksowania nie ma końca. Ale ileż można siedzieć nad prostymi ciastkami!? Ona ledwo już na nogach stoi, On wieczorną kąpiel i sen zarządza, Ona więc do lodówki ciasto wstawia (można byłoby na parę godzin, ale niech będzie - na noc całą!). Niech śpi dobrze.

Rano Ona za dobrze schłodzoną masę się zabiera.


Piekarnik rozgrzewa, na blasze folię rozkłada, a do miski cukier puder przesiewa.


Masę małą łyżeczką nabiera i formuje. Szybko, bo ciasto łatwo kleić się zaczyna. Do Niej!



W cukrze pudrze je turla..





i na blasze układa.


Tak, tak, za blisko. Ona nie wie jeszcze, że powinna była większe odstępy zachować. Ciastka lekko jej się rozpłyną i połączą w czekoladowe zespoły. W kupie im raźniej. I smaczniej.
Wystarcza 12 min w rozgrzanym piekarniku, by się o tym przekonać.


Przepis bierze udział w akcji

niedziela, 20 listopada 2011

Tu się turla brukselka

Lubicie brukselkę? Ona i On uwielbiają! Najlepsza jest w jarzynowej zupie lub ugotowana podana z odrobiną bułki tartej, maggie lub sojowego sosu. Ona w nosie ma apele wysokoobcasowej specjalistki z prośbą o nieco mniej tradycyjne podawanie rozgotowanej do granic możliwości brukselki. Tak Jej smakuje i basta!

Oni wczoraj wybrali się na rynek. Ona nie mogła oderwać oczu od zielonych kuleczek grzecznie wylegujących się w skrzyniach. Zakupili więc pół kilo i na szybki obiad zgotowali.


Składniki
1/2 kg brukselki
2 łyżki maggi lub sosu sojowego

Ona i On brukselkę gotują najczęściej na parze - zresztą podobnie jak i inne warzywa. Tym razem jednak wrzucili ją do osolonej wrzącej wody po uprzednim opłukaniu i zdjęciu pierwszej warstwy niezbyt ładnych listków. Gotowali ile.. 5-10 minut?



Zalali potem maggie i zjedli w tempie ekspresowym. Jego trochę spowolniło dodanie sosu Worcester, który okazał się być marnym połączeniem dla cudnej kapustki. Ona jadła - połykając w całości, raz rozgryzając, przełamując albo też objadając pojedyncze, rozpływające się w ustach listki. Pychota!