piątek, 16 grudnia 2011

Ona i On zaproszeni

Gdybyście mieli wybrać jeden przepis na świąteczny stół, którym zaskoczycie bliskich, byłoby to...?
No właśnie, co? O zupę grzybową i śliwkową zadba babcia, ona też usmaży karpia, mama zrobi łososia pod pierzynką i pyszne grzybki. Ciocia jest mistrzynią makowca i pierogów, a na świąteczne śniadanie wujek zarobił już białą. Do tego pierniki z tradycyjnego ciasta już czekają. 

Gdy więc Ona i On dostali propozycję udziału w świątecznej akcji organizowanej przez portal Prozdrowie.pl zaczęli się głowić. A wiadomo: co dwie głowy to nie jedna. I wymyślili! Nic tak nie uraduje rodziny jak pyszne czekoladowe ciasto - eleganckie i smaczne. Fakt, sycące, ale dlaczego do kawy nie postawić tego, co jest kwintesencją Świąt - nieco magii i dobrego smaku? 

Szczególnie, że przygotowanie trufli nie zajmuje dużo czasu. A wygląda nie najgorzej, prawda?


Tu przypominamy przepis.

Już o godz. 11 na portalu rozpoczęło się wielkie gotowanie blogerów - wirtualne, ale warto się do niego przyłączyć. Towarzystwo ma być znakomite, a i potrawy na pewno smaczne.
Więcej informacji przeczytać można na Prozdrowiu, ich profilu FB
Zachęcam też, by dołączyć do akcji, przeczytać nasze przepisy i może samemu skusić się na jakiś smakołyk. Czasu na zaplanowanie świątecznego menu jest jeszcze sporo:)

wtorek, 6 grudnia 2011

Tarta z gruszkami, ale nie na słodko

Zostało Jej i Jemu trochę gorgonzoli z pizzy. Ona wcale nie żałowała. Wiedziała już, co zrobi na dzisiejszy obiad. On Jej tarty uwielbia, sam często smaki (i okruszki już po jedzeniu) podrzuca. Połączenie sera pleśniowego z gruszkami wydawało się Jej jednak nieco egzotyczne. Nie ukrywa więc, że z taką pewną niepewnością czekała na pierwsze kęsy tarty z gruszką, gorgonzolą i orzechami.


Składniki
ciasto
30 dag mąki pszennej
3 łyżki oleju
szczypta soli
ok. 1/3 szklanki wody

farsz
2 gruszki
5 dag sera gorgonzola
200 g kwaśnej śmietany
1 jajo
garść orzechów włoskich
pieprz
sól
gałka muszkatołowa

Ona ciasto zarabia, wałkuje i na natłuszczonej oraz posypanej bułką tartą blasze wykłada. Nakłuwa widelcem, po czym do rozgrzanego piekarnika na ok. 10 min. wstawia.

W tym czasie gruszki obiera ze skórki, wydrąża i kroi w cienkie plastry, które układa na cieście. Kawałki sera ułamuje palcami i układa na gruszkach. Część orzechów drobno sieka i dorzuca.

W misce bełta jajko, sypie szczyptę soli, dorzuca pieprz i świeżo startą gałkę. Dolewa śmietanę. Całość wylewa na gruszkach. Na końcu układa ćwiartki orzechów. Wstawia do gorącego piekarnika i po 40 min. wyciąga obiad.


Ciekawa sprawa. Najciekawsze kęsy to te, w których układa się zestaw: ciasto+gruszka+ser+orzech.




Następnym razem dorzuci więcej orzechów:)



Przepis bierze udział w akcji:
Potrawy 
rozgrzewające

Święty Mikołaj buszował w kuchni

Ona znalazła prezent w papciach. Właściwie wystawał z każdej strony. Za nic się zmieścić nie chciał.
Gabaryty niespodzianki dla Niego sprawiły, że prezent od Świętego Mikołaja pozostałby niezauważony do późnego popołudnia, gdyby nie fakt, że trochę niewygodnie byłoby z nim iść z rana do samochodu i w pędzie do pracy gazu dociskać. 

Święty pobuszował w tym roku w dziale kuchennym. Jej przyniósł oldskulowe narzędzie do przesiewania mąki...


do czego Jej przy użyciu małego sitka brakowało dotychczas cierpliwości.


Jemu Miki przyniósł zegar-lodówkowy magnes w retro stajlu.


Powiększył tym samym pstrokatą kolekcję.


Wszystko wskazuje na to, że Ona i On jeszcze więcej czasu spędzać będą w kuchni. To się porobiło;)

A u Was gdzie Święty buszował?

niedziela, 4 grudnia 2011

Z oliwkami i gorgonzolą hat. Pizza hut

Ona myślała, że ma najlepszy sprawdzony przepis na pizzę. Okazało, że nie trzeba daleko szukać, by znaleźć jeszcze lepszy. I to w internetowych zapiskach pod hasłem: pizza z Pizza Hut. Mało odkrywcze, prawda?
Ale skoro On już wyszukał listę dań fast foodowych, czas było przerobić je na domowe i przetestować.


Składniki
ciasto:
40 dag mąki pszennej
3 dag drożdży
4 łyżki oleju rzepakowego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka tymianku

sos:
2 łyżki przecieru pomidorowego
2 łyżki wody
1 ząbek poszatkowanego czosnku
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki czosnku niedźwiedziego

na wierzch
5 dag żółtego sera
5 dag gorgonzoli
10 zielonych oliwek
pieprz

Ona wyjątkowo cierpliwie przesiała mąkę do miski, dosypała soli i rozkruszonych drożdży. Dolała oleju i zamieszała. Wodę wymieszaną z mlekiem stopniowo dolewała, zarabiała ciasto. Na koniec dodała pieprzu i ziół, po czym kulę ciasta pozostawiła w misce pod przykryciem na ok. 1 godzinę.

W tym czasie On przygotował sos, mieszając w misce wszystkie jego składniki.

Gdy ciasto rosło, Ona i On oglądali głupawe przygody Colina Farrela w roli koszmarnego wampira o uroku nieco mniejszym niż Robert Pattinson i jego wybłyszczona klata.

Po godzinie dużą blachę folią wyłożyli, Ona ciasto rozwałkowała, figurom geometrycznym się nie kłaniając. On sos rozprowadził, a gdy piekarnik grzał się, On jeszcze sery starł, Ona oliwki pokroiła na 8 części i ułożyli na pizzy.


Gdyby zrobili jak w przepisie - dwa małe, na pewno bardziej pulchne krążki zastąpiłyby im wielką pizzę. Gdy kolacja grzała się w piekarniku całe 20 minut, Colin już dogorywał. I dobrze mu tak!


Przepis bierze udział w akcji:
Potrawy 
rozgrzewające

czwartek, 1 grudnia 2011

Jeszcze kapuchą pachnie, a piernik już stary

U większości kulinarnych blogerów już pachnie piernikami. Kuchenne zapachy rozchodzą się po klawiaturach nęcąc Jej nozdrza, aż czasem nie może się opanować od polizania komputerowego ekranu.

Ona i On pierników jeszcze nie mają. No dobra, Ona miała wczoraj trochę - tych najlepszych, domowych, choć nie przez Nią robionych.

A były to pierniczki tradycyjne, pysznych, rodzinne, zwiastujące prawdziwe święta. W Jej Rodzinie trwa cudowna tradycja zarabiania owianego tajemnicą ciasta na ciasteczka jeszcze w listopadzie. Już dwa tygodnie temu zajął się tym Jej Brat pod okiem Mamy i Cioci. Rodzice zwieźli do domu wielką miednicę wypełnioną korzennym, brązowym, lekko oprószonym mąką ciastem. Przykryła ja na czas jakiś lniana ściereczka, by wkrótce dać się ugnieść, rozwałkować, wykroić, aż wreszcie w piekarniku przyrumienić w postaci choinek, serduszek i gwiazdek.

Oj nie, nielukrowanych. Cały urok smaku pierników polega na tym, że podjada się je długo przed świętami w takiej właśnie nieprzystrojonej jeszcze formie. Podjada się tak zaciekle, że aż Mama chować musi resztę wypieku - być choć coś zostało już na samą Wigilię. Wtedy serwowane są polane czekoladą, czasem przystrojone kolorową posypką, orzechem lub migdałem. Ale wierzcie Jej, najlepiej smakują teraz, zwiastując świąteczny czas. A potwierdzić to może tylko fakt, że nic Jej się z pierwszej partii nie ostało do zdjęć. Ani jeden piernik. Gwiazdka u Niej nie z piernika. Z nieba jedynie - serio!

A przez ostatni festiwalowo-filmowy czas, podczas którego kubki smakowe obrazami bardziej niż domowym jedzeniem zachwycają się, Ona przywołuje odrobinę jesiennego czaru ukrytego w... ach, niech będzie - prostej, przaśnej może, jak kto woli kapuście.

Ona i On mieli jej w listopadzie pod dostatkiem. Najsmaczniejsza - soczysta wyjadana paluchami prosto z wiaderka, z dodatkiem jabłka i cebuli - w postaci surówki i taka oto - z kminkiem przysmażona:



Przyznajcie się: bardziej u Was jeszcze kapuchą pachnie, czy już piernikiem?;)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Śniadanie z widokiem na morze

Ona i Ona zakończyli właśnie cudowny weekend. Tak, weekend, który kończy się w poniedziałkowy wieczór, jest przynajmniej o 24 godziny przyjemniejszy;)

Odwiedzili ukochany Hel. A i tu smakowitości nie zabrakło. Śniadania jedli z widokiem na wzburzone morze w Juracie, rozsmakowując się w pobudzającej kawie z mlekiem, sycącej jajecznicy, wędzonych rybach, doskonałym pieczywie i skomponowanej własnoręcznie sałatce z kiełkową dominantą...




Nad obiadem długo się głowili - między helską Ambrą a Izdebką. W pierwszej zawsze kuszą gospodarze i dania przygotowywane pod ich czujnym okiem, w drugie jeszcze dodatkowo wystrój i rozpalony kominek. Choć tego ostatniego zabrakło, fląderka spisała się jak zwykle - na medal. I do tego ta surówka z białej kapusty z czosnkiem - pychota.


A kolacje? Tylko przekąski z odległego supersamu zakupione po spotkaniu z żerującym nocą dzikiem. Przekąski z tego co On i Ona miasta pochodzące, ale u Nich nieznane. I wino. Pychota.

Dobrze, że wszystko na spacerach w deszczu, krupie, słońcu i w towarzystwie tęczy spalone. A i w gwiazd świetle. I w basenie późnym wieczorem...

To był pyszny.. pysznie relaksujący weekend!

czwartek, 24 listopada 2011

Dom rozgrzewa od środka

Jego i Jej obiad musi spełniać tylko drobne wymagania. Powinien być mało kłopotliwy, ciekawy i smaczny. No co, czego chcieć więcej;) I żeby tak było czuć dom, który rozgrzewa od środka.

Do takich dań zaliczyć można makaron z dynią. A że dynią cudowna dietetyczka Jego i Ją zauroczyła, warto było wykorzystać to warzywo w jeszcze jeden niebanalny sposób. Pamiętacie świdry z cukinią? Tu Ona i On zastosowali ten sam patent.
I znów nieskromnie orzekli, talerze wylizując: jakie to pyszne, cudowne, delikatne i dzięki małemu dodatkowi - intrygujące. Ach, tak im się na podyniowe wyzwania zebrało;)

Składniki
30 dag makaronu spagetti
20 dag dyni
2 ząbki czosnku
pieprz
sól
śmietana 18%
suszone chili
olej

On bierze w ruch dynię i tarkę. Z pierwszej zostaje miazga, którą On na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju i wyciśniętym czosnkiem wrzuca. Smaży ok. 10 min, dodając sól i pieprz. W garnku gotuje makaron al dente. Do dyni dodaje śmietanę, a na końcu dorzuca makaron.


Naprawdę nie trzeba więcej. Nooo.. może odrobiny suszonego, diabelnie ostrego chilli:


I już Jego i Jej brzuchy czują się jak w domu.

wtorek, 22 listopada 2011

Kiedy ostatnio pękło Ci... ciastko?

Ona czaiła się na te ciastka chyba od miesiąca. Albo i dłużej. Niby mogła im później popękanie tudzież połamanie zafundować, ale przecież nie na tym miała polegać cała zabawa w domową cukiernię.

Ona przyznaje - jej popękane amerykańskie ciastka czekoladowe nie wygląda jak z żurnala. Szczęśliwie jednak wypiek ten jest smaczny w sposób odwrotnie proporcjonalny do wyglądu. Ona sama nie wie: śmiać się, czy płakać, bo w rezultacie na dodatek z żurnala żadnego ciucha nie będzie - ona się zwyczajnie nie zmieści, jak już wszystkie ciastka zje..

Składniki
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 tabliczka mlecznej czekolady
3 jaja
1,75 szklanki mąki pszennej
11 dag masła
2/3 szklanki cukru
ekstrakt z wanilii
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
cukier puder

Ona w rondlu masło rozpuszcza, połamane czekolady dodaje i do maślanej masy dorzuca. Prawie się zagapia i przypala - w celu sprawdzenia, czy czekolada prima sort, próbuje. Próbuje raz i drugi. Za trzecim wchodzi On. Ona więc jak gdyby nigdy nic, kontrolnie w rondlu miesza i znad górnej wargi czekoladowy ślad oblizuje.

W samą porę On przyszedł! Białka od żółtek oddziela jak nikt, zaraz się więc za wykonanie zadania zabiera.
Białka Ona ubija na sztywno, a pod koniec cukier dodaje - na raty. Następnie żółtka dorzuca i ekstraktu z wanilii dolewa. W kolejce do mieszania czeka już czekoladowo-maślana masa.

Dalej Ona mąkę z solą (czekoladową!) oraz proszkiem do pieczenia miesza i do ciasta dodaje. Miksowania nie ma końca. Ale ileż można siedzieć nad prostymi ciastkami!? Ona ledwo już na nogach stoi, On wieczorną kąpiel i sen zarządza, Ona więc do lodówki ciasto wstawia (można byłoby na parę godzin, ale niech będzie - na noc całą!). Niech śpi dobrze.

Rano Ona za dobrze schłodzoną masę się zabiera.


Piekarnik rozgrzewa, na blasze folię rozkłada, a do miski cukier puder przesiewa.


Masę małą łyżeczką nabiera i formuje. Szybko, bo ciasto łatwo kleić się zaczyna. Do Niej!



W cukrze pudrze je turla..





i na blasze układa.


Tak, tak, za blisko. Ona nie wie jeszcze, że powinna była większe odstępy zachować. Ciastka lekko jej się rozpłyną i połączą w czekoladowe zespoły. W kupie im raźniej. I smaczniej.
Wystarcza 12 min w rozgrzanym piekarniku, by się o tym przekonać.


Przepis bierze udział w akcji

niedziela, 20 listopada 2011

Tu się turla brukselka

Lubicie brukselkę? Ona i On uwielbiają! Najlepsza jest w jarzynowej zupie lub ugotowana podana z odrobiną bułki tartej, maggie lub sojowego sosu. Ona w nosie ma apele wysokoobcasowej specjalistki z prośbą o nieco mniej tradycyjne podawanie rozgotowanej do granic możliwości brukselki. Tak Jej smakuje i basta!

Oni wczoraj wybrali się na rynek. Ona nie mogła oderwać oczu od zielonych kuleczek grzecznie wylegujących się w skrzyniach. Zakupili więc pół kilo i na szybki obiad zgotowali.


Składniki
1/2 kg brukselki
2 łyżki maggi lub sosu sojowego

Ona i On brukselkę gotują najczęściej na parze - zresztą podobnie jak i inne warzywa. Tym razem jednak wrzucili ją do osolonej wrzącej wody po uprzednim opłukaniu i zdjęciu pierwszej warstwy niezbyt ładnych listków. Gotowali ile.. 5-10 minut?



Zalali potem maggie i zjedli w tempie ekspresowym. Jego trochę spowolniło dodanie sosu Worcester, który okazał się być marnym połączeniem dla cudnej kapustki. Ona jadła - połykając w całości, raz rozgryzając, przełamując albo też objadając pojedyncze, rozpływające się w ustach listki. Pychota!

sobota, 19 listopada 2011

Uwaga! Tu skrobią marchewki!

Ona obiecała Bratu na urodziny marchewkowe ciasto. Robiła je raz według chyba najprostszego przepisu. Starała się, jak mogła, ale wyszedł zakalec. Mimo to Brat ciasto zajadał ze smakiem i prosił o jeszcze.

Jak już przyszło co do czego i nadeszły jego 21. urodziny, przypomniał sobie właśnie o tym cieście. Ona więc zakupiła marchewki, wyszukała dużo fajniejszy przepis i.. On zepsuł machinerię, która zrobienie ciasta miała Jej umożliwić.


Więc wszyscy obeszli się smakiem.

Ale co ma się upiec, nie utonie, jak mawia staropolskie przysłowie i dlatego po szybkiej naprawie kuchennego robota, Ona wróciła do tematu ciacha, którego warzywnego fenomenu Ona nie rozumie.. Warzywa na słodko? Fiu fiu..

Składniki
2 jaja
20 dag cukru
20 dag marchwi
150 ml oleju rzepakowego
50 dag orzechów włoskich
30 dag wiórków kokosowych
20 dag mąki pszennej
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

polewa
10 dag cukru pudru
10 dag kremowego serka kanapkowego
5 dag masła


On trze drobno marchewkę, Ona sieka orzechy. Ona jaja ubija mikserem i stopniowo cukier dodaje.Do masy wlewa olej i dalej ubija. 
Do miski dorzuca kolejno marchew, orzechy i kokos i już łyżką delikatnie miesza.
On cierpliwie mąkę przesiewa, którą Ona z cynamonem, sodą, solą i proszkiem do pieczenia miesza i do masy dodaje.
Ona zdecydowanie nie radzi sobie z dokładnym wyłożeniem tortownicy folią aluminiową, więc On przychodzi Jej z pomocą. Ona ciasto wylewa do formy i do rozgrzanego piekarnika na ok. 1 godz. wstawia.



Później się zagadują do nocy, więc dopiero następnego dnia Ona  polewę przygotowuje, masło z serkiem ucierając, a następnie w 2 turach cukier dodając. Gdy polewa w lodówce się chłodzi, On ostrym cięciem ciasto na 2 części przekrawa.



Ona tylko obskubuje boczki - wyborne! Następnie część polewy wykłada na spód..


resztą zakrywa i górę pod białą pierzynką chowa.



Za chwil parę Brat ciasto ujrzy. Ona ma nadzieję, że Mu zasmakuje:)

Przepis bierze udział w akcji:

Potrawy 
rozgrzewające